Zobacz temat
www.kepnosocjum.pl :: Kępno i okolice :: ARTYKUŁY I PRACE
 Drukuj temat
Jak Armia Czerwona wkraczała do Kępna
Mustava
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 27-04-2015 23:35
Awatar

Administrator



Postów: 1705
Data rejestracji: 28.05.10

Pomagaliśmy niemieckim dzieciom
Józef Adamski
Jak Rosjanie zbliżali się do Kępna, to wszyscy ze strachu schowaliśmy się w piwnicach. Słychać było jak z wałów przy torach na ul. Wieluńskiej, gdzie stał pociąg ostrzeliwano Niemców. Hitlerowcy już dzień przed wejściem Rosjan, w nocy, cały czas się przemieszczali. Słychać było wojskowe buty i jak mówili „Iwan komm — Rosjanie idą”. My baliśmy się, żeby nie powyciągali nas z tych piwnic i nie rozstrzelali. Tak robiono w innych miastach. Pamiętam, jak uciekali na wozach, Niemki prosiły o ciepłą wodę dla dzieci. Dawaliśmy im wtedy, co mieliśmy: lipę, miętę, rumianek. Niemiec był wrogiem, ale szkoda nam było dzieci. Nie można było im nie pomóc. Pamiętam jak gestapo uciekało karawanem, który zabrali z kościoła ewangelickiego. Jak jechali było widać tylko wystające karabiny żołnierzy niemieckich.
W niedzielę Niemcy ustawili karabin maszynowy i pancerfaust na południowej stronie Rynku, na rogu, w której obecnie znajduje się sklep obuwniczy. Kolejnym miejscem tak obsadzonym była kamienica, gdzie teraz znajduje się drogeria. Z okna widziałem właśnie tamto miejsce, a sąsiad to na rogu. Karabin maszynowy znajdował się także w miejscu, gdzie jest teraz nowa apteka na zachodniej stronie Rynku. Zorganizowany był tam przejściowy szpital polowy, przed wejściem Rosjan znajdowało się tam siedem ciał. Rosjanie jak weszli to się cieszyliśmy, że nas oswobodzą spod jarzma hitlerowskiego. Powychodziliśmy z piwnic, a oni się pytali, gdzie jest Niemiec, więc wskazaliśmy im te miejsca na Rynku. Oddali w ich stronę parę strzałów i ruszyli naprzód. Niemcy poddali się, tak wyglądało zdobycie centrum naszego miasta. Pamiętam, że w ten dzień był bardzo mocny szron i mgła.
Żal i nienawiść
Helena z Kępna
W roku 1942 zmarła mi matka, nie mając żadnego wsparcia ze strony rodziny ostatnie dwa lata wojny spedziłam „na służbie” u jednej z kępińskich „volksdoiczek” mieszkajacej przy ulicy Adolfa Hitlera, obecnie Warszawskiej. Nie była ona do mnie przyjaźnie nastawiona. Mieszkałam w komórce pod schodami, nie jadłam z domownikami przy stole, choć miała ona córkę i syna w moim wielu, nie mogłam się otwarcie z nimi przyjaźnić. Do moich głównych obowiązków należało palenie w piecach, przygotwoanie posiłków oraz praca w maglu, gdzie kręciłam korbą od wczesnego przedpołudnia do wieczora. Do magla z praniem przychodziły również inne „volksdoiczki” oraz Niemki i słyszałam ich rozmowy, między innymi na ten temat, że zbliża się do Kępna front. Nie zdawałam sobie wówczas sprawy z tego, co to oznacza, ale wiedziałam, że będą jakieś zmiany. Wszystkie bały sie Ruskich. Na kilka dni przed wejściem Armii Czerwonej do Kępna, w styczniową noc, do mojej gospodyni przyszedł Niemiec i prosił ją o cywilne ubrania, chciał też, żeby spaliła jego mundur. Widziałam i słyszałam to z mojej komórki pod schodami. Rano, gdy wstałam, kazała mi natychmiast spalić w piecu mundur Niemca. Wówczas zdałam sobie sprawę z tego, że zbliża się koniec wojny. Ponadto „moja pani” stała się dla mnie nad wyraz uprzejma i prosiła mnie, abym nie mówiła Ruskim, że ona była „volksdoiczem”. Gdy było już słuchać wystrzały, wówczas przybiegła sąsiadka z wiadomością, że na granicach miasta są już czołgi. Moja gospodyni kazała nam wtedy schować się do piwnicy. Ja jednak jej nie posłuchałam i uciekłam z tego domu. Był wieczór pobiegłam na przedmieście, a tam już stał czołg, więc schowałam się za kolumnami przy istniejącej tam kuźni. W pewnym momencie po drugiej stronie ulicy zobaczyłam światełko w stojącej stodole. Ukrywało się tam kilka osób, głównie kobiety z dziećmi, które przyjęły mnie życzliwie. Słychać było strzały i wybuchy, po jakimś czasie do stodoły wpadło dwóch żołnierzy i krzyczeli — „Kuda Germanic”. Wszyscy staliśmy pod ścianą z podniesionymi rękami. Jedynie stary Grzelak, który znał język rosyjski jeszcze z pierwszej wojny światowaj tłumaczył, że tu są tylko Polacy, a Niemcy uciekli. Jeszcze tej samej nocy przyszedł do nas żołnierz radziecki, był stary i zmęczony kobiety dały mu kawy zbożowej, a on zaczął opowiadać jak to Niemcy zabili jego żonę oraz dzieci, topiąc ich w studni, dla pewności, że się utopiły wrzucili na nich krowę. Stwierdził, że idzie do Berlina i będzie zabijał każdego napotkanego Niemca bez względu na to czy kobieta, czy dziecko i wiek. Tak ogromny był jego żal i nienawiść. Rano wyszliśmy ze stodoły i udaliśmy się w stronę Rynku. Był mroźny poranek, na przedmieściu stał rozbity czołg, a na ulicy Wieluńskiej leżeli zabici ludzie. Nie podchodziłam tam, bałam się. Na Rynku widziałam już wojsko radzieckie i prawie żadnego cywila. Niektóre budynki były uszkodzone, szczególnie te po zachodniej i wschodniej stronie Rynku. Poszliśmy do komendantury i tam dano nam chleb i puszki mięsne, do dziś pamiętam smak tego mięsa z puszki. Udałam się do mojej jedynej ciotki, która mieszkała na Kamsiadce. Przyjęła mnie, ale zabroniła mi wychodzić z domu, nie wiedziałam wówczas dlaczego. Dopiero po jakimś czasie zorientowałam się, skąd takie postępowanie mojej krewnej. Wieczorami Ruscy „polowali” na dziewczyny. Szerokim echem odbił się wśród mieszkańców Kępna gwałt, jakiego dokonał jeden z nich w Osinach. Zgwałcił wówczas staruszkę, a następnie kilkanaście razy przebił ją bagnetem. Z tego co później się dowiedziałam, został on za ten czyn rozstrzelany na naszym cmentarzu. Po wojnie spotykałam często „volksdoiczkę”, u której służyłam, ale ona zawsze gdy widziała mnie na ulicy, przechodziła na drugą stronę. Natomiast ja mogłam jej uczciwie i otwarcie spojrzeć w oczy, to było dla niej, jak przypuszczam bardzo bolesne.
Rower za kartofle
Czesław z Kępna
Urodziłem się w 1930 roku tak, że w chwili wkroczenia Armii Czerwonej do Kępna miałem 15 lat. Moi rodzice byli Polakami, nikt z moich braci nie podpisał volkslisty, walczyli: jeden we Włoszech, a drugi w Jugosławii, pozostali po wojnie musieli uciekać z Kępna i się ukrywać pod zmienionymi nazwiskami. W dniu wkroczenia Armii Czerwonej do miasta zapamiętałem pustki na ulicach oraz kolumny żołnierzy radzieckich głodnych i w zniszczonych szynelach. Bałem się ich, przerażali mnie. Pamiętam też jak jedna kępińska rodzina, która wcześniej podpisała volkslistę, witała ich na Rynku czerwonymi flagami. Kilka dni później gdy przywykliśmy już do obecności obcego wojska i śmielej wychodziliśmy do miasta, uczyliśmy z bratem jazdy na rowerze jednego rosyjskiego żołnierza, za rower zostawił nam worek kartofli.

Wspomnienia spisali DM i m


Artykuł pochodzi z tygodnikkepinski.pl z dn. 18-01-2006
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Czy w powiecie kępińskim istnieje problem spalania śmieci?

Tak, spalanie śmieci to poważny problem
Tak, spalanie śmieci to poważny problem
88% [53 głosów]

Spalanie śmieci ma miejsce, ale nie uważam tego za istotny problem
Spalanie śmieci ma miejsce, ale nie uważam tego za istotny problem
5% [3 głosów]

Nie, taki problem nie istnieje
Nie, taki problem nie istnieje
7% [4 głosów]

Ogółem głosów: 60
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 19/06/2016 22:13

Archiwum ankiet
Publikacja TPL Lukus

Czytaj publikację

bądź pobierz książkę
Pracowity koniec roku.[0]
Zaproszenie
Kalendarz

Brak wydarzeń.

Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· GWARA WIELKOPOLSKA
· Ksiądz Wincenty Ruda
· Kronika Szkoły w Cze...
· Zapomniany Generał (...
· 19-ty wiek w Kępnie.
· Podejście do Żydów w...
· Śląski łabędz i żydo...
· 1848-2016

Losowe tematy
· Wojna po wojnie
· Historia Związku Mł...
· Torzeniec we wspomn...
· Cmentarze ewangelic...
· Antoni Bajerlein
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Listopad
Opatów. Widok na plebanię i kościół ewangelicki.
Liczba ocen: 2
Punktów: 10
Archiwum
20,265,468 unikalne wizyty