Zobacz temat
www.kepnosocjum.pl :: Kępno i okolice :: ARTYKUŁY I PRACE
 Drukuj temat
Olimp (Organizacja)
Macieeeko
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 09-09-2009 18:16
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Olimp to organizacja zrzeszająca członków wrocławskiej polonii i przymusowych robotników, w tym (i to dla nas najważniejsze) Wielkopolan z okolic Kępna. Początki sięgają roku 40 (spotkania na poddaszu w domu braci Wyderkowskich), chodź ?oficjalnie? funkcjonowała od roku 41. Celem organizacji było sabotowanie działań niemieckich na wszelakie sposoby, wspieranie polskich rodzin w potrzebie, a także zbieranie informacji przydatnych aliantom i próby przekazania ich.
Członkowie, pochodzący z Kępna, okolic:
- Felicyta Damczyk [z.d Podlakówna] (Ostrzeszów, Ceradz Kościelny)
- Edward Damczyk (mąż Felicyty)
- Aleksander Damczyk (brat Edwarda)
- Alojzy Marszałek
- Janina Frykowska
- Władysław Stankiewicz
- Bracia Wyderkowscy
- Irena Janikowska
- Alfons Webner
- Rafał Twardzik
(Osoby mające jakiekolwiek informacje dot. tych ludzi Proszę o kontakt ze mną, na stronie bądź pod nr. Tel. 505-392-692)

Edytowano 3razy, ostatnia edycja 2009-09-09 23:24:33




aha...
 
Macieeeko
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 09-09-2009 19:21
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Felicja Damczyk urodziłą się 11 Czerwca 1922r. w Ceradzu Kościelnym (ówczesny powiat Poznański) Ukończyła szkołę podstawową Niedźwiedziu k.Ostrzeszowa później prywatne gimnazjum sióstr Nazaretanek w Ostrzeszowie.
Po wybuchu wojny zajęła się aktywnym pomaganiem jeńcom, za co została aresztowana, jednak z uwagi na młody wiek jak i interwencje rodziny została zwolniona z aresztu, lecz z powodu nieustannie rosnącego zagrożenia zesłanie do obozu pracy uciekła przez ?zieloną granicę? z dwoma przyjaciółkami i dzięki pomocy pana Pawła Krintha. Tam rozpoczęła pracę w charakterze pomocy domowej i dołączyła do organizacji ?Olimp?. Poznała przyszłego męża Edwarda Damczyka. W 1942 roku, gdy Gestapo wpadło na trop organizacji, została aresztowana i przebywałą kilka miesięcy w więzieniu śledczym we Wrocławiu, gdzie poddawano ją brutalnym torturą. Po uwolnieniu zostałą zmuszona, do podjęcia pracy w domu Guntera Hanne (Gestapo), gdzie ciągle ją śledzono. W 1944r. Hanne został przeniesiony do Osucha (małej wsi nad Notecią). Gdy linia frontu zbliżała się, postanowiła i schronić się w okolicznych lasach.
Po wyzwoleniu pracowała w miejscowym szpitalu. Rozpoczęłą poszukiwania rodziny, którą odnalazła we Wrocławiu, tak jak swojego wcześniejszego narzeczonego, Edwarda , gdy wrócił z obozu Mauthausen. Wyszła za niego za mąż we wrześniu 1945 roku. Związek małżeński zawarli w kościele Ojców Franciszkanów na Karłowicach.
Pracowała przez 23 lata w bibliotece Wydziału Farmacji Akademii Medycznej. Dzięki jej zaangażowaniu Wzniesiono pomnik, ku czci pomordowanych członków stowarzyszenia "Olimp".
Zmarła 9 Kwietnia 2004 roku.

upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/1/13/Organizacja_Olimp-pomnik1.JPG/200px-Organizacja_Olimp-pomnik1.JPG

Edytowane przez Mustava dnia 08-10-2010 22:22
 
efkama
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 02-01-2010 18:56
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

W piątek 5 czerwca na "Olimpie"
Tadeusz Czerniewski


Jest rok 1942. Na czwartym piętrze budynku przy Jahnstrasse 19 w Breslau (obecnie ul. Zelwerowicza, na rogu ul. Sokolniczej we Wrocławiu) gestapo zastawia kocioł. Znany sposób na aresztowania poszukiwanych działaczy. A Polaków działających w konspiracji bądź zwyczajnie potrzebujących pomocy przewijało się przez to mieszkanie wielu. Wynajmowali je bracia Jan i Roman Wyderkowscy, Marianna Wyderkowska, która w styczniu 1941 roku została żoną Romana, bracia Aleksander i Edward Damczykowie, Leon Drogi, Józef Płonka, Alojzy Marszałek. Ciasnota sprawiała, że jedni znajdywali lokum w innym miejscu, ale na ich miejsce przychodzili inni. Ten duży przepływ ludzi mógł odbywać się w miarę niezauważony, gdyż na parterze budynku znajdowała się restauracja będąca własnością Ślązaka, Gustawa Martina, którą odwiedzało wielu ludzi.

Na poddasze przybyli nowi stali bywalcy tej siedziby. Doszli: Alfons Weber, Piotr Helak, Artur Braun, Piotr Jasiak, Władysław Stankiewicz, bracia Sylwester i Lucjan Kupczykowie, Czesław Ruciński, Mieczysław Reszel, Irena Janiszewska, Henryk Śpikowski, Joanna Frykowska, Wanda Biskupska, Maria Wyderkowska, Tomasz Napierała, Edward Schlesinger, małżeństwo Dolewscy, Mieczysław Malewski, Józef Dominas, Felicyta Podlak-Damczyk, Eugeniusz Habierski, Magdalena Honcza, Władysław Wachowiak, Gertruda Kozłowska, Hieronim Szady-Jęch, Rafał Twardzik i Stanisław Grzesiewski (ci dwaj to przybysze z Górnego Śląska) a nawet Czech Vlastimil Drahoš.

Ze wspomnień Felicyty Damczyk z domu Podlak dowiadujemy się, jak powstała nazwa OLIMP. Mieszkanie wynajęte Polakom mieściło się na czwartym piętrze, wejście było więc męczące. Kiedyś ktoś powiedział: Wysoko tu do Was jak na Olimp! Nazwa ta spodobała się i przyjęła. Odtąd mawiano: Idziemy na Olimp! Spotykamy się na Olimpie! Było to wygodne, gdyż umożliwiało unikania używania nazwisk i adresu.

Oprócz dosyć licznej miejscowej Polonii, po wybuchu wojny, pod koniec 1939 r. coraz więcej Polaków osiedlało się w Breslau. Byli to najczęściej przybysze z pobliskich okolic Wielkopolski, ale też Śląska i innych rejonów.

Ci nielegalni emigranci to przeważnie młodzież szkół średnich, studenci, inteligencja pracująca. Przywiodła ich do tego miasta nadzieja uniknięcia represji okupanta w Polsce, ale byli też poszukiwacze pracy zarobkowej. Oprócz uciekinierów z czasem rozpoczęły przybywać transporty przywożące ludzi na przymusowe roboty.

W 1941 roku ludzie związani z adresem Jahnstr. 19 założyli tajną organizację, której celem było zbieranie informacji wywiadowczych, organizowanie akcji sabotażowych, pomaganie Polakom potrzebującym wsparcia w załatwianiu papierów uwierzytelniających pobyt, załatwianiu pracy, w załatwianiu dachu nad głową i nakarmieniu. Będąca w powszechnym użyciu nazwa "OLIMP" przyjęta została jako nazwa organizacji. Grupa miała powiązania z katowickim inspektoratem Związku Walki Zbrojnej. Niemieckie źródła określają jako tajną organizację wojskową ZWZ.

Z dostępnych materiałów i wspomnień żyjących "Olimpijczyków" dowiadujemy się, że założycielami tej organizacji byli ludzie wywodzący się z miejscowej Polonii oraz przebywający na robotach przymusowych i uciekinierzy z Wielkopolski i Górnego Śląska. Do podstawowych działaczy należeli m.in. bracia Wyderkowscy, Rafał Twardzik, Stanisław Grzesiewski, Alojzy Marszałek, Edward Damczyk, Felicyta Podlakówna.

"Olimp" rozrastał się i działał w coraz większym zakresie. Przybywali nowi ludzie, trzeba było ich przygarnąć i wesprzeć psychicznie. Ludzie młodzi byli zastraszeni i zabłąkani, którzy nieraz byli uciekinierami z przymusowych transportów i musieli się ukrywać. Trzeba im było znaleźć mieszkanie na kryjówkę, nakarmić, udzielić pomocy materialnej do chwili załatwienia dokumentów i znalezienia pracy.

Kiedy rozpoczęły się masowe aresztowania, wysiedlanie rodzin i wywozy do obozów koncentracyjnych, a także zwiększone transporty na przymusowe roboty, Olimpijczycy organizowali potrzebującym paczki i pieniądze.

Coraz częstsze niepowodzenia armii niemieckiej na frontach wzmagały terror gestapo. Oznakowano Polaków literą "P" co miało być niejako piętnem ułatwiającym w szydzeniu i udręczaniu. Pogarszały się warunki pracy, malały racje żywnościowe, wydzielano niezbędną odzież. Coraz częściej napływały z kraju informacje o wzmagających się represjach, aresztowaniach, wysiedleniach, rozstrzeliwaniach i wywózkach do obozów koncentracyjnych. Znajdujący się na Dolnym Śląsku niemiecki obóz koncentracyjny rozrastał się w ogromnym tempie. W początkach 1941 roku przebywało tu około 400 więźniów, a w kwietniu ponad 700; do końca tegoż roku skierowano kolejnych 766 nowych więźniów.

Sytuacja ta sprawiła, że Polacy postanowili rozszerzyć i wzmocnić działalność konspiracyjną. Zbierano informacje o ruchach wojsk niemieckich na drogach, koleją i transportem drogą wodną, o usytuowaniu magazynów żywnościowych, magazynów broni i amunicji, zbierano dokumentację dużych zakładów pracy takich jak Linke-Hoffmann i Famo-Werke, robiono szkice i fotografie obiektów strategicznych. Robotę tę wykonywali najczęściej ludzie z obozów pracy znajdujących się przy dużych zakładach pracy lub zatrudnieni w innych przedsiębiorstwach przemysłowych, spożywczych, porcie rzecznym i innych.

Felicyta Damczyk z domu Podlak w swoich wspomnieniach tak napisała: Ster ruchu oporu przejęli przybyli z Górnego Śląska Rafał Twardzik i Stanisław Grzesiewski, a z mieszkańców Olimpu Roman Wyderkowski, Alojzy Marszałek i Alfons Weber. Materiały były przekazywane przez członków ruchu oporu do Łodzi i do Krakowa a stamtąd via Wiedeń do Szwajcarii i Anglii. Ale o tym wiedziała tylko nieliczna grupa działaczy.

Spotkania na Olimpie były przekaźnikiem informacji o sytuacji na froncie, wiadomości z kraju czy też wymiany informacji bieżących. Uczestnicy spotkań nucili cichutko pieśni patriotyczne i wspierali się na duchu. Niestety, gestapo wrocławskie we współpracy z katowickim rozszyfrowało ich działalność.

Był to piątek 5 czerwca. Około godziny szesnastej gestapo przyjechało do wszystkich większych zakładów pracy, również pod browar Carla Kipkego przy Einundfünfzigerstrasse (dziś ulica Długa). Wyprowadzili wszystkich Polaków. Był wśród nich skuty kajdankami Rafał Twardzik. W mieszkaniach członków "Olimpu", również przy Jahnstr. 19 urządzono "kocioł". Aresztowano 90 osób. W ręce tajnej policji niemieckiej wpadły niezwykle ważne dokumenty. U Twardzika znaleźli wojskowe plany i materiały dotyczące produkcji wrocławskich zakładów zbrojeniowych, u innych plany lotnisk, materiały konspiracyjne, obcą walutę, prasę podziemną.

Aresztowanych mężczyzn zamykano w więzieniu policyjnym przy ulicy Łąkowej, kobiety przewożono do więzienia śledczego przy ulicy Świebodzkiej. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni torturowani byli w takcie śledztwa nieludzkimi metodami. Alojzy Marszałek został skatowany do utraty zmysłów. Po śledztwie, które trwało pół roku, do obozu koncentracyjnego w Gross Rosen wysłano z wyrokami śmierci około 20 "Olimpijczyków", prawie 40 osadzono w Auschwitz-Birkenau, a 10 w Mauthausen, znaleźli się także w Oświęcimiu.

Ścisłe kierownictwo "Olimpu" zesłano do obozu koncentracyjnego Gross Rosen. Byli to przywiezieni 18 grudnia 1942 roku: Mieczysław Reszel - nr więźnia 6542, Stanisław Grzesiewski - nr 6543, Rafał Twardzik - nr 6544, Alojzy Marszałek - nr 6545, Piotr Jasiak - nr 6547, Roman Wyderkowski - nr 6551, Stanisław Ruciński i Władysław Wachowiak, których numery obozowe nie są ustalone. 7 stycznia 1943 r. przywieziono kolejnych: Hieronim Szady-Jęch nr 7178 oraz Jan Płonka nr 7192. Można przypuszczać, że "Olimpijczycy" zakwalifikowani zostali do trybu Sonderbehanddlung, co znaczy specjalnego potraktowania równoznacznego z wyrokiem śmieci, gdyż zginęli w obozie po bardzo krótkim pobycie. Jako pierwszy zginął 13 stycznia 1943 r. Mieczysław Reszel, następni: 15 stycznia Alojzy Marszałek, 1 lutego Stanisław Grzesiewski, 5 lutego Hieronim Szady-Jęch, 26 lutego Piotr Jasiak, Władysław Wachowiak i Roman Wyderkowski. Jan Płonka zmarł 31 grudnia. Leon Drogi zamordowany został w KL Auschwitz. Rafał Twardzik wysłany został 29 stycznia 1943 r. transportem do KL Sachsenhausen, gdzie zginął 5 marca.

Najdłużej przetrwał Stanisław Ruciński, który zginął dopiero 16 maja 1944. Najprawdopodobniej wynikało to z jego powiązań z wykrytą we Wrocławiu w styczniu 1943 sekcją wywiadu ofensywnego KG AK "Stragan". Toczące się w tej sprawie śledztwa "chroniły" go aż do ich zakończenia.

Maria Wyderkowska przeżyła Oświęcim, została wdową, jej mąż Roman zginął. Jan Wyderkowski uciekł i zaciągnął się do lubelskiej partyzantki. Felicyta Podlak i Edward Damczyk po wojnie pobrali się we Wrocławiu w kościele oo. franciszkanów pw. św. Antoniego na Karłowicach.

W hołdzie "OLIMPIJCZYKOM"

Budynek przy ulicy Aleksandra Zelwerowicza 19, gdzie znajdowała się siedziba organizacji "OLIMP", nie istnieje. Zniszczony został w czasie wojny. W miejscu tym powstał pomnik dla uczczenia pamięci Polaków, którzy oddali życie dla wielkiej sprawy. Kamień węgielny pod budowę pomnika położony został w roku 1989. Niestety, bezpośrednie otoczenie pomnika było zaniedbane. Rada Osiedla Szczepin, na której terenie znajduje się ten pomnik, 11 maja 2005 r. uchwaliła otoczenie go opieką. Radni z przewodniczącym Tadeuszem Szczyrbakiem, najbardziej zaangażowanym w sprawę, wystarali się o wyremontowanie otoczenia. W sierpniu 2005 roku firma Skanska S.A. doprowadziła otoczenie pomnika do godnego wyglądu.

Od tego czasu mieszkańcy Szczepina, dzieci i uczniowie ze szkół, a także przedszkolaki uczestniczą przy pomniku w uroczystościach patriotycznych organizowanych przez Radę Osiedla Szczepin.

Przy pomniku brakuje masztów na flagi i znicza. Jest nadzieja, że złożony przez radę osiedla wniosek miasto zrealizuje.

Edytowane przez Mustava dnia 08-10-2010 22:05
 
efkama
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 04-01-2010 20:08
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

"Gazeta Wrocławska"



Z Olimpu do piekła

O Polakach, którzy w czasie II wojny światowej mieszkali i działali w Polskim Ruchu Oporu w Breslau - pisze Katarzyna Kaczorowska

To był piątek. Pierwsze dni czerwca. Felę Podlakównę bolał ząb. Poprosiła Rose Krumm o zgodę na wyjście do dentysty. Blisko, z Gartenstrasse 5 (Piłsudskiego) na Sonnenplatz 7 (pl. Legionów). Ale kiedy weszła do poczekalni z literą "P" na ubraniu, usłyszała "Won! Nie leczę Polaków! Jedź do swojego Poznania!". Miała całe dwie godziny wolnego. W środku dnia! Na Jahnstrasse (Sokolniczą) do Maryli Widerkówny było zaledwie 10 minut szybkim krokiem.
Wbiegła na czwarte piętro. I od razu wyczuła, że coś jest nie tak. Maryla nie była sama. W mieszkaniu byli jeszcze jacyś dwaj mężczyźni. Obcy.

Maryla płacząc tłumaczyła, że Romek nie wrócił jeszcze z pracy, a czekają na niego goście, że mała zachorowała i jest w szpitalu, a ma przecież tylko 5 miesięcy. Ale dlaczego mówiła po niemiecku? I to spojrzenie, wystraszone i czujne zarazem.

Fela nie zdążyła wyjść. Jeden z gości podszedł. - Sie bleiben hier - usłyszała. - Nie może zostać, musi przygotować kolację dla państwa Krummów.

Nic nie musiała. Goście byli z SS.
W tym samym czasie kiedy przy Jahnstrasse trwał kocioł, pod browar Kipkego przy Einundfünfzigerstrasse (Długiej) podjechało gestapo. Chwilę później wyprowadzili wszystkich Polaków, wśród nich Romka Wyderkowskiego, męża Maryli. Rafał Twardzik szedł skuty.

Edka Damskiego nie było wtedy u Kipkego. Z poczty próbował dodzwonić się do Feli. Chciał ostrzec narzeczoną przed niebezpieczeństwem. Telefon u Krummów milczał jak głuchy. Napisał list: "Idę teraz do domu i nie wiem, czy na mnie też już kto nie czeka. Jakkolwiek
nic nie mam na sumieniu, to jednak boję się, dlatego pisze do Ciebie, byś była zorientowana. Jeszcze około 7 zadzwonię do Ciebie, może mnie to minie...".

Z Breslau bliżej do domu
Wrocław, podobnie jak Drezno, bardzo długo nie znał wojny. Rok 1941, 1942 - w tym czasie Niemcy wiedziały już co to bombardowania, ale tutaj żyło się w miarę spokojnie - wspomina Jerzy Podlak, brat nieżyjącej już Felicyty Podlakówny. Jak trafili z rodzinnego Ostrzeszowa właśnie tutaj i to w czasie wojny? - Praktycznie w pierwszych dniach września, jeszcze przed kapitulacją Polski, Wielkopolska została wcielona do Rzeszy. W Warthegau praktycznie natychmiast zaczęły się wysiedlenia, o których w Generalnej Guberni mało kto wiedział. Tato był nauczycielem, mieliśmy trzypokojowe mieszkanie. Wyrzucono nas na poddasze, do małej klitki. Mnie już 7 września wyrzucono ze szkoły, którą zamknięto. Fela, która razem z koleżankami pomagała jeńcom z obozu, w jakimś momencie została zatrzymana na 48 godzin. Zwolniono ją, bo ojciec świetnie mówił po niemiecku i jakoś ją wybronił, ale rodzina dowiedziała się, że ma zostać wywieziona na roboty do Hamburga. - Wtedy zdecydowano, że lepiej niech przedostanie się do Wrocławia. Bliżej domu. No i byli tam już Polacy ? opowiada Jerzy Podlak.
Sama Fela po latach, już jako Felicyta Damczykowa, tak wspominała swój przyjazd do Breslau w kwietniu 1941 roku: "Nie mamy obowiązujących przepustek ani skierowań do pracy. Jesteśmy uciekinierkami z transportu. Znałam kilka słów po niemiecku, zaryzykowałam i poprosiłam w kasie kolejowej o trzy bilety do Wrocławia. Starszy kolejarz w okienku widząc mą niepewność i strach bez słowa nie żądając przepustki, podał mi bilety ? zrozumiałam, że to Polak! W pociągu drżałyśmy ze strachu przed kontrolą i niepewnym losem. (...) Dworzec Główny we Wrocławiu przytłoczył nas jeszcze bardziej swoim ogromem, gwarem, tłumem ludzi i dużą liczbą wojska.".
Fela, która uciekła z Ostrzeszowa razem z dwoma koleżankami, dotarła do Wandy Biskupskiej, pomocy domowej w domu pewnego gestapowca. Tutaj przez krótki czas miała nocleg ? obie dziewczyny ryzykowały. Co by się stało, gdyby pracodawca Wandy nagle w nocy wszedł do służbówki? Biskupska zaprowadziła więc Felę do państwa Abtów, Żydów. Na drzwiach ich mieszkania 17-letnia dziewczyna po raz pierwszy zobaczyła sześcioramienną gwiazdę Dawida, napis "Jude" i ostrzeżenie, że każdy, kto przekroczy próg tego mieszkania podlega sądowi wojennemu i karze śmierci. W pięknym i pełnym strachu mieszkaniu, z przerażonymi Abtami, spędziła kilka dni. Kiedy wróciła po resztę swoich rzeczy, drzwi były już opieczętowane, a pod drzwiami Fela zobaczyła plamę zakrzepłej krwi. Od sąsiada, Polaka, usłyszała, że wszystkie rodziny żydowskie zostały w nocy zabrane. Gdzie? Ponoć do Rygi... A skąd krew? Brat pani Abt zastrzelił się, kiedy przyszedł i zastał puste mieszkanie. Wiedział, gdzie pojechali jego bliscy.

Uciekinierzy na Sokolniczej
Ostatecznie Fela została pomocą domową u państwa Krummów, którzy prowadzili przedstawicielstwo handlowe firmy fotograficznej Voiglaender. Mieszkanie było ogromne: osiem pokoi, biuro, do tego pomieszczenia handlowe. Młoda Polka miała sprzątać, prać, robić zakupy, gotować. Nie było łatwo. W rodzinnym domu, przed wojną, to jej mama zatrudniała gosposię, a ona miała się tylko uczyć. Ale trafiła do dobrych ludzi, religijnych i porządnych.

? Była traktowana jak członek rodziny. Dość powiedzieć, że jadała z Krummami przy stole, co było nie do pomyślenia w większości niemieckich domów w czasie wojny. Kiedy do pani Krumm przyszli z donosem, że ma uważać na Felę, bo nie zawsze nosi literę "P", ta ostrzegła ją, a gestapo powiedziała, że sama jej kazała, bo inaczej za długo stoi w kolejkach w sklepach ? wspomina Jerzy Podlak.

Fela szybko wsiąkła w środowisko Polaków w Breslau. Spotykali się przy Jahnstrasse, dzisiejszej Sokolniczej. Najpierw u braci Damczyków, z których jeden zakochał się ładnej, drobnej dziewczynie o bystrym spojrzeniu, a potem, prawie każdej wolnej niedzieli na tej samej ulicy, ale u Wyderkowskich. W kamienicy Gustava Martina na parterze była restauracja, więc nikogo specjalnie nie dziwiły grupki wchodzące i wychodzące z budynku stojącego na rogu Jahnstrasse i Neue Antonienstr., czyli dzisiejszej Sokolniczej i Zelwerowicza.

Roman Wyderkowski, oficer rezerwy i student poznańskiej Szkoły Handlowej, we Wrocławiu pojawił się już w początkach 1940 roku. Razem z nim przyjechali uciekając przed robotami w głębi Rzeszy bracia Damczykowie, Edek i Aleksander, obaj walczący w kampanii wrześniowej. Strumień uciekinierów rósł. Na Jahnstrass. pojawiła się Marianna Janikowska, nazywana przez przyjaciół Marylą, która z Romkiem Wyderkowskim w styczniu 1941 roku wzięła ślub. W czerwcu do drzwi zapukał brat Romka Janek, oficer Wojska Polskiego. Ścigany przez gestapo uznał, że najciemniej jest pod latarnią i najłatwiej ukryć się w brunatnym Breslau. I w końcu pojawiła się też tam Fela.

Niedzielne spotkania początkowo miały charakter towarzyski. Wdrapywanie się na IV piętro starej, wysokiej kamienicy ktoś kiedyś skwitował żartem "ależ tu u was wysoko, jak na Olimpie". I tak już zostało. Na Olimpie urządzało się ubogą wigilię, podczas której radość mieszała się ze łzami, kiedy łamali się opłatkami przysłanymi z rodzinnych domów. Na Olimpie zbierali skromne datki, by pomóc tym, którzy stawiali pierwsze kroki w Breslau. Na Olimpie szykowali paczki żywnościowe wysyłane do Generalnej Gubernii. Kiedy te spotkania zaczęły nabierać innego charakteru? Dzisiaj nie sposób ustalić dokładnie dat, struktury grupy, kto czym się zajmował. Najważniejsi zginęli w obozach koncentracyjnych, a wojnę przeżyła garstka.

Szyfrem do Londynu
Gdzieś na początku sierpnia 1941 roku, krótko po ataku Niemiec na Związek Radziecki, Fela wracała do domu. Na ulicy czekał na nią Rafał Twardzik, kolega z Olimpu, przed wojną laborant w zakładach koksochemicznych w Radlinie, który razem z Edkiem pracował w browarze Kipkego. "Powiedział, że odprowadzi mnie, bo chce ze mną porozmawiać. Zapewniał mnie, że mimo mojego młodego wieku uważa mnie za osobę poważną i godną zaufania, że chyba zauważyłam, że nasze spotkania na Olimpie nie są tylko przypadkowe, że nie możemy biernie znosić niewoli i że każdy z nas powinien przyczynić się do walki z wrogiem. Na pytanie moje jak sobie tu, w tych warunkach, wyobraża walkę, odpowiedział, że przecież każdy z nas już na swój sposób walczy. Rafał pytał mnie dalej, czy może na mnie liczyć w tej sprawie, a gdy zapytałam, na czym miałaby praca moja polegać, odpowiedział, że w odpowiednim momencie będę o tym poinformowana i że nie powinnam o tym nikomu mówić, że rozmawiał o tym już z moim narzeczonym ? Edwardem Damczykiem".

Pierwsze aresztowania wśród Polaków z Olimpu zaczęły się krótko potem. Gestapo zatrzymało między innymi Wandę Biskupską, koleżankę Feli i Janka Wyderkowskiego. Zaczęli się bać, choć pewnie nie przeczuwali, co ich czeka.

Fela codziennie dbała o dom Krummów. Edek rozwoził piwo Kipkiego po Dolnym Śląsku. W samochodzie miał schowaną niemiecką mapę wojskową, którą dostał od Rafała Twardzika. Na mapie były zaznaczone lotniska. Zbierał informacje, co się na nich dzieje, jak przemieszczają się niemieckie wojska na drogach. To co zebrał miało być przekazywane przez Szwajcarię do Londynu i przez Łódź na Wschód.

Jak twierdzi Jerzy Podlak, grupa działała w systemie trójkowym, który na wypadek wpadki miał zminimalizować straty. Z materiałów zebranych przez prof. Alfreda Koniecznego, przeczy temu skala późniejszych aresztowań.

Na razie jednak konspiratorzy z Olimpu powoli nabierali rozmachu. Nastroje wśród Niemców, informacje o produkcji przemysłowej, transportach wojskowych przejeżdżających przez Wrocław, dyslokacja koszar, wreszcie akcje sabotażowe. Kolejnym krokiem było nawiązanie kontaktów z inż. Czesławem Rucińskim i Arturem Braunem, Polakami pracującymi w FAMO i Linke Hofmann-Werke, gdzie produkowano części do samolotów i czołgów.

Pojawiła się Ruth Wrobel, Niemka mieszkająca przy Gartenstrasse, dzisiaj Piłsudskiego, właścicielka salonu kosmetycznego. Nie kryła, że współpracuje z alianckim wywiadem, często wyjeżdżała do Pragi, chętnie podkreślająca swoje znajomości i wpływy w gestapo. Roli tej kobiety w późniejszych wydarzeniach nie sposób wyjaśnić, choć wiele wskazuje, że była konfidentką gestapo a Polacy ją znający byli zbyt łatwowierni.

W styczniu 1942 roku Fela ciężko zachorowała. Z żółtaczką trafiła do szpitala na pl. Katedralny, dzisiaj w tym budynku mieści się seminarium duchowne. Tam zaopiekował się lekarz, Polak, który wspierał jak mógł. Po dwóch tygodniach chorą dziewczynę wywieziono do Obornik Śląskich, podwrocławskiego sanatorium. To był szok ? Fela była jedyną Polką wśród niemieckich pacjentek i budziła prawdziwą konsternację własną szczoteczką do zębów i pastą. W ciągu trzech miesięcy przeszła szkarlatynę i dyfteryt. Wychudzona i osłabiona wyszła ze szpitala pod koniec kwietnia 1942 roku. Wracała do sił, spotykała się z przyjaciółmi, odpoczywała w niedzielę na specjalnie wyznaczonej dla robotników przymusowych łące na wałach nad Odrą na Osobowicach.

Tak było do 5 czerwca 1942 roku, kiedy przez miasto przeszła fala aresztowań. Gestapo było świetnie przygotowane. Śledztwo zaczęło się w Katowicach, gdzie Niemcy umieścili swojego agenta wśród konspiratorów związanych ze Związkiem Walki Zbrojnej. Zdaniem gestapo, to właśnie z inspiracji komórki ZWZ w Katowicach, a konkretnie poprzez kolejarza i wywiadowcę Mieczysława Reszla, który zwerbował swojego wuja Stanisława Grzesiewskiego, rozpoczęło się budowanie wrocławskiej konspiracji. Grzesiewski, przed wojną funkcjonariusz straży granicznej w powiecie rybnickim, a potem księgowy w kopalni "Ignacy" w Radlinie, we Wrocławiu był od maja 1940 roku i był zaprzyjaźniony z Rafałem Twardzikiem. Według badań prof. Koniecznego, nie sposób ustalić, czy najbliżsi współpracownicy Grzesiewskiego zostali zaprzysiężeni, choć już po wojnie jeden z konspiratorów opowiadał, że takie zdarzenie miało miejsce.

Łapanka na wielką skalę
Polacy związani z Olimpem było obserwowani kilka miesięcy, zanim nastąpiło uderzenie. Gestapo wprowadziło pomiędzy nich agentów, m.in. niemieckich policjantów niekryjących się ze swoimi antynazistowskimi poglądami, oraz młodego chłopaka, absolwenta niemieckiego gimnazjum w Lesznie. Systematycznie kontrolowano korespondencję i śledzono tych, którzy wyjeżdżali z Wrocławia.

- "Jeden z mężczyzn pokazał mi znaczek pod klapą marynarki i powiedział: Geheime Staatspolizei ? Sie kommen mit ? i wyszedł ze mną prowadząc mnie do budynku gestapo. Tam słyszałam, jak zadzwonił do kogoś i podając moje personalia kazał mnie skreślić z listy meldując "już ją mamy". Potem odprowadzono mnie do więzienia przy Freiburgerstrasse (Świebodzka) i tam spotkałam wiele innych Polek i z przerażeniem dowiedziałam się, że aresztowano kilkaset osób. (...) W czasie jednego z przesłuchań spotkałam a korytarzu gmachu Rafała Twardzika, stał twarzą do ściany, był zbity i przerażony, kiedy szeptem zapytałam co się dzieje, powiedział cicho: "nic nie wiesz, nikogo nie znasz". Na dalsze pytania kiwał tylko przecząco głową. Słyszałam też jęki i krzyki innych przesłuchiwanych. Wszyscy staraliśmy się temu zaprzeczać. W więzieniu dowiedziałam się, że przy niektórych aresztowanych znaleziono mapy lotnicze i inne, obcą walutę, plany ucieczki, a nawet ulotki".

To fragment wspomień Feli, która z więzienia wyszła 31 października 1942 roku z braku dowodów. Trafiła pod nadzór Guenthera Hannego, gestapowca, który mieszkał przy tej samej ulicy, przy której stał budynek więzienia. Już nie było jak u Krummów. Dzieci Hannego, dwóch chłopców, chodziły po mieszkaniu i cięły papier nożyczkami powtarzając na głos złośliwy wierszyk "Od czego Fela jest? Od sprzątania Fela jest".



Ślub w powojenny Wrocławiu



Ale i tak miała szczęście. Stanisław Grzesiewski i bracia Wyderkowscy zginęli w Gross Rosen w pierwszych tygodniach po przewiezieniu tam w 1943 roku. Rafał Twardzik zginął w Sachsenhausen, w marcu 1943. Inż.. Czesław Ruciński, powiązany z sekcją wywiadu ofensywnego Armii Krajowej "Stragan", zginął w maju 1944 roku.

Edek Damczyk przeżył obóz. Po wojnie odnalazł Felę i wzięli ślub. Osiedli we Wrocławiu. Tak jak rodzice i rodzeństwo Feli. Do Ostrzeszowa nie było już po wracać

Według badań prof. Alfreda Koniecznego lista aresztowanych w związku z działalnością grupy Olimp obejmuje 80 nazwisk. Ich działalność upamiętnia niewielki obelisk przy ulicy Sokolniczej we Wrocławiu postawiony dzięki staraniom Felicyty Damczyk, po wojnie związanej w Towarzystwem Miłośników Wrocławia, sekcją Ludzi z literą "P".

Przy pisaniu artykułu korzystałam ze wspomnień p. Felicyty Damczyk użyczonych mi przez Jej Brata p. Jerzego Podlaka, książki "Niewolnicy w Breslau. Wolni we Wrocławiu" i opracowania prof. Alfreda Koniecznego "Polska grupa konspiracyjna Olimp".
Katarzyna Kaczorowska

Edytowane przez Mustava dnia 08-10-2010 21:59
 
efkama
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 04-01-2010 20:23
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Nationalsozialismus und Widerstand in Breslau 1933-1945 - Narodowy socjalizm i ruch oporu we Wrocławiu 1933-1945

Opór Polaków we Wrocławiu


Grupa oporu Olimp powstała latem 1941 roku i składała się z członków wrocławskiej polonii i polskich robotników przymusowych. Polscy robotnicy spotykali się od roku 1940 na poddaszu mieszkania bracii Wyderkowskich przy ulicy Jahnstraße (ul. Sokolnicza).
Grupa działała pomagając polskim rodzinom, sabotując nazistowską gospodarkę oraz zbierając informacje, które mogłyby służyć aliantom. Po odkryciu tej grupy, wielu członków aresztowano i wywieziono do obozów koncentracyjnych, gdzie większość z nich zmarła.

Jedną z osób kontaktowych grupy Olimp był Paul Pampuch, rzeźnik, zaangażowany od roku 1922 w Związku Polaków w Niemczech. Organizował żywności dla rodzin w potrzebie i wspierał drugą, aktywnie działającą na terenie miejskiej rzeźni, komunistyczną grupę oporu, utworzoną wokół Paula Nawrotha, tłumacząc ulotki na język polski, które agitowały robotników do sabotażu i spowolnionej pracy.
Pampucha aresztowano w czerwcu 1942 roku za słuchanie wrogich rozgłośni oraz za kolportowanie informacji. Po krótkim areszcie w ciężkim więzieniu w Zwickau przeniesiono już bardzo chorego Pampucha do Twierdzy Glatz (Twierdza Kłodzko), gdzie 9 marca 1944 roku zmarł.

Artykuł z Breslauer Neuesten Nachrichten (Wrocławskie Najnowsze Wieści) z 17.08.1943 o skazaniu Paula Pampucha za słuchanie wrogich rozgłośni.


źródło :
http://www.breslau1933-1945.pl/?q=Opor+Polakow

Edytowano 1raz, ostatnia edycja 2010-01-04 20:24:20


 
efkama
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 08-10-2010 21:30
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Barbara Sawicka
Muzeum Gross-Rosen, Rogoźnica-Wałbrzych

Żołnierze Armii Krajowej
w obozie koncentracyjnym Gross-Rosen

(fragment)

Wybrane transporty lub skierowania do Gross-Rosen żołnierzy AK :
- 18.12.1942 r. ? transport wrocławskiego gestapo, 20 więźniów, w nim 8 członków ścisłego kierownictwa polskiej grupy konspiracyjnej "Olimp" (Mieczysław Reszel, Stanisław Grzesiewski, Rafał Twardzik, Alojzy Marszałek, Piotr Jasiak, Roman Wyderkowski, Władysław Wachowiak, Inż. Ruciński). W krótkim czasie wszyscy zginęli w Gross-Rosen. Wg prof. A. Koniecznego zostali oni skierowani do obozu z wyrokami śmierci. Wcześniej ? 12/13.11.1942 ? do KL Mauthausen odesłano co najmniej 4 innych członków tej grupy.
Konspiracyjna grupa oporu "Olimp" zaczęła się tworzyć już w 1940 r. i działała w okresie od lata 1941 do czerwca 1942 r. Powstała w środowisku polskich robotników przymusowych (uciekających do Breslau z okolic Kępna, Ostrzeszowa Leszna, a także Górnego Śląska) i polonii wrocławskiej. Grupa miała powiązania w katowickim Inspektoracie ZWZ. W niemieckich źródłach jest określana jako tajna organizacja wojskowa ZWZ. Rozbicie "Olimpu" nastąpiło w wyniku wspólnej akcji katowickiego i wrocławskiego gestapo.

źródło :
Instytut Pamięci Narodowej
http://www.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=pl&dzial=82&id=3947&poz=3

Edytowane przez Mustava dnia 08-10-2010 22:04
 
yrec61
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 28-02-2012 10:58
Nowicjusz



Postów: 1
Data rejestracji: 19.12.11

Jeszcze kilka zdań o ludziach z Grupy „ Olimp”

Tekst mego wujka – Piotra Grądziela ( nie kocha komputera, więc piszę za niego)

„ Jestem kuzynem Maryli Janikowskiej (Wyderkowskiej) – obecnie Weber. To wnuczka naszej babci Marianny Parusińskiej z Wieruszowa.
Maryla, w styczniu 1941r wyszła za Romana Wyderkowskiego, brata Jana (generała). Rodzicami Maryli byli – Helena Parusińska, która wyszła za mąż za Leona Janikowskiego.
Janikowscy mieli zakład mięsny w Kępnie, który po wojnie został upaństwowiony. Mój ojciec – Leon, również w Wieruszowie prowadził małą masarnię, którą także znacjonalizowano i musiał podjąć pracę w dawnym zakładzie Janikowskich.
Z pierwszego związku Maryli narodziła się córka –Ela (obecnie w Kanadzie). Gdy miała niecały roczek, Niemcy zlikwidowali Grupę „Olimp”. Elę hitlerowcy chcieli dać rodzinie niemieckiej w Kępnie. Dzięki pomocy jednej z kępińskich rodzin, dziecko dostało się do Wieruszowa, pod opiekę cioci Celiny Polak z domu Parusińskiej.
Maryla i jej siostra Irena, zostały wywiezione do obozu Auschwitz, gdzie przebywały aż do oswobodzenia.
Alfons (Aluś) Weber ( nie jest spokrewniony z Otto Weberem) jest wnukiem Ernesta – szewca z Kępna. Ojcem Alusia był Walenty – rolnik z Podbolesławca.
Do zakończenie wojny, Aluś przebywał w obozie Mauthausen. Po wojnie ożenił się z Marylą Wyderkowską i mieli córkę – Barbarę ( obecnie w Kanadzie)

Mieszkałem u nich w latach siedemdziesiątych w Katowicach przy ul Kościuszki 69. Po śmierci Alusia, Maryla sprzedała dom i przeniosła się do Poznania. Ma obecnie - o ile się nie mylę około 93 lata.”
Z poważaniem
Piotr Grądziel

Edytowane przez yrec61 dnia 31-03-2012 13:02
 
zlasu
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 28-02-2012 12:01
Awatar

Początkujący użytkownik



Postów: 38
Data rejestracji: 09.02.11

efkama napisał/a:
źródło :
http://www.breslau1933-1945.pl/?q=Opor+Polakow

Dobrze ze efkama skopiowała zawartość bo strona ,aktualnie ,nie osiągalna

Edytowane przez vroo dnia 28-02-2012 22:25
http://www.dailym...iel_music#
 
http://www.dailymotion.com/video/xe47t5_brune-rupt
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Czy Kopiec im. Józefa Piłsudskiego powinien zostać w Kępnie odbudowany:

Tak
Tak
44% [24 głosów]

Tak, ale patron powinien być inny, związany z Wielkopolską
Tak, ale patron powinien być inny, związany z Wielkopolską
22% [12 głosów]

Nie
Nie
35% [19 głosów]

Ogółem głosów: 55
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25/12/2018 11:03

Archiwum ankiet
Pracowity koniec roku.[0]
Zaproszenie
Kalendarz

Brak wydarzeń.

Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Myjomice
· GWARA WIELKOPOLSKA
· Kępno.Historia.
· Feliks Gruszka "Gene...
· 19-ty wiek w Kępnie.
· Erinnerungen an Kemp...
· Obóz zagłady w Chełm...
· Czy na ulice wyszło ...

Losowe tematy
· Sąsiedzka wizyta w ...
· Historia Trzcinicy
· Historia Czermina
· Legenda o zbójcy sp...
· Powstanie Wielkopol...
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Kwiecień
Wiatrak w Bralinie
Liczba ocen: 5
Punktów: 25
Archiwum
24,571,481 unikalne wizyty