Zobacz temat
www.kepnosocjum.pl :: Kępno i okolice :: ARTYKUŁY I PRACE
 Drukuj temat
Torzeniec we wspomnieniach Marka Skowrońskiego, potomka ostatnich właścicieli dworu.
Seba
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 10-09-2013 17:13
Awatar

Administrator



Postów: 529
Data rejestracji: 06.09.10

Torzeniec we wspomnieniach Marka Skowrońskiego, potomka ostatnich właścicieli dworu.
Opublikowane w zeszłym roku na łamach Tygodnika Kępińskiego.


Przedstawiamy na łamach naszej gazety wspomnienia z Torzeńca autorstwa Marka
Skowrońskiego – najmłodszego syna Tadeusza i Chrystyny Skowrońskich. W maju
1936 r. Chrystyna Skowrońska, z domu Turno, przebywała w Torzeńcu, były to jej
ostatnie dni w oczekiwaniu na narodziny dziecka. Narodziny nastąpiły w poznańskiej
klinice przy ulicy Fredry. Urodził się jej czwarty syn Marek. Był to przedostatni rok,
kiedy rodzice Marka widzieli ukochany majątek. Marek, po 15 latach pobytu w
Brazylii, wrócił do Europy - ukończył studia i zrobił doktorat z nauk ekonomicznych i
politycznych na szwajcarskim uniwersytecie we Fryburgu. Potem pracowal przez 46
lat w przemyśle farmaceutycznym. Ma dwie córki, dwóch synów i 11 wnuków. Jego
trzej starsi bracia, Roman, Krzysztof i Dominik pozostali w Brazylii


Ojciec mój, Tadeusz Skowroński pracował jako konsul generalny Rzeczypospolitej Polskiej w Holandii,
a moja matka przebywała w tym czasie w Torzeńcu, oczekując przyjścia na świat czwartego syna. Jadąc
z Torzeńca we wrześniu 1937 roku do Amsterdamu, w Poznaniu, ojciec otrzymał nominację na ministra
pełnomocnego (ambasadora) Rzeczypospolitej Polskiej w Brazylii. W dniu 15 marca 1938 roku moja
rodzina, wraz z Heleną Makówką (Ali), guwernantką, wyjechała statkiem do Rio de Janeiro. Przed
naszym wyjazdem ojciec przekazał krewnym pełnomocnictwo rządzenia i opiekowania się majątkiem
w Torzeńcu (posiadam jeszcze kopie tych dokumentów).

Już od najmłodszych lat mojego dzieciństwa żyję opowiadaniami rodziców o Torzeńcu, stają się one dla
mnie obrazem raju po drugiej stronie Atlantyku. Słyszę opowiadania o zabytkowym dworze, o sadach
należących do posiadłości, o stawach rybnych i o najwyższym wiatraku zachodniej Polski, by tylko
wspomnieć kilka nadzwyczajnych dóbr posiadłości torzenieckiej.
Podczas II wojny światowej miałem około pięciu lat. Rodzice w milczeniu przeżywali masakrę
pracowników Torzeńca i okrutne morderstwa w Wyszanowie dokonane przez Niemców. Rodzice nic
nigdy mi nie wspominali o tym, co się wtedy wydarzyło, na pewno po to, by nie wzbudzić u mnie uczucia
nienawiści. Wracając pamięcią, mogę powiedzieć, że jedynie odczuwałem smutek moich rodziców,
kiedy w kolejnych latach razem oglądaliśmy przedwojenne filmy. Odczuwałem też tęsknotę mojej
rodziny, członków poselstwa i służby za ojczyzną. Pamiętam, jak moja matka organizowała komitet
pomocy ofiarom wojny w Polsce i jak ojciec opiekował się przybywającymi do Brazylii uchodźcami
polskimi. Pamiętam też, jak mój ojciec narysował plan kapliczki i to, jak go wysłał do Polski, aby
pracownicy w Torzeńcu odbudowali zniszczoną przez Niemców starą kaplicę, która znajdowała się w
pobliżu rodzinnego dworu.

Na czas letnich upałów opuszczaliśmy Rio de Janeiro, udając się z całą rodziną do Petropolis (1000 m
wysokości), ponieważ tamtejszy klimat był podobny do naszego klimatu w Wielkopolsce. Tam też żyłem
opowiadaniami o Torzeńcu i o Szwajcarii, miejscach ciągle obrazujących mi piękność Europy. Pobyt mojego ojca na placówce w Rio de Janeiro trwał osiem lat. Po cofnięciu uznania Rządowi Londyńskiemu
przez Brazylię, we wrześniu 1945 roku, ojciec zdecydował o pozostaniu na emigracji. Interesującą
relację ze swej działalności dyplomatycznej w Brazylii podczas II wojny i akcjach podejmowanych w tym
kraju na rzecz Polski i Polaków mój ojciec przedstawił w książce „Wojna polsko-niemiecka 1939-1940
widziana z Brazylii”, PFK, Londyn 1980. Działalność dyplomatyczna mojego ojca była prowadzona w
skrajnie trudnych warunkach. W sytuacji oficjalnej, a z czasem coraz silniej podkreślanej neutralności
Brazylii oraz braku jakiejkolwiek pomocy ze strony ambasad państw sprzymierzonych: Francji i Wielkiej
Brytanii, ojciec musiał przeciwstawiać się aktywnej i dysponującej dużymi środkami finansowymi
propagandzie niemieckiej, której celem było doprowadzenie do izolacji dyplomatycznej
przedstawicielstwa Polski w Brazylii . Dużym problemem stała się również organizacja codziennej pracy
poselstwa, przy braku jakichkolwiek instrukcji ze strony Rządu Polskiego, o finansach nie wspominając.
Pomimo tych wszystkich niesprzyjających okoliczności, a także niejasnej sytuacji samego rządu i
prezydenta internowanych w Rumunii, dzięki negocjacjom mojego ojca udało się utrzymać uznanie
Rządu Polskiego i jego przedstawiciela w Brazylii, aż do końca wojny. Brazylia wreszcie połączyła
aliantów i wysłała żołnierzy do bitwy przeciwko Niemcom.

Jak wiele innych rodzin na uchodźstwie, tak i moja rodzina wsłuchiwała się w głos Radia Wolnej Europy,
oczekując na powrót do ojczyzny. W tym czasie Brazylia uznała polski reżim komunistyczny i ojciec
utracił status dyplomaty. W lutym 1945 roku w Jałcie na Krymie doszło do czegoś, co do dziś dla
Polaków jest synonimem zdrady. Zdrady ze strony aliantów, z którymi ramię w ramię walczyliśmy
przeciwko III Rzeszy. W kraju nastały rządy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. W następstwie utraty
statusu dyplomaty ojciec zajął się działalnością zarobkową, aby utrzymać rodzinę i zapewnić mnie i
moim braciom wykształcenie, o jakim marzył. Z wielką troską zabiegał o pomoc w znalezieniu pracy dla
członków poselstwa. Warto też przy tej okazji wspomnieć, że ojciec zawsze dbał o służbę. Tak zatem
zaczynaliśmy wszystko od nowa. Nie mając nic, robiliśmy i sprzedawaliśmy kosze z żywnością na Boże
Narodzenie i okolicznościowe święta.

W wieku 10-12 lat rozwoziłem kosze rowerem do klientów. By móc opłacić naszą naukę, ojciec sprzedał
wiele lat zbieraną kolekcję znaczków pocztowych, pasjonował się filatelistyką. Potem rodzice otworzyli
restaurację, firmę importową, ale te inwestycje nie przyniosły oczekiwanego sukcesu. W tym czasie
ojciec został mianowany profesorem na Papieskim Uniwersytecie Katolickim w Rio de Janeiro. Pisał i
publikował artykuły w polskiej prasie emigracyjnej, wydawanej w Londynie i Paryżu, na temat dziejów
dyplomacji, historii i sztuki, brał też udział w programach brazylijskiego Radia Wolna Europa. Niestety,
nasza trudna sytuacja finansowa nie pozwoliła nam na opłacanie Ali, naszej guwernantki i sytuacja
zmusiła nas do rozstania.

W tym czasie ojciec poznał Alfreda Jurzykowskiego. Założyli razem firmę „Distribuidores Unidos do
Brasil”, zajmującą się importem części do ciężarówek. Kilka lat później założona przez nich firma została
największą fabryką Mercedesa Benza w Ameryce Południowej. Ojciec zostaje przedstawicielem
Fundacji im. Alfreda Jurzykowskiego w Brazylii. Ali zostaje guwernantką jego dzieci a w późniejszych
latach zajmuje się dziećmi mojego brata.

Kiedy mam 17 lat, spełniają się marzenia moich rodziców i wyjeżdżam na studia do Szwajcarii. Jest to
marzenie, by być bliżej Polski i Torzeńca. W 1955 roku odwiedza mnie moja matka. Pamiętam, jak
płacze na widok kwitnących drzew i europejskich owoców, takich, jakie zapamiętała jeszcze z
rodzinnego Torzeńca. Po powrocie do Rio de Janeiro umiera w 1956 roku. W wieku 22 lat kończę studia
w Szwajcarii na Uniwersytecie we Frybourgu. Otrzymuję tytuł doktora nauk ekonomicznych i
politycznych.

Mój ojciec nigdy nie otrzymał wizy, by móc odwiedzić swój kraj rodzinny. Z tęsknoty do Torzeńca
napisał książkę, dedykując ją mojemu synowi: „Szczęśliwe dni spędzone w Torzeńcu”. Wyraża ona jego tęsknotę i jego wielkie przywiązanie do korzeni rodzinnych w Torzeńcu. Tekst zdobią przepiękne kolorowe ilustracje. Są one malowane przez niego samego i zdradzają wielki talent plastyczny. Książka
została wydana w trzech językach, w Londynie w 1985 (Caldra House). Jest ona literacką opowieścią,
oddającą w doskonały sposób piękno dworu w Torzeńcu, pozwalając odczuć szczęście i dobrodziejstwa
tamtych czasów. Książka mówi o tym, jak Tadeusz i Chrystyna Skowrońscy przebudowali dwór i założyli
park. Jak rozwinęli uprawę zbóż, ziemniaków, cebuli, oraz hodowlę ryb, trzody chlewnej, krów i owiec.
Bogactwo rolnictwa i niezwykłe piękno terenów posiadłości przebija się przez stronice wspomnień
mojego ojca. Jest to opowieść mojego ojca, ale ujętej z perspektywy dziadka, bowiem chce on
przekazać swojemu wnukowi historię Torzeńca, historię ludzi tam żyjących, pracujących na roli i
szczęśliwych. Jego własną historię. Odzwierciedlenie tamtych dziejów w najdrobniejszych szczegółach
pozwala zauważyć, jak bardzo mój ojciec żył historią Torzeńca i jak bardzo go kochał.

W 1961 roku żenię się ze Szwajcarką, koleżanką z czasów studenckich na uniwersytecie we Frybourgu.
Moja żona jest absolwentką prawa. W 1962 roku na świat przychodzi nasz pierwszy syn, Jean, co tym
samym zmusza moją żonę do przerwania rozpoczętego przez nią wcześniej doktoratu. W latach 60.
pracuję dla szwajcarskiej firmy Wander (Ovomaltyna i Farmaceutyki). Podróżuję po świecie, zajmując
się eksportem. Moje podróże oddalały mnie od rodziny, bowiem w dawnych czasach przekroczenie
Atlantyku wymagało spotykania klientów, przez co najmniej sześć tygodni, tak by podróż mogła się
opłacać. Moja pierwsza podróż do Ameryki Południowej wymagała odwiedzenia aż jedenastu państw.
Na świat przychodzą kolejne nasze dzieci: dwie córki i syn. W tym czasie mieszkamy w Bernie. Później
zostaję przeniesiony do Hiszpanii jako dyrektor przedsiębiorstwa, spędzamy tam z rodziną szczęśliwe
cztery lata. Następnie pracuję w firmie farmaceutycznej Sandoz i Novartis.

Po raz pierwszy poznaję najbliższą rodzinę i również 100-letnią babcię, z domu Budny, która
uczestniczyła w czterech wojnach, i która wszystkie te wojny przeżyła. Moja wizyta w Torzeńcu była
dla mieszkańców dużym zaskoczeniem. System komunistyczny każdego roku niszczył nasz torzeniecki
majątek. W latach 70. tuż przed podwyżką cen ropy, został zbużony 40-metrowy wiatrak, który
dostarczał energię na cały majątek. Myślę, że z lenistwa, bo nikomu nie chciało się wchodzić tak wysoko
i dolewać oleju, który umożliwiał jego funkcjonowanie.

W latach 80. udaje mi się odwiedzić Polskę i być w Torzeńcu z żoną, dziećmi i ich rodzinami. Zwiedzamy
Torzeniec i inne majątki rodzinne w woj. poznańskim: Objezierze, Słomowo, Lubostroń, Pacholewo itd.
Mąż mojej córki, który zna się na lasach, wziął małe drzewo z korzeniami jako pamiątkę z Torzeńca.
Gdy go przesadziliśmy, miało ono 20 cm wysokości, a teraz ma już w ogrodzie w Genewie ponad metr
i przypomina nam polską ziemię.

W latach 90. otrzymałem w Szwajcarii telefon od Mariana Bekajło z Katowic, reżysera i scenarzysty
polskiej telewizji i Zofii Kossakowskiej z prośbą o pozwolenie zrobienia dokumentu o Torzeńcu
współcześnie oraz w oparciu o historię opisaną w książce mojego ojca. Marian Bekajło mówił, że są
Polacy ciekawi, jak żyło się na wsi przed wojną. Przy tej okazji warto wspomnieć, że on jest autorem
sławnego filmu o lwowskich profesorach: „Być we Lwowie 1939-1941”.

Nie tylko wyraziłem zgodę na bezpłatne wykorzystanie praw autorskich, ale też zaproponowałem
dodanie tzw. flash back-u ze starych filmów przedwojennych (oryginały na taśmie celuloidowej),
przekazanych przeze mnie w latach 70. na VHS, gdyż celuloid łamał się ze starości. Produkcją filmu zajął
się Eugeniusz Jerzykowski. Razem z moim synem, Jeanem, w ekipie pięcioosobowej uczestniczyłem w
nagrywaniu filmu o Torzeńcu. 41-minutowy film został transmitowany przez TVP. Można go dziś też
obejrzeć na You Tube (Torzeniec), umieszczonego tam w nieznany mi sposób. Film został przeze mnie
przetłumaczony na język francuski, tak by i moja rodzina mogła poznać historię Torzeńca. Niektóre osoby z filmu pamiętają mnie i moich braci z lat dziecięcych. Od mojej ciotki w Polsce otrzymałem

wspomnienia pisane przez 50 lat (1893-1945), w tym samym kajecie mojego dziadka Jana Turno,
właściciela Słomowa pod Obornikami, który kupil Torzeniec jako posag mojej matki. Wspomnienia
wraz z fotografiami umieściłem na nośniku cyfrowym, przekazałem je moim dzieciom, kuzynom oraz
szkole (im. A. Mickiewicza) w majątku Objezierze, skąd pochodził mój dziadek Jan Turno. Często
otrzymuję listy i telefony od mieszkańców Torzeńca, zrozpaczonych skutkami wandalizmu, które
niszczy dwór.

Nawiązałem kontakt z Agencją Nieruchomości Rolnych w Poznaniu, bowiem chciałbym dowiedzieć się,
jak odzyskać majątek, by móc w niego zainwestować. Niestety, bizantyjskie procedury hamują dobrą
wolę dawnych właścicieli i ich potomków. Wygląda na to, że władze czekają na to, aż trzecie pokolenie
wymrze, albo nie będzie już mówić po polsku. Szkoda, bo kraj traci potencjalnych inwestorów i
prywatny kapitał.

Obecnie kataloguję wspomnienia, książki, artykuły (ponad 70 artykułów o moim ojcu) oraz 90
artykułów i książek pisanych przez niego oraz fotografie z czasów międzywojennych. Wraz z wybuchem
drugiej wojny światowej mój ojciec rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę działalność publicystyczną na
rzecz obrony polskiej racji stanu. Jego liczne artykuły pojawiały się w prasie brazylijskiej, m. in. w Sao
Paulo, Rio de Janeiro, Kurytybie, ale także w argentyńskim Buenos Aires. Był autorem antologii glosów
brazylijskich o Polsce publikowanych od 1830 roku – „Paginas Brasileiras sobre a Polonia”, wydanych
w Rio de Janeiro w 1942 roku. Opublikował również liczne artykuły na temat polityki, ekonomii,
demografii, drukowanych w „Mercure de France”, wydawanych w Montrealu, „Wiadomościach
Polskich” oraz w czasopismach polskiej emigracji londyńskiej, m. in. w „Wiadomościach” i „Dzienniku
Polskim” i „Dzienniku Żołnierza”.

Kataloguję również sprawozdania gospodarcze i finansowe Torzeńca z lat 1934-39, pokazujące jak
bardzo majątek był w tamtych czasach dochodowy. Mój ojciec prowadził racjonalną gospodarkę, która
to uczyniła z Torzeńca wzorcowe przedsiębiorstwo rolne. Mam dużo fotografii z Torzeńca z lat 1930-
1937. Majątek posiadał 1250 ha ziemi ornej. Jest jeszcze wiele materiałów na jego temat do odkrycia.
Chcę to wszystko przekazać archiwum polsko-szwajcarskiemu we Frybourgu, gdzie mieszkamy z żoną
i moją rodziną. Mam w planach raz jeszcze odwiedzić Torzeniec, spotkać się z mieszkańcami i być może
władzami gminy. Planuję również odwiedzić tamtejsze szkoły. Jestem bardzo dumny z ojca i chcę, by
ta nasza rodzinna historia, historia dworu w Torzeńcu odżyła jako jedna z wielu przedwojennych
opowieści. Nostalgicznych wspomnień o wspaniałych, polskich posiadłościach, które na skutek
zawiłości losów i tragicznej historii polskiej ziemi dzisiaj zamieniają się w ruiny.

Edytowane przez Seba dnia 10-09-2013 17:14
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Czy Kopiec im. Józefa Piłsudskiego powinien zostać w Kępnie odbudowany:

Tak
Tak
45% [28 głosów]

Tak, ale patron powinien być inny, związany z Wielkopolską
Tak, ale patron powinien być inny, związany z Wielkopolską
19% [12 głosów]

Nie
Nie
35% [22 głosów]

Ogółem głosów: 62
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25/12/2018 11:03

Archiwum ankiet
Pracowity koniec roku.[0]
Kalendarz

Brak wydarzeń.

Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Laski, rodzina Seife...
· Internet w Perzowie
· Prezent dla taty
· Kronika Szkoły w Cze...
· Wrak
· Myjomice
· GWARA WIELKOPOLSKA
· Kępno.Historia.

Losowe tematy
· Bukownica
· Życie naznaczone pi...
· O człowieku, którem...
· History of Kepno 19...
· Mapa Kempen 1940 r.
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Październik
Rynek
Liczba ocen: 1
Punktów: 5
Archiwum
25,123,786 unikalne wizyty