Zobacz temat
 Drukuj temat
Z dziejów Polski Podziemnej
efkama
#1 Drukuj posta
Dodany dnia 08-09-2010 20:54
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

Za zgodą Pana Tomasza Balbusa (IPN O/Wrocław) oraz we współpracy z Tygodnikiem Kepińskim poniżej przedstawiamy cykl artykułów pt "Z dziejów Polski Podziemnej" autorstwa T. Balbusa - naczelnika Oddziałowego Biura Udostępniania i Archiwizacji Dokumentów Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, opisującego powojenną działalność oddziałów partyzanckich w powiecie kępińskim

Edytowane przez efkama dnia 23-09-2010 11:37
 
kepnosocjum.pl
efkama
#2 Drukuj posta
Dodany dnia 08-09-2010 20:57
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

ŚMIERĆ OTTA cz.I

Niniejszy cykl artykułów prezentuje w oparciu o nieznane dotychczas źródła AK, komunistycznej bezpieki i wojsk wewnętrznych historię walki żołnierzy Polski Podziemnej z pow. Kępno oraz okolicznych powiatów z sowieckim zniewoleniem w latach 1945-1946. Szczególnym przykładem zakłamania w okresie PRL-u przez komunistów historii najnowszej jest tutaj postać komendanta polowego AK Franciszka Olszówki „Otta”. W wydanym w 2006 r., we Wrocławiu przez Stowarzyszenie na Rzecz Promocji Dolnego Śląska, 16 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, 60 lat po śmierci dowódcy Polski Podziemnej, działającego na wyjątkowo trudnych dla organizowania się polskiej konspiracji byłych terenach III Rzeszy Niemieckiej, w rocznicowym tomie Dolny Śląsk 1945-2005, z przedmową Kardynała Henryka Gulbinowicza, znalazł się passus wyjątkowy. Godny stalinowskiego propagandzisty. Jan Lubieniecki, stwierdzał tam autorytatywnie: „Jedną z pierwszych udanych akcji MO i SB [sic] było wykrycie wśród ludności niemieckiej członków SS i NSDAP (...). Jednym z największych sukcesów MO, UB i KBW było rozbicie ukrywającej się w Pisarzowicach bandy ‘Ottona’ [sic] (...). Bandę ścigano po terenie Dolnego Śląska. W wyniku oblężenia Pisarzowic zabito ‘Ottona’ i 3 członków jego grupy, a 68 ujęto”. Sześć dekad wcześniej, drukowane w podbijanej przez Armię Czerwoną Polsce komunistyczne „gadzinówki”, krzyczały podobnie. „Trybuna Robotnicza”: „Likwidacja bandy ‘Otta’”. „Głos Ludu”: „Zlikwidowanie groźnej bandy Otta–Volksdeutsch przywódca zastrzelony w walce”. W sporządzonym w drugiej połowie lutego 1946 r. „Protokole oględzin trupa” szef wydziału śledczego bezpieki z Wrocławia, Jerzy Chmielecki, adnotował w tajnym dokumencie znacznie bardziej precyzyjnie niż ówczesny dziennik partii komunistycznej i nauczający historii w powiecie Kamienna Góra ignorant: „Twarz pełna, ogolona, postrzał na czole w linii środkowej. Tuż powyżej granicy włosów, otwór wejściowy broni małokalibrowej (...). Na karku po stronie prawej otwór wlotowy kuli małokalibrowej. Ubrany w mundur wojskowy koloru zielonego z dystynkcją porucznika. Na lewym rękawie orzeł polski z koroną na zielonym tle, wyszyty srebrnymi nićmi, powyżej orła wyszyte inicjały AK (...). Buty z cholewami”.
Wywodzący się z Armii Krajowej pow. Kępno oddział Polski Podziemnej, dowodzony przez zabitego wówczas w Pisarzowicach k. Sycowa Franciszka Olszówkę „Otta”, działał w okresie od maja 1945 do lutego 1946 r. na granicy województwa dolnośląskiego (pow. Syców i Oleśnica), poznańskiego (pow. Kępno), łódzkiego (pow. Wieluń) i śląsko-dąbrowskiego (pow. Kluczbork i Olesno). Był on wówczas dla okupacyjnych sił sowieckich (NKWD i Armii Czerwonej) oraz polskich formacji kolaboracyjnych (UB i KBW) jednym z najważniejszych celów operacyjnych. Żołnierze „Otta” przeprowadzili w okresie prawie roku wiele brawurowych i skutecznych akcji rozbrojeniowych, likwidacyjnych, dozbrojeniowych i propagandowych. Druga strona tej barykady, formacje Wojsk Wewnętrznych (Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego), zbrojna gwardia kierownictwa PPR/PZPR, były złożonymi z polskich kolaborantów jednostkami pacyfikacyjnymi sowieckich sił okupacyjnych, przeznaczonymi do zwalczania oddziałów powstańczych, niszczenia wsi wspierających Polskę Podziemną, a także wykonywania egzekucji żołnierzy i działaczy niepodległościowych. W szerszej perspektywie historycznej można porównać te oddziały do francuskich jednostek Waffen SS, czy też podległych Moskwie, pochodzących z poboru miejscowego, Wojsk NKWD, złożonych z Kazachów, czy też Ukraińców. Ich (także polskim) antenatem organizacyjnym były sowieckie „istriebitielne bataliony”, świadczące dobitnie, iż w podbijanych państwach bolszewicy stosunkowo szybko znajdowali tysiące miejscowych kolaborantów, gotowych zbrojnie zwalczać, mordować, rozstrzeliwać, pacyfikować, niepodległościowe dążenia swoich rodaków. Ukraińców, Litwinów, Polaków. Czekiści z tych jednostek stanowili de facto polskojęzyczne wojska NKWD.
Franciszek Olszówka „Otta” stanowił w pow. Kępno dla NKWD, UB i KBW cel nr 1. W lutym 1946 r., wobec bezradności bezpieki w zwalczaniu oddziału, inicjatywę operacyjną przejęło ponownie KBW z Wrocławia. 1 II szef wrocławskich „wojsk wewnętrznych” płk Leon Rubinstein raportował do Warszawy, iż działający w okolicach Rychtala zwiad pracuje nad zebraniem informacji pozwalających na „ostateczne” rozbicie oddziału Franciszka Olszówki. O godz. 10 z koszar 12. baonu we Wrocławiu wyjechał do Rychtala oddział zwiadowczy (2+30) . Dowództwo objął sowiet kpt. Dymitr Bykadorow. Oddział miał aresztować żołnierzy AK i ludzi z siatki terenowej wydanych przez Edwarda Jeziornego „Lisa”. Łączność z oddziałem sztab we Wrocławiu utrzymywał przez centralę miejską. Oficerowie spotkali się z agentem (Edwardem Jeziornym „Lisem”), uzyskując informacje coraz bardziej precyzujące miejsce kwaterunku Franciszka Olszówki. Dnia 2 II o godz. 2 w nocy do Wrocławia powrócił z Rychtala oddział zwiadowczy kpt. Bykadorowa. Płk Rubinstein zameldował, iż oddział uzyskał „dalsze informacje o miejscu przebywania ‘Otta’. W szczególności agenci [Edward Jeziorny „Lis” i Jan Jeziorny „Fryc”] donieśli, że ‘Otto’ wraz ze swą bandą przebywać będzie w dniu 3/4 II [19]46 r. w m. Pisarzowice. W nocy z 3/4 II urządzony zostanie nalot na tą miejscowość”. 3 II o godz. 15 z koszar KBW we Wrocławiu wyjechała ponownie grupa operacyjna (9+87) dowodzona przez kpt. Bykadorowa z zadaniem przeprowadzenia operacji poszukiwawczo-pacyfikacyjnej m. Pisarzowice (6 km na południowy – zachód od Sycowa). „Meldunków od grupy jeszcze nie ma”. W dniach 4-5 II grupa ta operowała w rejonie Rychtala. Oficerowie zwiadu utrzymywali kontakt z agenturą (Edwardem Jeziornym „Lisem” i Janem Jeziornym „Frycem”). 5 II agent Edward Jeziorny „Lis”, jak stwierdzono w raporcie, „związał się osobiście z ‘Ottem’. Zapodał nam, że został przez niego zawerbowany do bandy jako łącznik. Otrzymał polecenie wezwania członków bandy na zebranie [sic], które odbędzie się wieczorem 6 II [19]46 r.”. Agent przekazał mjr. [Jakubowi] Jonasowi pisemny rozkaz „Otta” polecający stawić się części żołnierzy AK kwaterujących we wsiach na koncentrację w okolicach drogi w Pisarzowicach. Do akcji przygotowany został wydzielony z grupy stacjonującej w m. Rychtal oddział udający grupę partyzancką zamierzającą podporządkować się Franciszkowi Olszówce. Oddział stosował „najdalej posuniętą konspirację grupy (…). Uzyskano szereg nazwisk i adresów bandytów, nie zdejmowano ich jednak by nie wzniecać popłochu i nie rozproszyć przed czasem bandytów. Głównym celem akcji było ujęcie dowódcy bandy ‘Otta’”. 6 II mjr [Jakub] Jonas wyjechał z Rychtala do Pisarzowic samochodem ciężarowym wraz z oddziałem wydzielonym z grupy. Na skutek defektu samochodu oddział spóźnił się na miejsce koncentracji żołnierzy F. Olszówki. Po przybyciu do wsi oddział wojsk wewnętrznych, pozorujący dezerterów „ludowego” wojska, nie zastał oddziału „Otta”. W tym czasie nastąpiła mobilizacja sił komunistycznego aparatu represji woj. wrocławskiego i woj. poznańskiego. Znacznie bardziej skuteczne działania, dzięki pozyskaniu agentury prowadziła wtedy jednak grupa wrocławska. 7 II szef sztabu wojsk wewnętrznych w Poznaniu kpt. Winokurow raportował, iż grupa kwaterująca w Kępnie (26 ludzi) nie może dokonać likwidacji oddziału „Otta” z powodu zaprzestania przez partyzantów działalności. Także 7 II dowódca KBW we Wrocławiu płk Rubinstein raportował: „Akcja w rej[onie] Rychtal trwa w celu ujęcia członków bandy. Nie posiadamy jeszcze dokładnych meldunków o rezultatach zasadzki [w okolicach Pisarzowic] (…). Grupa operacyjna prowadzi w dalszym ciągu akcje dla zlikwidowania bandy ‘Otta’ i ujęcia jej członków”. O godz. 21 z koszar KBW we Wrocławiu wyjechała do Sycowa druga grupa (3+40) wydzielona z 12. boanu. Nawiązała ona współpracę z grupą „Rychtal” w celu przeprowadzenia „wspólnej akcji”. Obie grupy liczące wspólnie 130 ludzi kwaterować miały w Rychtalu. Dowództwo nad całością sił czekistowskich objął mjr Jakub Jonas. Również 7 II w Pisarzowicach agent zwiadu wojsk wewnętrznych Edward Jeziorny „Lis” ponownie miał doprowadzić przez łączników „Otta” do spotkania oddziału pozorowanego, wydzielonego z grupy „Rychtal”, do spotkania z Franciszkiem Olszówką. „Jednakże łącznicy nie przybyli na umówione miejsce z obawy przed [trwającą w terenie] obławą”. 8 II godz. 19 płk Rubinstein raportował do Warszawy, iż grupa wojsk wewnętrznych z Wrocławia w dalszym ciągu prowadzi w operację „zmierzające do ujęcia członków bandy ‘Otta’”. Trzy godziny później Franciszek Olszówka został w okolicach kościoła ewangelickiego w Pisarzowicach zastrzelony przez mjr. KBW Jakuba Jonasa.

Edytowane przez efkama dnia 08-09-2010 21:05
 
kepnosocjum.pl
efkama
#3 Drukuj posta
Dodany dnia 08-09-2010 21:03
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

ŚMIERĆ OTTA cz. II

W dniach 8–14 II 1946 r. miała miejsce obława we wsi Pisarzowice z udziałem „wojsk wewnętrznych” (Korpus Bezpieczeństwa Wewnętrznego z Wrocławia), bezpieki oraz milicji. Kilkunastoosobowe pododdziały penetrowały kompleksy leśne, obserwowały wsie i drogi. Grupa KBW pozorująca dezerterów „ludowego” wojska demonstracyjnie szukała poprzez mieszkańców kontaktu z Fran-ciszkiem Olszówką. 8 II 1946 r. agent KBW Edward Jeziorny „Lis” poszukując kontaktu z „Ottem”, przybył do Pisarzowic. W gospodarstwie Radlińskich spotkał kwaterującego komendanta. Zameldował, iż wymienieni w rozkazie z 5 II 1946 żołnierze AK nie stawili się jeszcze na zbiórkę, jednakże w międzyczasie spotkał on przybyłą w okolice Sycowa nieznaną grupę zamierzającą przystąpić do oddziału „Otta”. Zameldował również, iż zamierza ich doprowadzić do komendanta. „Otto”, dysponujący wtedy ok. 35 żołnierzami Armii Krajowej, planował w tym czasie uderzyć na jeden z sowieckich majątków rolnych. Oczekiwał na przyjście agenta wraz z grupą 10 ludzi. O godz. 22.00 „Lis” przybył na spotkanie, informując „Otta”, iż jego podkomendni czekają w lesie koło kościoła. F. Olszówka wraz z czterema podkomendnymi stanowiącymi jego obstawę udał się we wskazane miejsce.
W tym samym czasie wieś Pisarzowice oraz okoliczny teren został otoczony przez grupą wojsk wewnętrznych z Wrocławia o kryptonimie „Rychtal” (od miejsca postoju). Na skraju lasu, przy kościele, nastąpił atak grupy pozorowanej KBW. W odnalezionej w Warszawie kronice wojsk wewnętrznych odnotowano: „W planie było zaskoczenie „Otta” w wiosce, którą w nocy potajemnie otoczyły nasze wojska. Spotkanie nastąpiło poza wioską Pisarzowice (na drodze przy ewangelickim kościele). Mjr [Jakub] Jonas (dowódca grupy „Rychtal” i prowadzący agenta „Lisa”) chcąc upewnić się, czy spotkany osobnik jest rzeczywiście ‘Ottem’ odprowadził go na bok drogi. W tym momencie wynurzyli się z lasu nasi żołnierze, zacieśniając pierścień dookoła wioski. Jeden z towarzyszów „Otta” spostrzegłszy nadchodzących żołnierzy, zawołał na niego ostrzegawczo, co utwierdziło mjr. Jonasa w tożsamości osobnika. „Otto” zorientowawszy się w sytuacji usiłował wydobyć pistolet, jednak został wyprzedzony przez mjr. Jonasa i śmiertelnie raniony w usta. W tym momencie towarzysze „Otta” otworzyli ogień w stronę mjr. (Jonasa) i jego żołnierzy, ostrzeliwując się zdołali pod przykryciem ciemności zbiec (…). Tej samej nocy (kilkadziesiąt minut później) „Otto” zmarł”.
Z kolei szef KBW we Wrocławiu płk Leon Rubinstein meldował do Warszawy: „W dniu 8 II [19]46 r. o godz. 17.00 nasz agent [„Lis”] porozumiał się z łącznikiem „Otta” żądając od niego natychmiastowego spotkania z „Ottem”. Do spotkania doszło ok. godz. 20.00 (wł. 22.00) we wsi Pisarzowice. Przy osobistym zetknięciu się mjr. Jonasa z „Ottem” wytworzyła się sytuacja, w której mjr Jonas musiał strzelić do „Otta”, raniąc go śmiertelnie. W kilkanaście minut później „Otto” zmarł. 4–rej towarzyszący mu na spotkaniu członkowie bandy, korzystając z zamieszania i ciemności, zdołali ujść. Wszczęto natychmiast pościg za zbiegłymi i przeprowadzono aresztowania we wsi Pisarzowice, w wyniku których ujęto we wsi 3 łączników bandy, 2 współpracowników i 6 podejrzanych o przynależność do bandy”. Przy zabitym komendancie czekiści znaleźli: mapnik, 2 mapy topograficzne (sztabowe i operacyjne) z naniesionymi planami akcji oddziału oraz rozmieszczenia sił komunistycznych, rozkaz dzienny nr 3, automat MP–i wz. 44, pistolet TT, 2 granaty i lornetkę. W wyniku zasadzki zorganizowanej w Pisarzowicach część oddziału AK F. Olszówki została otoczona przez jednostki wojsk wewnętrznych, bezpieki i milicji. Zginął „Otto”. Kilku jego podkomendnym udało się zbiec. Zdołali oni powiadomić innych o śmierci komendanta i trwającej w terenie obławie. Część żołnierzy „Otta” przebiła się z okrążenia (dwóch zostało rannych). Zginął czekista grupy prowokacyjnej Bogusław Kruszewski.
Kim był czekista, który zastrzelił Franciszka Olszówkę możemy do-wiedzieć się z przejętych przez Instytut Pamięci Narodowej w Warszawie jego akt osobowych oraz wyników badań prowadzonych przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. J. Jonas, rocznik 1911, urodził się w Grodnie. W 1934 r. uzyskał magisterium na Wydziale Chemii Uniwersytetu Stefana Batorego w Wilnie. W latach 1941–1944 był żołnierzem Armii Czerwonej. Następnie został oddelegowany do „ludowego” wojska, wspomagającego instalację władzy komunistycznej w Polsce, a także zwalczającego struktury i oddziały Polski Podziemnej. Od lutego 1944 r. do grudnia był szefem Oddziału II sztabu 3. DP, następnie do stycznia 1945 r. szefem kursu dla spadochroniarzy 1. armii, potem do kwietnia tr. pomocnikiem szefa wywiadu 2. brygady zaporowej. Od listopada 1945 r. pełnił funkcję zastępcy szefa KBW we Wrocławiu ds. wywiadowczych. Dobrze wykształcony, inteligentny, praktyk w czekistowskim fachu, osiągał sukcesy w zwalczaniu polskiego podziemia niepodległościowego. W latach następnych był między innymi szefem sztabu KBW w Krakowie. W sierpniu 1955 r., w czasie zmian politycznych po śmierci Józefa Stalina, przeszedł do rezerwy. „W cywilu” był dyrektorem Centralnego Zarządu Budowy Zakładów Chemicznych w Gliwicach, dyrektorem handlowym Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłu Nieorganicznego w Katowicach, starszym ekonomistą Budowli Osiedli Robotniczych w Krakowie, a także jubilerem w Gliwicach. W 1969 r., okresie nagonki organizowanej przez PZPR na polskich Żydów, wyjechał do Izraela. W marcu 1971 r. koledzy z Ministerstwa Obrony Narodowej PRL zdegradowali go za „ucieczkę” do stopnia szeregowca.
Po zabiciu komendanta Polski Podziemnej w powiecie kępińskim grupa operacyjna mjr. J. Jonasa (KBW, UB, MO) przeprowadziła w Pisarzowicach kilkudniową pacyfikację połączoną z rewizjami gospodarstw, aresztowaniami i polowymi śledztwami. We wsi aresztowani zostali dwaj towarzyszący komendantowi żołnierze, trzej łącznicy i sześciu ludzi podejrzewanych o wspieranie oddziału. Aresztowani łącznicy podczas przeprowadzonego na miejscu polowego śledztwa podali personalia kilku innych osób wspomagających oddział. Kolejnych żołnierzy AK wydawał agent E. Jeziorny „Lis”. Śledczy i zwiadowcy grupy starali się na bieżąco zrekonstruować w oparciu o informacje udzielane przez agenturę, jak i wiadomości pochodzące z zeznań aresztowanych biografię i działalność zabitego F. Olszówki. „W dniu wczorajszym w spotkaniu [sic] zastrzelony został przez d–cę grupy operac[yjnej] mjr. [Jakuba] Jonasa — informował raport KBW — przywódca bandy „Otto”. Banda straciła przywódcę i rozproszyła się ostatecznie. Wśród pomniejszych [sic] przywódców panuje dezorientacja. Rozproszyli się oni po wsiach i melinach. W naszym posiadaniu jest szereg nazwisk i adresów członków i współpracowników bandy”. W tym czasie sztab KBW w Poznaniu, którego grupa operacyjna również działała w powiecie kępińskim, nadal nie miał żadnych informacji o rozbiciu przez czekistów z Wrocławia oddziału „Otta” i śmierci komendanta. W terenie tymczasem trwała akcja polowych śledztw i aresztowań dokonywana przez oddział wojsk wewnętrznych z Wrocławia. Podczas tej operacji aresztowano co najmniej 35 osób. Grupa „Rychtal” przejęła 5 automatów, 9 karabinów, 6 pistoletów, 2 granaty ręczne, 3200 sztuk amunicji karabinowej, 2 maszyny do pisania i 4 pieczęcie. Zostali aresztowani przez wojska wewnętrzne i przekazani do Wydziału Śledczego WUBP we Wrocławiu mieszkańcy Pisarzowic: Bolesław Radliński, zwolniony 22 III 1946 r.; Bronisław Radliński; Janina Radlińska, zwolniona 15 III 1946 r.; Leon Jabłoński (rocznik 1888); Walenty Muskalski; zamieszkali na terenie powiatu kępińskiego: Idzi Piszczałka (z Marianki Siemińskiej); Idzi Gatner (z Kuźnicy Trzcińskiej); Jan Pietras (z Janówki), zwolniony 18 III 1946 r.; Ignacy Wawrzynkowski (z Marianki Siemińskiej); Feliks Wawrzynkowski (z Marianki Siemińskiej), zwolniony 4 V 1946 r.; Jan Wawrzynkowski (z Marianki Siemińskiej; rocznik 1888); zwolniony 18 III 1946 r.; Marian Bakalarz (z Marianki Siemińskiej), zwolniony 17 IV 1946 r.; Józef Woźniak „Iwan” (z Borek–Laski); Franciszek Witkowski (z Wodzicznej); Jan Hałupka (z Trzcinicy), zwolniony 14 III 1946 r.); Józef Stencel (z Marianki Siemińskiej), zwolniony 4 V 1946 r.; Marceli Wyrębek (z Kuźnicy Słupskiej); oraz z powiatu sycowskiego: Szczepan Strzelecki (z Kuźnicy Cieszyńskiej).
Ciało zabitego Franciszka Olszówki zostało przewiezione przez czekistów KBW z Pisarzowic do siedziby WUBP we Wrocławiu i oddane ubowcom. Tam nastąpiła identyfikacja komendanta dokonywana przez jego aresztowanych podkomendnych. Zwłoki zostały pogrzebane na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu w nieznanym do dzisiaj miejscu. Część z aresztowanych podczas obławy osób została po śledztwie zwolniona. Inni, jak żołnierze poległego komendanta, I. Piszczałka, czy też J. Woźniak zostali we Wrocławiu postawieni przed komunistycznym trybunałem wojskowym. Rozstrzelał ich pluton egzekucyjny KBW. Pozostali zostali skazani na wieloletnie więzienie. W odwecie za śmierć Franciszka Olszówka dziesięć dni później, w czasie trwania w powiatach: Kępno, Syców i Wieluń szeroko zakrojonych operacji pacyfikacyjnych sił komunistycznych, z udziałem NKWD, jego podkomendni z oddziału AK uderzyli w Sowietów na stacji kolejowej w Czastarach, zabijając dziesięciu bolszewików.
 
kepnosocjum.pl
efkama
#4 Drukuj posta
Dodany dnia 08-09-2010 21:04
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

TERROR I OPÓR cz.III

Po zabiciu 8 II 1946 r. w Pisarzowicach Franciszka Olszówki „Ot-ta” grupa czekistów „wojsk wewnętrznych” z Wrocławia rozwijała w terenie dalsze operacje pacyfikacyjne. To właśnie te, dowodzone przez Sowietów, złożone z Polaków formacje kolaboracyjne odgrywały główną rolę w zwalczaniu oddziałów zbrojnych Polski Podziemnej, również w powiecie kępińskim i okolicznych powiatach. Miejscowa, zdemoralizowana i rozpita bezpieka, złożona w części z morderców i kryminalistów (przypomnijmy tutaj wydarzenia „krwawej nocy kępińskiej”) przez prawie rok nie była w stanie poważnie zagrozić żołnierzom Armii Krajowej. Dopiero wejście do akcji grupy prowokacyjnej wrocławskiego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego otworzyło siłom komunistycznym drogę do stopniowej likwidacji oddziałów zbrojnych oraz siatek terenowych „polskich bandytów” w regionie kępińskim.
9 II 1946 r. o godz. 13.00 z Wrocławia wyjechała do Rychtala następna grupa licząca 100 czekistów. Miała „rozwinąć akcję” pacyfikacyjną. Siłami tymi dowodził mjr Jakub Jonas (stacjonowały wówczas nadal w Pisarzowicach i Rychtalu). 10 II szef wrocławskiego KBW płk Leon Rubinstein informował: „Grupa operacyjna w rej[onie] Syców–Rychtal przeprowadza małymi oddziałami wyłapywanie członków band wg posiadanych adresów”. Tego samego dnia w godzinach rannych dowodzony przez chor. Czajkowskiego oddział (1+10) wysłany z Pisarzowic do Podbolesławca aresztował mieszkających w tej miejscowości dwóch łączników „Otta”, Maksymiliana Webera oraz Pankracego Rydzewskiego. W trakcie wstępnego śledztwa przeprowadzonego na miejscu zeznali, iż oddział Stanisława Panka „Rudego” ma kwaterować pod Bolesławcem. Na szczegółowe dochodzenie zostali kilka dni potem przekazani do wrocławskiej bezpieki. O godz. 19.00 płk L. Rubinstein meldował do Warszawy: „Od ujętych w dniu wczorajszym bandytów, w szczególności od łącznika [Bronisława] Radlińskiego ze wsi Pisarzowice otrzymaliśmy dane o dalszych członkach bandy. W szczególności otrzymaliśmy nazwisko i adres łącznika między „Ottem” a por. [sic] „Rudym”, którego ujęliśmy w m. Podbolesławiec. Łącznik ów nazwiskiem [Pankracy] Rydzewski jest członkiem PPR i przewodniczącym Spółdzielni posiadającej 4 filie. Na wszystkie filie banda „Otta” dokonała w swoim czasie napadów prawdopodobnie w porozumieniu z Rydzewskim. Prowadzi się w dalszym ciągu wywiad zmierzający do uzyskania i ujęcia pozostałych członków bandy”.
Również 10 II 1946 r. kolejny oddział KBW (2+15) został wysłany z Pisarzowic w celu spenetrowania trasy Kępno — Mroczeń — Kuźnica — Janówka, zlokalizowania magazynów broni „Otta” i aresztowania w zasadzce wspomnianego S. Panka „Rudego” mającego przebywać w młynie w miejscowości Chobet. Po drodze zatrzymał się na posterunku milicji w Podbolesławcu. W godzinach popołudniowych na podstawie informacji uzyskanych w śledztwie od jednego z aresztowanych oddział (1+30) wydzielony z grupy „Rychtal”, dowodzony przez chor. Czajkowskiego, przeprowadził obławę w Chobet. Celem było aresztowanie S. Panka. „Z zeznań Rydzewskiego zam. w m. Podbolesławiec (2 km na zachód od Bolesławca) wynika, że „Rudy” wraz ze swoim oddziałem przebywa w młynie we wsi Chobet — na poł[udnie] od Kępna. Wraz z nim znajduje się tam jego narzeczona”. O godz. 19.00 płk L. Rubinstein raportował do Warszawy: „Wg ostatnich meldunków chor. Czajkowski zdołał skontaktować się z „Rudym”. Wyników na razie nie posiadamy”.
W dniu 11 II 1946 r. inna stacjonująca w Kępnie grupa KBW z Poznania (1+25) dowodzona przez chor. Mieszkowskiego, po otrzymaniu do-niesienia o godz. 14.00, iż patrol z oddziału „Rudego” liczący 8 ludzi był o godz. 8.00 rano widziany w Bolesławcu przeprowadziła obławę w tej miejscowości. Po przybyciu grupy na miejsce okazało się jednak, iż żołnierze AK „udali się w nieznanym kierunku”. Tego samego dnia pododdziały wojsk wewnętrznych wydzielone z grupy KBW „Rychtal” przeprowadzały nadal obławy i organizowały zasadzki na terenach powiatów: Syców, Namysłów i Kępno „w celu ujęcia bandytów podanych przez naszych agentów. W wyniku tych akcji ujęto już 5 bandytów”.
W tym czasie doszło do walki żołnierzy AK S. Panka „Rudego” z oddziałem pościgowym wydzielonym z grupy „Rychtal” oraz wspomagającymi pacyfikację terenu milicjantami z tamtejszego posterunku. Oddział dowodzony przez chor. Czajkowskiego i chor. Grządziela (2+15) został wysłany do Podbolesławca na akcję dzień wcześniej o godz. 18. Do wsi dotarł w nocy. Na kwatery zajął budynek milicji. Rano o godz. 8.30 chor. Czajkowski, chor. Grządziel oraz jeden z podoficerów udali się do Spółdzielni (i jednocześnie kawiarni) kierowanej przez Tylkowskiego. Zamierzali prze-prowadzić „badanie” właściciela w celu ustalenia aktualnego miejsca kwaterowania S. Panka. Do godz. 10.00 jedli śniadanie. Po otrzymaniu informacji o pobycie w okolicy komunistycznego „wojska” ubrani po cywilnemu „Rudy” wraz z jednym z partyzantów weszło do kawiarni i rozbroiło czekistów. „Rudy” najspokojniej wkroczył do wspomnianej kawiarenki, gdzie nastąpiło spotkanie”. Podoficerowi zabrał automat PPSz i 2 granaty. Zażądał jednocześnie — ze względu na stacjonujące w okolicy siły AK — poddania i złożenia broni przez cały pododdział. Jego podkomendni stacjonowali wówczas w domu Józefa Rodaka w pobliskim Chruścinie. Zostali zaalarmowani przez łącznika. „Wszyscy po cywilnemu wkroczyli na teren Bolesławca rozstawiając się po rynku”.
Po przybyciu 15 partyzantów pod dom Tylkowskiego rozbrojeni czekiści wspólnie z „Rudym” udali się pod budynek milicji. Żołnierze AK otoczyli siedzibę milicji. „Rudy” zezwolił, aby chor. Czajkowski sam wszedł do budynku w celu przekonania podkomendnych do poddania się i wyniesienia na podwórze broni. Wcześniej zdołał przekonać S. Panka, iż taki manewr pozwoli uniknąć „rozlewu krwi”. Zwolnieni czekiści po wejściu na pierwsze piętro budynku, gdzie kwaterowali żołnierze „wojsk wewnętrznych” zarządzili alarm. Nakazali przerwać czyszczenie broni i otworzyć ogień do otaczających budynek. „Dowódca KBW po wejściu do Posterunku MO — stwierdzano potem w raporcie milicyjnym — zameldował Komendantowi Posterunku, że są otoczeni przez bandę. Komendant Posterunku MO Bury Stanisław zarządził alarm oraz polecił kompletować rozłożoną broń. Z Posterunku wyrzucono granaty. W tym czasie [żołnierz AK] Rodak Józef strzelał z karabinu w okno Posterunku. [Milicjant] Dziekan Józef postrzelił Rodaka, który usiłował oddalić się z miejsca. Następnie żołnierz KBW oddał serię z karabinu maszynowego do Rodaka, gdzie Rodak poniósł śmierć na miejscu”. Ze względu na dobrze ufortyfikowany budynek żołnierze AK nie zdecydowali się jednak na przeprowadzenie szturmu. Straty mogłyby być zbyt duże, efekty operacyjne żadne. Po wydanym przez S. Panka rozkazie odwrotu podkomendni odskoczyli z miejsca akcji do pobliskiego lasa. Przy poległym — pozostawionym na miejscu akcji partyzancie (pochodził z Chruścina) milicjanci znaleźli karabin „Mauser”. „Na Posterunku zostały powybijane wszystkie szyby, ściany i urządzenia zostały uszkodzone strzałami”, raportowali 23 II 1946 r. do Komendy Wojewódzkiej MO w Łodzi komendant powiatowy milicji w Wieluniu kpt. Paszkowski i kierownik Sekcji Śledczej Sobolewski. Wg informacji wrocławskiego czekisty kpt. Mieczysława Hańskiego niektórzy milicjanci z oko-lic Bolesławca, w tym również prawdopodobnie z zaatakowanego posterunku współpracowali z żołnierzami AK. O przybyciu grupy KBW do tej miejscowości „Rudy” wiedział jeszcze tejże nocy i rano urządził zasadzkę na d–ców grupy, mimo, że grupa zatrzymała się od razu w MO i nikt poza członkami MO o nich nie wiedział”. Brak dotychczas potwierdzenia tej tezy w innych źródłach.
S. Panek podczas walki 11 II 1946 r. w Bolesławcu miał zostać lekko ranny. Kwaterujący przez kilka ostatnich dni w Pisarzowicach oddział KBW chor. Czajkowskiego powrócił do Rychtala tego dnia o godz. 19.00. Dowództwo nad całością grupy pełnił nadal czekista, który zabił F. Olszówkę „Otta”, mjr J. Jonas. Oficerowie sztabu planowali wówczas większą operację pacyfikacyjno–filtracyjną w Bolesławcu i oko-licznych miejscowościach. Następnego dnia płk L. Rubinstein raportował do Warszawy: „Wieś Podbolesławiec [sic] okazała się meliną bandy „Rudego”, gdzie ukrywać się ma większa ilość jej członków. Od Rydzewskiego otrzymaliśmy nazwiska i adresy dalszych członków bandy (…). Sztab grupy operac[yjnej] opracowuje obławę o specjalnym cha-rakterze w m. Podbolesławiec. Obława ma na celu ujęcie członków i współpracowników band „Otta” i „Rudego” tam zakonspirowanych”. 12 II 1946 r. wspomniany płk L. Rubinstein meldował sztabowi KBW w Warszawie: „Aresztowani w dniu 10 II [19]46 r. łącznicy band „Otta” i „Rudego” zeznali, że „Rudy” ma swych agentów w m. Bolesławiec, wskazując przy tym na kierownika Spółdzielni — Tylkowskiego. Ustalono również punkty, gdzie rzekomo zmagazynowana ma być broń. Banda znajduje się w toku likwidacji. Ujęci bandyci wydają dalszych członków i współpracowników”. Aresztowanych i wstępnie przesłuchiwanych na brutalnych badaniach 10 żołnierzy AK oraz ludzi z siatki terenowej wspomagających oddział F. Olszówki ciężarówkami KBW przewieziono na dalsze dochodzenie do bezpieki wojewódzkiej we Wrocławiu. Tam ubowcy przesłuchiwali ich przez następne dwa — trzy miesiące.
17 VI 1946 r. członek Batalionów Chłopskich i bojówkarz bolszewicki, współsprawca śmierci żołnierza AK, milicjant Józef Dziekan, we wsi Gola k. Dietrzkowic, pow. Wieluń otrzymał rozkaz od komendanta oraz stacjonującej w tej miejscowości dowódcy grupy operacyjnej KBW przeprowadzenia zwiadu w Chruścinie w celu ustalenia miejsca postoju oddziału „Rudego”. Do tej miejscowości przyjechał rowerem. Na skrzyżowaniu dróg koło kościoła został przy narożniku domu Wacława Jokla zatrzymany przez S. Panka i Zygmunta Kanię, rozbrojony i odprowadzony do domu sołtysa. Po przesłuchaniu i polowym sądzie miał być odprowadzony do pobliskiego lasu na egzekucję. Stawiał opór. Za czynne zwalczanie podziemia niepodległościowego został na miejscu śledztwa zastrzelony przez S. Panka. Po egzekucji żołnierze AK ewakuowali się w kierunku Wójcina.

Edytowane przez efkama dnia 08-09-2010 21:06
 
kepnosocjum.pl
efkama
#5 Drukuj posta
Dodany dnia 08-09-2010 21:07
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

TERROR I OPÓR cz.IV

12 II 1946 r. o godz. 5 rano z grupy wrocławskich „wojsk wewnętrznych” o kryptonimie „Rychtal” wydzielony został oddział do-wodzony przez ppor. Majera (1+30). Czekiści w miejscowości Szpot (gm. Łęka Opatowska) bezskutecznie poszukiwali bunkra z bronią i amunicją oddziału „Otta”. W drodze powrotnej do Rychtala aresztowali 2 osoby podejrzewane o dostarczanie dla żołnierzy Armii Krajowej amunicji.
12 II 1946 r. o godz. 5 rano z grupy wrocławskich „wojsk wewnętrznych” o kryptonimie „Rychtal” wydzielony został oddział dowodzony przez ppor. Majera (1+30). Czekiści w miejscowości Szpot (gm. Łęka Opatowska) bezskutecznie poszukiwali bunkra z bronią i amunicją oddziału „Otta”. W drodze powrotnej do Rychtala aresztowali 2 osoby podejrzewane o dostarczanie dla żołnierzy Armii Krajowej amunicji. W tym samym dniu trwała jednocześnie akcja aresztowań w Wodzicznej i Borkach przeprowadzana przez dwa oddziały wrocławskiego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dowodzone przez ppor. Biernackiego i ppor. Zawalskiego. Aresztowanych zostało około 11 ludzi. 13 II 1946 r.o godz. 19.00 dowódca KBW we Wrocławiu płk Leon Rubinstein i jego szef sztabu kpt. Mieczysław Hański przesłali do Warszawy raport informujący o wynikach polowych śledztw przeprowadzonych wobec aresztowanych żołnierzy z rozbitego oddziału Franciszka Olszówki. W raporcie zawarte zostały charakterystyki: zabitego w Pisarzowicach komendanta oraz jego żołnierzy: Józefa Woźniaka, Idziego Piszczałki, Józefa Sztencla, Feliksa Wawrzynkowskiego, Jana Wawrzynkowskiego, Franciszka Witkowskiego. Raport charakteryzował również część akcji przeprowadzanych przez oddział AK oraz wskazywał na przypadki współpracy milicjantów z niepodległościowym podziemiem. Aresztowani „bandyci” — jak stwierdzano w raporcie — „podają cały szereg nowych pseudonimów i kilka nazwisk”.
Również 13 II 1946 r. stacjonująca w Kępnie grupa operacyjna KBW z Poznania (1+25), dowodzona przez chor. Mieszkowskiego wraz z kilkoma czekistami kępińskiej bezpieki, po otrzymaniu doniesienia od konfidenta, iż zostali zauważeni partyzanci, przeprowadziła obławę w leśniczówce Wilcze Oko. Zanim jednak grupa dotarła na odbywające się w Domasłowie wesele ubowcy, weszli na salę zabaw. Goście i para młoda zostali poddani rewizji. Podczas przeszukania u Jana Muszalskiego został skonfiskowany pistolet P–38. Gospodarz oświadczył, iż jest on własnością milicjanta Jana Pietrzaka. Obaj zostali aresztowani. „Na weselu tym aresztowaliśmy również ob. Szewczyka Mariana, który krzyczał: ‘Niech żyje AK’. Z zabawy tej pojechaliśmy do wyznaczonej nam leśniczówki, gdzie po obstawieniu budynku weszliśmy do środka”, raportował trzy dni później do bezpieki wojewódzkiej w Poznaniu szef kępińskiego UB ppor. Paweł Ładniak. Po wejściu do środka KBW aresztowało 8 ludzi identyfikowanych jako „bandytów z bandy ‘Otta’”: leśniczego Stanisława Lutego i jego córkę Czesławę Luty („usiłowali ukrywać bandytów”) oraz: pochodzących z Weronikopola (gm. Bralin): Józefa Piskułę (uzbrojonego w PPSz; zbiega z „ludowego” wojska); Władysława Piskułę (z pistoletem kal. 9 mm i dubeltówką); mieszkającego w Rychtalu Adama Żymyłkę (z karabinem); mieszkającego w Perzowie Józefa Okonia (bez broni); mieszkającego w Czerminie Edmunda Weszkę (z „Mauserem”); mieszkającego w Gajowej Słupi Feliksa Łożyńskiego (bez broni). Na śledztwo zostali przewiezieni do bezpieki w Kępnie. Komendant tej grupy „prawdopodobnie został zabity przez grupę operacyjną”, raportował do sztabu wojsk wewnętrznych w Warszawie oficer wrocławskiego KBW. 15 II 1946 r. kępińska bezpieka aresztowała również 3 ludzi wydanych przez aresztowanych w leśniczówce. Mieli oni wspomagać partyzantów. Cztery dni później szef kępińskiej bezpieki P. Ładniak nie omieszkał się pochwalić w raporcie do swoich szefów w Poznaniu, iż zlikwidował „nową bandę”.
14 II 1946 r. czekiści grupy „Rychtal” przerwali przeprowadzanie operacji pacyfikacyjnych, oczekując na „wyniki pracy zwiadu i wyniki przesłuchań. Oddziały grupy wysłane wczoraj — raportował o godz. 19.00 dowódca KBW we Wrocławiu płk L. Rubinstein — ujęły jednego współpracownika bandy, pozostałych nie zastano w domu. Opierając się na materiałach dostarczonych przez śledztwo zdjęliśmy jednego z członków bandy przebywającego we Wrocławiu”. Był to Wincenty Kupczak (zwolniony 11 IV 1946 r.). Tego samego dnia we wsi Podbolesławiec oraz w Ostrzeszowie, Rychtalu, Kępnie i Bolesławcu zostały rozlepione, sporządzone na maszynie, ulotki sygnowane „Otto” i „Grom” wzywające do walki z sowieckimi okupantami i polskimi zdrajcami. Czekiści KBW z Wrocławia stacjonowali wówczas w Rychtalu (81 ludzi) oraz wsi Pisarzowice (122 ludzi). „W rejonie zasięgu operacyjnego większych zmian nie ma. W rejonie Syców — Rychtal pracuje nadal zwiad nad wykryciem dalszych członków bandy”, brzmiał raport dzienny. 15 II 1946 r. dowódca KBW we Wrocławiu płk L. Rubinstein raportował, iż we Wrocławiu ubowcy prowadzący śledztwo wobec przekazanych im żołnierzy i współpracowników oddziału „Otta” uzyskali kilka dalszych informacji dotyczących osób wspomagających niepodległościowe podziemie, w tym zamieszkałych na terenie Wrocławia. „Sytuacja w rejonie operacyjnym [grupy „Rychtal”] nie uległa zmianie. Prowadzi się śledztwo i wywiad”. Z 11 osób aresztowanych trzy dni wcześniej w Wodzicznej i Borku po wstępnym śledztwie zwolnionych zostało 7. Również tego samego dnia oddziały grupy KBW „Rychtal” (50 ludzi) w poszukiwaniu żołnierzy AK przeczesały Las Siemieński. Kompleks leśny został podzielony na trzy rejony przydzielone poszczególnym oddziałom. Trzech miejscowych gajowych służyło jako przewodnicy. W lesie oddziały czekistów, prowadzące obławę, nie napotkały nikogo, odkryły jednak trzy bunkry. Znaleźli niewiele: MP–i, dwa granaty i 14 sztuk amunicji. Obława — jak stwierdzał płk L. Rubinstein — „dała słabe rezultaty”. Po zakończeniu akcji punktem zbornym dla trzech oddziałów stał się zachodni skraj wsi Raków. Tego samego dnia inny oddział wydzielony z grupy „Rychtal” wyjechał w teren w celu aresztowania kilku osób wspomagających oddział „Otta”, ujawnianych w czasie śledztwa prowadzonego we Wrocławiu.
W tym samym czasie żołnierze AK przystąpili do akcji ulotowej mającej uświadamiać ludność o charakterze i celach sowieckiego podboju Polski. W nocy z 15/16 II 1946 r. w Grabowie, patrol z oddziału Stanisława Panka rozwiesił ulotki „Głos z lasu”. „Odezwa” nawoływała do walki z Sowietami i ich polskimi kolaborantami (PPR i UB). „My chcemy Polski na zasadach prawdziwej demokracji!!! My nie chcemy osiemnastej republiki. Za co gniją trzy miliony naszych braci na Sybirze???. Polacy!!! Już wybija godzina prawdziwej wolności, zatem pomścimy, kto żyje za broń. Spotka zasłużona kara tych co nas Polaków nazywali bandytami. Za usunięcie owej ulotki grozi kara śmierci przez rozstrzelanie”. Ulotki sygnowane były przez „ppor. Otta” („kierownika Grupy Leśnej”), „kpr. Śmiałego” („komendanta żandarmerii lotnej”) oraz fikcyjnego „generała Bystrego” („Dowódcę DOK 7”). „Z powodu silnego [sic] naklejenia ulotki niemożna było w całości zdjąć, zniszczyłem, tylko odpis zrobiłem”, raportował jeden z niezbyt piśmiennych milicjantów. Tej samej nocy w Bolesławcu ludzie z siatki terenowej AK również rozrzucili ulotki i, jak mówił raport bezpieki, „patrolowali miasto”.
16 II 1946 r. grupa KBW o krypt. „Rychtal” wysłała trzy oddziały (każdy po 16 czekistów) do kilku miejscowości w rejonie Rychtal — Bolesławiec w celu przeprowadzenia aresztowań osób zdekonspirowanych w dotychczasowym śledztwie. Następnego dnia do koszar KBW we Wrocławiu powrócił oddział z grupy operacyjnej „Rychtal”, przywożąc ujętych dzień wcześniej 2 żołnierzy AK wraz z przejętą bronią (MG–42, panzerfaust, PPSz, flower), przejętą podczas rewizji w Kuźnicy Słupskiej. Aresztowani zostali przekazani na dalsze śledztwo do wrocławskiej bezpieki. Tego samego dnia dowódca KBW w Poznaniu ppłk Wołkow raportował, iż „bandyci” z rozbitego oddziału „Otta” „po otrzymaniu kilku dotkliwych ciosów od grup operacyjnych i schwytaniu niemal całego taboru i kilku członków, przeszli na teren województwa kieleckiego i wrocławskiego, gdzie zostaną na nowo przeorganizowani”. Inni, w grupkach liczących 3–5 ludzi ukrywają się na terenie powiatu kępińskiego i powiatów sąsiednich. „Jedna taka grupa w sile 5–ciu ludzi została zlikwidowana przez grupę operacyjną stacjonującą w m. Kępno” (obława w leśniczówce Wilcze Oko). W tym dniu stacjonująca dotychczas w Kępnie grupa operacyjna KBW z Poznania dowodzona przez chor. Mieszkowskiego (1+25) wyjechała do Koła. Do Kępna przybyła z kolei grupa operacyjna poznańskiego KBW dowodzona przez chor. Brigge (1+23). Jej głównym zadaniem było kontynuowanie obławy na ukrywających się we wioskach żołnierzy AK z oddziałów F. Olszówki.
17 II 1946 r. o godz. 19.00 dowódca KBW we Wrocławiu płk L. Rubinstein raportował, iż zwiadowcy nadal „pracują w celu usta-lenia miejsc dyslokacji” oddziału S. Panka, a sztab 12. samodzielnego baonu operacyjnego przygotowuje „plan osaczenia i likwidacji”. Stacjonujące w Pisarzowicach i przeprowadzające stamtąd akcje aresztowań i pacyfikacje oddziały KBW powróciły do miejsca postoju grupy operacyjnej w Rychtalu. Następnego dnia przeprowadzały operacje „celem ujęcia dalszych członków bandy”.
18 II 1946 r. szef wrocławskiej bezpieki ppłk Faustyn Grzybowski, Sowiet, były podoficer NKWD, raportował do ministra „Bezpieczeństwa” Stanisława Radkiewicza: „W toku śledztwa ujawniono jeszcze 50 członków bandy ‘Tartak’, z których część ukrywa się w lasach, a część zamieszkuje na terenie pow. kępińskiego i innych powiatów. Operację w celu zlikwidowania pozostałych członków bandy ‘Tartak’ prowadzi się w dalszym ciągu”. Kilkanaście godzin później na terenie woj. łódzkiego, wrocławskiego i poznańskiego okupacyjne siły sowieckie, wspomagane przez polskich kolaborantów, zostały postawione w stany alarmowe. W nocy oddział AK Wiktora Wójcika „Wilczka” uderzył w bolszewików na stacji kolejowej w Czastarach. W następnych częściach cyklu zostanie zrekonstruowana ta spektakularna akcja, która odbiła się głośnym echem w całej Polsce.
 
kepnosocjum.pl
efkama
#6 Drukuj posta
Dodany dnia 08-09-2010 21:10
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

CZASTARY - PROLOG cz.V

„Bolszewicy niczego tak bardzo się nie boją na świecie – diagnozował znający ich dogłębnie Wilniuk Józef Mackiewicz - jak strzałów, strzałów wśród...ciszy. Oni doskonale rozumieją, jakiego rodzaju moralnym echem odbić się może podobny strzał. Po co utrzymują ten przeogromny aparat policyjny? Największy na świecie. Myślisz, że dla zabawy? Tak sobie przez wrodzony sadyzm, jak to przedstawia naiwna propaganda antysowiecka? Śmieszne? Przez miłość do setek tysięcy enkawudzistów, żeby dać im nieprodukcyjne posady i pensje. Tyle pieniędzy, tyle energii ludzkiej wyrzucić na marne? Niee, mój drogi, on się w takie rzeczy nie bawią! Konkretny strach przed strzałami zmusza ich do tego; zapobieżenie strzałom, niedopuszczenie do nich za cenę tego zawrotnego budżetu policji politycznej! (...). Psychiczne działanie bolszewizmu, jak każde tego rodzaju, wymaga ciszy i skupienia. Nie da się chloroformować pacjenta, gdy ten się rzuca; nie da się hipnotyzować w atmosferze krzyku, hałasu, a tym bardziej huku strzałów (…). Materialne znaczenie strzału sprowadza się jedynie do kawałka ołowiu, który trafia w ciało. Ale huk wystrzału, to jego moralne znaczenie o wiele większe od poprzedniego i niezależne, czy trafił czy chybił. Ba, a przecież tu chodzi o masy. Ty się możesz zbudzić ostatecznie od trzasku wywróconego krzesła, a masy, czym zbudzisz? Tylko strzałem”. Swoimi strzałami żołnierze niepodległościowego podziemia, w tym „Ottowcy”, przez kilkanaście powojennych lat przypominali, iż okupowana przez Armię Czerwoną Polska to coś więcej niż łyżka zupy, wódką zagryzana pajdą chleba z ogórkiem, barłóg w kącie chaty, czy też komunistyczny wiec na pobliskim rynku.
Decyzję o wykonaniu akcji odwetowej na bolszewikach (za śmierć Franciszka Olszówki) miał podjąć podczas kwaterunku w Bolesławcu w mieszkaniu Wacława Pisuli „Sęka” dowódca oddziału Stanisław Panek „Rudy” 17 II 1946 r. w godzinach wieczornych. Dzień wcześniej dowiedział się o zabiciu przez czekistów KBW komendanta. Również dzień wcześniej, wg zeznań Romana Roszowskiego „Wiarusa”, miała nastąpić nastąpiła zmiana pseudonimów: Stanisław Panek „Rudy” (na „Huragan”); Wiktor Wójcik „Wilczek” (na „Wicher”); Roman Roszowski otrzymał ps. „Wiarus”; Edward Szemberski „Lwowiak” (na „Śmigus”); Mirosław Skiba otrzymał ps. „Przylepka”; Stefan Urbański „Masarz” (na „Podbiteoczko”); Wacław Pisula „Sęk” (na „Pieprzyk”); Stanisław Pałka „Prędki” (na „Propagandzista”); Zygmunt Tomaszewicz „Jajkarz” (na „Elegancik”); Stanisław Chabrzyk „Burza” (na „Ostry”). „Od dnia 16 II wymiennie nosili nowe pseudonimy”, zeznawał R. Roszowski.
Komendant oddziału. S. Panek, w czasie akcji pozostawał w Bolesławcu i Wiewiórce. Nie wzięcie udziału w tej akcji źle świadczy o dowódcy. Wysłał swoich ludzi do wykonania niebezpiecznego zadania sam pozostając na kwaterze. Przed samą akcją jedna z drużyn podjechała rowerami i bryczką do Ździar na wiejską zabawę. Następnie pojechali do Czastar również na potańcówkę, aby zorientować się czy nie przebywają tam pepeerowcy, ubowcy i milicjanci. W tej ostatniej miejscowości w celu zapewnienia bezpieczeństwa akcji sprawdzeni wszyscy zostali wszyscy jej uczestnicy. Żołnierze AK szukali przede wszystkim ubowców. ’Wilczek’ [Wiktor Wójcik] kontrolował mężczyznom dokumenty gdyż było podejrzenie, że jest ktoś z UB, a skoro nie znaleziono nikogo, więc kazał ‘Wilczek’ bawić się nadal”. Krótkie przemówienie, wg zeznań Ireny Tomaszewicz, wygłosił Stanisław Pałka „Prędki”: „[Wzywał do] walki o Polskę, [mówił], że nieprawdą jest, że zabito ‘Otta’, że jest dzielny ‘Rudy’ (…), ‘Bezpieczeństwu’ śmierć, wystrzelił trzy razy”. Z kolei wg zeznań Romana Roszowskiego miało brzmieć następująco: „Przyjdzie chwila, że wojska rosyjskie zostaną wycofane z Polski, AK przystąpi do tworzenia rządu, ‘Bezpieczeństwo’ jako urząd będzie zwalczone [zlikwidowane]. Na zakończenie z inicjatywy ‘Prędkiego’, odśpiewano Rotę”. Z kolei Roman Roszowski „Wiarus” zeznawał: „’Rudy’ i ’Wilczek’ dał rozkaz mnie i ‘Fryzjerowi’ postarać się o wóz i dwa konie, bo chcą jechać do Czastar w celu zatrzymania pociągu idącego po trasie Poznań – Kraków. Rozkaz wykonaliśmy. Konie i bryczkę wzięliśmy z młyna od Kowalskiego (…). przyjechaliśmy przed cukiernię [w Bolesławcu] i zameldowaliśmy, że furmanka gotowa do odjazdu. ‘Rudy’ dał rozkaz wyjeżdżać do Czastar ‘Wilczkowi’, który dowodził (…). ‘Rudy’ pozostał w Bolesławcu w mieszkaniu Koszowskiego wraz z Liniewiecką Zofią, po czym jak mówił ‘Wilczkowi’ w naszej obecności będzie czekać na powrót z napadu na pociąg w Czastarach u gospodarza [Mikołaja] Żurka [w Wiewiórce]” Jego podkomendni wyjechali rowerami oraz zabraną furmanką (bryczką). Furmanem do wsi Czastary był kuzyn Roszowskiego, Stefan Glądała, ze wsi na stację inna osoba (NN).
W nocy z 17/18 II 1946 r. na stacji kolejowej w Czastarach (linia między Wieluniem a Kępnem; magistrala Poznań - Katowice), ok. godz. 2 dwie niepełne drużyny wydzielone z oddziału zabitego komendanta zajęły stację kolejową. Godzinę wcześniej rozpoznanie przeprowadzili Edward Szemberski „Lwowiak” i Edward Gruszka „Golarz”. Wrócili do „Wilczka” z rozkładem jazdy pociągów. Pracownik stacji kolejowej w Czastarach Władysław Młynarczyk zeznawał: „Przyszło dwóch osobników (…). Byli uzbrojeni i umundurowani. Broń trzymali w pogotowiu. Jeden z nich zapytał się czy nikt nie telefonował ze stacji do Urzędu Bezpieczeństwa na co odpowiedziałem, nie. Następnie poprosili o rozkład jazdy pociągów, dałem im i po chwili odeszli”. W odległości ok. 3 km, w Sokolnikach, znajdował się posterunek milicji.
Akcją dowodził wspomniany Wiktor Wójcik „Wilczek”, jeden z dowódców pododdziałów u „Otta”. Brak dotychczas bliższych informacji o jego życiorysie. Miał pochodzić z Łęki Opatowskiej. Wg zeznań aresztowanych uczestników zamachu na pociąg, oprócz „Wilczka” w akcji uczestniczyli: Roman Roszowski „Wiarus”; Edward Szemberski „Lwowiak”; Stanisław Gibek „Piekarz”; Zygmunt Tomaszewicz „Jajkarz”; Wacław Pisula „Sęk”; Edward Gruszka „Golarz”; Wacław Pisula „Pieprzyk”; Roman Sójka „Dudek”; Stanisław Pałka „Prędki”; Mirosław Skiba „Przylepka”; Józef Morga „Gajowy”; Stefan Urbański „Masarz” („Rzeźnik”); Władysław Strzelczyk „Władek”; Irena Tomaszewicz „Danka”; Helena Motyka „Dziunia”; NN krawiec z Chruściny; NN „Leszek” (z Pomorza). Akcja miała być spektakularna: za śmierć komendanta 10 zabitych bolszewików. Miała być też zbrojną demonstracją sił podziemia niepodległościowego. Był to jeszcze czas, kiedy oddziały Polski Podziemnej potrafiły skutecznie walczyć z NKWD, czerwonoarmistami oraz rodzimymi formacjami kolaboracyjnym. Żołnierze byli umundurowani zgodnie z regulaminem Wojska Polskiego, z założonymi na znak żałoby po zabitym komendancie czarnymi opaskami na rękawach, przybyli od strony zachodniej (m. Bolesławiec) na stację dwoma furmankami oraz rowerami. Wśród nich byli także żołnierze ubrani po cywilnemu mający za zadanie jako „podróżni” zaskoczyć i zająć dyżurkę. Uzbrojenie oddziału stanowił rkm, automaty (MP-i, PPSz), pistolety, granaty. Pod osłoną nocy weszli do budynku stacyjnego. Roman Roszowski zeznawał: „O godz. 1.30 na rozkaz ‘Wilczka’ pojechaliśmy na stację. ‘Danka’, „Dziunia’, Szemberski poszli do zawiadowcy stacji, a ja i pozostali pozostaliśmy [na krótko] przy furmance”. Na zewnątrz wystawione zostały warty. Wejścia strzegła Helena Motyka „Dziunia” oraz Irena Tomaszewicz „Danka”.
Po wejściu na stację żołnierze zrewidowali i zatrzymali na czas akcji kilku podróżnych. Na stacji przebywali dyżurny ruchu Władysław Młynarczyk i zawiadowca Jan Jeziorny. „Do dyżurki weszło dwóch cywilnych [w tym Wiktor Wójcik „Wilczek”] uzbrojonych w rewolwery i oświadczyli, że nikomu nie wolno wychodzić i pytali za ile minut nadejdzie pociąg i czy pociągiem tym będą jechali sowieci, na co zawiadowca stacji powiedział, że nie wie czy jeżdżą w nocy wojska, gdyż wagony są nieoświetlone i przeto nie widzi, kto jedzie”. Roman Roszowski w śledztwie mówił: „Z zabawy [w Czastarach] wymknął się nieznany mi człowiek, widząc to ‘Wilczek’ polecił [Edwardowi] Szemberskiemu i ‘Fryzjerowi’ dowiedzieć się czy na stacji nie są uprzedzeni o naszym pobycie w wiosce. Po upewnieniu się wszyscy przygotowywali się do wyjazdu na stację. O czym rozmawiali z zawiadowcą stacji nie wiem do teraz, ale przed nadejściem pociągu ‘Wilczek’ dał rozkaz: ‘rozstawcie się na peronie’, mnie zaś powiedział: ‘stój z rkm-em obok pociągu’. Wszyscy czekaliśmy przyjścia pociągu. Po chwili pociąg przybył. Na peronie oprócz mnie nie było żadnych pasażerów, bo obecni na stacji usunęli się”. Przy furmance pozostał jeden z podkomendnych. Wspomniany kuzyn Romana Roszowskiego został we wsi Czastary.
„Wilczek” rozkazał podkomendnym zatrzymać kilku znajdujących się podróżnych w poczekalni. Jeden z żołnierzy wraz z dyżurnym ruchu mieli udać się do maszynisty w celu zatrzymania składu na stacji aż do zakończenia akcji. W tym czasie pozostali żołnierze mieli dokonać przeszukania pociągu w celu identyfikacji bolszewików. Irena Tomaszewicz mówiła potem ubowcom: „’Wilczek’ zarządził wyjazd na stację, powiedział, że gdy będzie szedł pociąg i jak będą Rosjanie należy strzelać. Przyjechaliśmy na dworzec, poczekaliśmy 15 minut, następnie ‘Wilczek’ dał każdemu instrukcje, co ma robić, a wszyscy domagali się strzelania Rosjan. ‘Wilczek’ kazał dyżurnemu ruchu (wysoki, szczupły, lat około 40) zadzwonić do Podzamcza czy nadchodzący pociąg będzie oświetlony, czy też nie, dyżurny dzwonił, ale nie wiedzieli”. Była to pierwsza i ostatnia tego typu akcja żołnierzy F. Olszówki. Zbiegła się z dużą, uruchomioną po śmierci „Otta”, operacją pacyfikacyjną sił komunistycznych zmierzającą do rozbicia oddziałów Polski Podziemnej, działających w rejonie Kępna, Wielunia i Sycowa.
 
kepnosocjum.pl
efkama
#7 Drukuj posta
Dodany dnia 09-09-2010 19:53
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

CZASTARY - ODWET cz.VI

Żołnierze „Wilczka” bez problemów zajęli stację kolejową Czastary. 18 II 1946 r. o godz. 2.13 na stacji został zatrzymany przez zawiadowcę Jana Jeziornego pociąg nr 33 relacji Poznań – Kraków. Jeden z partyzantów wspólnie z dyżurnym ruchu Władysławem Młynarczykiem udali się do maszynisty polecając, aby nie ruszał składu bez rozkazu. Ten ostatni, gdy rozpoczęła się strzelanina schronił się do wagonu bagażowego. Akcja odbywała się pod osłoną nocy, w mrozie i dużym śniegu. W wagonie wojskowym znajdowali się zdemobilizowani lub urlopowani bolszewicy, w tym oddelegowani do „ludowego” wojska, zarówno oficerowie, podoficerowie, jak i szeregowcy. Byli też czekiści „wojsk wewnętrznych”. Wystawiony na peronie dworca przez Romana Roszowskiego „Wiarusa” karabin maszynowy skutecznie zabezpieczał wagony przed ewentualną próbą obrony składu.
Większość żołnierzy „Wilczka” brała udział poszukiwaniach w wagonach bolszewików. O godz. 2.20 do wagonu służbowego weszło dwóch jego żołnierzy. „Wszyscy uzbrojeni w automaty, pistolety oraz granaty ręczne”, zeznawali potem kolejarze. Konwojenci składu, Jan Link i Antoni Kawicki, zostali rozbrojeni. Jeden z żołnierzy pozostał w tym wagonie. Pilnował ich. Część żołnierzy otoczyła skład, inni weszli do pociągu pozorując początkowo kontrolę dokumentów, przeprowadzaną przez „ludowe” wojsko. Uczestnik tej akcji, Edward Szemberski „Lwowiak”, w śledztwie mówił: „Wszystkich żołnierzy polskich wyprowadzono na poczekalnię i tam byli odwróceni tyłem pod strażą, było ich około 40 [faktycznie tylko kilkunastu]”. Czekali tam na zakończeniu akcji wraz z kilkoma podróżnymi.
Rekonstrukcję wypadków w samym pociągu możemy przeprowadzić w oparciu o relację podróżujących nim wojskowych. Przytoczmy tutaj ich zeznania, składane zaraz po tych wydarzeniach. Polak, Leon Snopek z „ludowej”, Oficerskiej Szkoły Artylerii w Toruniu: „Na stacji obudził mnie jeden kolejarz, który skierował się z latarką do drzwi. W tym momencie usłyszałem strzelaninę wewnątrz pociągu, podszedłem do okien popatrzeć co się stało. Podchodząc do okna zobaczyłem ogólne zamieszenie tj. jacyś cywile biegali tam i na zat. W wojskowym wagonie słychać było strzały”. Rosjanin Wasyl Baranow, zdemobilizowany czerwonoarmista: „Widząc, że w wagonie rozstrzeliwują Rosjan, kiedy bandyta wszedł do wagonu, gdzie ja się znajdowałem obok niego, prześlizgnąłem się i wyskoczyłem w kierunku jazdy pociągu (…). Ukryłem się w lesie. W lesie spotkałem kilku ludzi, którzy także uciekli z pociągu do lasu”. Wspomniany Leon Snopek: „W pewnej chwili usłyszeliśmy, że po korytarzu naszego wagonu [wojskowego] ktoś biegnie, porucznik [sowiecki] wtedy wstał i mimo mojego ostrzeżenia, odsunął drzwi i wyjrzał na korytarz. W tym samym momencie podbiegł do niego jakiś wojskowy i zapytał go czy jest Polakiem. Wtedy porucznik odpowiedział coś w języku rosyjskim, po czym padł strzał oddany przez owego wojskowego, który zadał pytanie porucznikowi. Porucznik po wystrzale przewrócił się na ławkę w przedziale, po czym stoczył się na podłogę, wtedy ów wojskowy złapał porucznik za nogi i wyciągnął na korytarz wagonu. Po czym pobiegł do następnego wagonu i tam również było słychać strzały., ale czy tam kogoś zabito tego nie wiem. Po pewnym czasie przybyło tam więcej wojskowych i wyrzucono porucznika przez okno. Obok porucznika leżał drugi zabity oficer sowiecki, którego również wyrzucono na peron (…). Widziałem, że wyciągnięto na peron dworca cztery trupy”. Ukrainiec, żołnierz sowiecki, Platon Klemenko: „Sześciu ludzi z bronią w rękach chodziło po wagonach i wyciągało żołnierzy i oficerów polskich i rosyjskich i rozstrzeliwali koło pociągu (…). Dokumenty i umundurowanie [zabierali] (…). Chcieli i mnie rozstrzelać, ale uciekłem”. Polak, Czesław Wojman, czekista „wojsk wewnętrznych” (2. samodzielna kompania z Bydgoszczy): „Razem z ppor. nazwiska którego nie znam, niedawno przybył do naszego oddziału i wykonywał obowiązki felczera, wsiedliśmy do pociągu, który jeździł z Poznania do Katowic. Ten podporucznik jechał do Katowic po żonę i ja miałem przywieźć mu rzeczy. Około drugiej w nocy pociąg stanął, słychać było wystrzały. Podporucznik, który położył się spać na górnej półce skoczył przez okno [do okna] i chciał zobaczyć, kto strzela. W tym czasie do przedziału weszło dwóch ludzi w polskiej woskowej formie, uzbrojeni w automaty i pistolety i zwracając się do podporucznika, spytali go: ‘Ty Polak czy Rosjanin?’, na co on odpowiedział ‘no co ty’, po rosyjsku, wtedy jeden z nich wystrzelił w podporucznika, który upadł i w leżącego oddał kilka strzałów. Po tym obszukali go, wzięli polową torbę, pistolet, a jego wyrzucili przez okno. Po tym zastrzelili jednego wojskowego z Armii Czerwonej. Odebrali nam wszystkim broń i mnie też zabrali automat PPSz i 72 naboi. Jak opowiadali żołnierze z drugich wagonów oficerom Polakom kontrolowali dokumenty i odbierali broń, a żołnierzom odbierali broń i naboje, lecz dokumentów u nich nie kontrolowali (…). Po zakończeniu napadu słyszałem jak rozkazywali: ‘Sprawa skończona, można puścić pociąg’”. Rosjanin, Włodzimierz Uralski, zdemobilizowany z sowieckiego wojska: „Usłyszałem kilka strzałów w drzwiach wagonu (…). Znajdowałem się w przedziale wagonu. W wyniku oddanych strzałów zostali zabici por. Matwiejew i ppor. Muchin Serafin. W momencie przerwania strzelaniny przez bandytów wyskoczyłem przez okno z wagonu. Za mną wyskoczył podporucznik, nazwiska nie znam. Ja i ten podporucznik ukryliśmy się w lesie, gdzie pozostaliśmy około 30-40 minut i wtedy gdy pociąg ruszył ja zdążyłem wskoczyć na pociąg, a podporucznik został i dalszy los nie jest mi wiadomy”. Rosjanin, Borys Biriukow: „Usłyszałem serię z automatu w sąsiednim przedziale , gdzie jak się później okazało zostali zabici porucznik Matwiejew Bazyli s. Iwana i por. Muchin Serafin s. Piotra. Jak się tylko dało słyszeć serię z automatu w naszym przedziale podniósł się szum i nikt nie mógł zrozumieć co się stało. W tym czasie do naszego przedziału wszedł nieznany jegomość w polskim mundurze wojskowym trzymając w prawej ręce pistolet TT, a na ramieniu pełnej gotowości automat PPSz, który głośno krzyknął po polsku: ‘wszyscy Rosjanie wychodzić na peron’”. Rosjanin, odkomenderowany do „ludowego” wojska: Aleksiej Abalichin: „Jeden z nich, uzbrojony, wskoczył do pociągu do naszego przedziału i oddał strzał z ręcznej broni – pistoletu lekko raniąc mnie w szyję. Po oddaniu strzału rozkazał wszystkim wyjść na prawo z wagonu, w tym czasie ja wyskoczyłem przez okno w przeciwną stronę w las (…). Po blisko godzinnym przebywaniu w lesie podszedłem do następnej stacji. Nazwy której nie znam, skąd wróciłem się pociągiem do m. Czastary, na której zobaczyłem leżących zabitych kpt. Własenko Michała, szer. Owczarenko Grzegorza. Kpt. Michalina i plut. Miszyna nie widziałem”. Rosjanin, Nikołaj Michalin, także przydzielony do komunistycznego wojska: „Zostałem raniony [przy wyprowadzaniu bolszewików z pociągu] i upadłem na peron koło wagonu. Obok mnie stał ręczny karabin na peronie, ja twarzą do ziemi. Do mnie podszedł jeden bandyta i przewrócił mnie i zaczął obszukiwać, przy czym wziął moje dokumenty”.
Z kolei raport Służby Ochrony Kolei informował bezpiekę, znacznie wyolbrzymiając liczebność żołnierzy „Wilczka”: „W międzyczasie rozpoczęła się strzelanina trwająca około 20 minut. Po ustaniu strzałów strażnicy [?] wyszli na peron, gdzie zauważyli ustawiony w kierunku pociągu karabin maszynowy oraz około 100 [sic] uzbrojonych w mundury [sic] wojska polskiego osobników. Przy wagonie wojskowym ze składu tego pociągu leżało około 10-ciu zabitych żołnierzy radzieckich”. Trupy zostały pozostawione na stacji. Jeden leżał koło semafora ok. 700 m od peronu. Rannych zostało dwóch Sowietów.
Po zakończeniu, trwającej niecałą godzinę, akcji odwetowej żołnierze AK oddali konwojentom karabin bez amunicji i odprowadzili ich do wagonu służbowego. „Wilczek” wydał rozkaz do odjazdu pociągu. Skład odjechał w kierunku Krakowa. Na stacji Tarnowskie Góry konwojenci, wraz z funkcjonariuszem SOK Józef Gawilkiem zabezpieczyli wagon wojskowy. W Krakowie wagon został przekazany sowieckiej Komendzie Miasta. Grupa czerwonoarmistów (kpt. Turenko, ppor. Gubin, ppor. Dzieriw, por. Szernikow) wraz ze wspomnianym J. Gawlikiem przeprowadzili lustrację wagonu. Stwierdzili postrzelane okna, drzwi i ściany, liczne ślady krwi. Ubowcy przybyli do Czastar dopiero następnego dnia rano ok. godz. 9–10.
 
kepnosocjum.pl
efkama
#8 Drukuj posta
Dodany dnia 09-09-2010 19:55
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

CZASTARY - ODSKOK I ZDRADA cz.VII

W godzinach rannych 18 II 1946 r. do Czastar wspólnie z ubowcami dotarła kilkuosobowa grupa wojskowych sowietów. W czasie akcji zdołali zbiec z pociągu i schronić się w lesie. Zawiadowca stacji Jan Jeziorny, wykonując rozkaz Wiktora Wójcika „Wilczka”, zawiadomił Służbę Ochrony Kolei o akcji dopiero po upływie dwóch godzin od czasu wycofania się oddziału. „Nad ranem nadałem telefonogram do Kępna i Wielunia i podałem przebieg wypadków na stacji Czastary. Następnie przyjechał SOK z Kępna, MO [z] Sokolnik i UB z Wielunia. Rozpoczęły się przesłuchania i badania”. Wspomniany Sowiet Borys Biriukow zeznawał: „Pojechaliśmy na miejsce wypadku, gdzie ja zobaczyłem trupy zabitych pilnowane przez polską milicję kolejową. Dwa trupy poznałem tj. por. Matwiejewa i ppor. Muchina. Wszystkie trupy były rozebrane do bielizny, a szeregowiec Obolkin rozpoznał dwóch żołnierzy zabitych, którzy służyli z nim w jednej jednostce. Polska milicja powiedziała mi, że mają przyjechać na miejsce wypadku dwie komisje, jedna [sowiecka] z Łodzi, druga [polska] z Tarnowskich Gór”. Na podstawie zeznań dwóch kolejarzy z Czastar ubowcy ustalili, jak raportowała kępińska bezpieka, iż żołnierze z czarnymi opaskami na rękawach to oddział „Katyń”, będący do niedawna „pod dowództwem ‘Otta’, który został zabity przez pewnego majora z WBW Wrocław”.
Zgodnie z dyspozycją NKWD, jak czytamy w raporcie, „trupy dziesięciu rozstrzelanych dostarczono z Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, pow. Wieluń do [koszar garnizonu sowieckiego w] Łodzi (…). Tożsamość [części] trupów nie można ustalić, ponieważ dokumenty z trupów zostały zabrane”. Zwłoki trafiły do dyspozycji sowieckiej prokuratury wojskowej. Dokumenty znajdujące się przy czterech zabitych wskazywały, iż byli to: Iwan Pawłow (szofer radiolokacji 148. pułku gwardyjskiego specjalnego przeznaczenia); Iwan Antipow (starszy sierżant radiolokacji również z tego pułku); Grzegorz Owczarenko (szofer dywizjonu moździerzy oddelegowany do „ludowego” wojska); Iwan Szczygarow (16. dywizjon samobieżnej artylerii 13. DP „ludowego” wojska). Po odskoku żołnierzy „Wilczka” ze stacji nad ranem dwóch rannych bolszewików zostało przewiezionych do szpitala w Kępnie. Starszy sierżant zmarł, „kapitan [Mikołaj Miszyn] walczy ze śmiercią”, raportowali ubowcy. Ten ostatni raniony w brzuch również zmarł zanim został poddany operacji. Milicja z Wielunia przeprowadziła w tym czasie nieskuteczny pościg w kierunku na Bolesławiec.

Podczas akcji w Czastarach żołnierze AK zdobyli 4 automaty i 2 pistolety. Odjechali ze stacji na dwóch furmankach i rowerach. Jedna grupa żołnierzy dojechała furmanką za m. Bolesławiec zatrzymując się w jednej z tamtejszych wsi. Druga grupa dowodzona przez „Wilczka” (Helena Motykówna, Roman Roszowski, Edward Szemberski) odskoczyła zgodnie z rozkazem dowódcy, Stanisława Panka furmanką do wsi Czastary. Od jednego z gospodarzy wzięli drugą z podwód wraz z woźnicą. Zabrali także pozostawionego przed akcją we wsi Stefana Glądałę i udali się do pobliskiej Wiewiórki. W czasie drogi rozmawiali o akcji przy niezidentyfikowanym jeszcze furmanie. Okazał się zdrajcą. Oddział na furmance wziętej z Bolesławca podjechał pod zabudowania Żurków. Znali ten teren i wieś dobrze. Kilka dni wcześniej przebywali przed dwa dni w tej miejscowości także na kwaterach (u kilku gospodarzy). „W piątek 15 II – zeznawał tydzień później już przed ubowcami Roman Roszowski – [Stanisław Panek] ‘Rudy’ przydzielił nam mieszkania [w Wiewiórce]. Ja byłem u gospodarza Krzemińskiego ze Skibą Mirosławem. ‘Rudy’, ‘Wilczek’, [Edward] Szemberski, którego wówczas polubił ‘Rudy’, [Irena Tomaszewicz] ‘Danka’ i [Helena Motykówna] ‘Dziunka’ byli razem u Krzemińskiego Władysława, brata gospodarza, gdzie już kwaterowałem”. Tam też przed wyjściem na akcję S. Panek wypłacił żołd żołnierzom oraz przydzielił po 20 sztuk papierosów.
W Wiewiórce, w położonym na uboczu gospodarstwie Mikołaja Żurka zajęli kwatery na noc. Czekał tam na nich S. Panek. „Wilczek” zdał raport z przebiegu akcji. Zjedli podane przez gospodarza śniadanie i położyli się spać. „Zaraz po przyjeździe do Wiewiórki ’Wilczek odprawił furmana z Czastar do domu”, zeznawał jeden z podkomendnych. Za błąd S. Panka, dowodzącego tak samo młodymi jak on, niedoświadczonymi w walce partyzanckiej żołnierzami, zbyt bliskiego odskoku pod tak spektakularnej akcji, cała prawie grupa (z wyjątkiem „Danki”), zapłaciła życiem. Wyjście ze wsi na akcję i powrót do tej samej miejscowości, w której żołnierze ci byli doskonale znani jak oddział AK doprowadziło do śmierci kilku ludzi i aresztowań kilkudziesięciu mieszkańców. Akcja postawiła w stany alarmowe nie tylko polskie formacje kolaboracyjne, bezpiekę, „wojska wewnętrzne” i milicję, ale również jednostki NKWD i pododdziały ACz. Operacja pościgowa musiała, wraz z wcześniejszymi działaniami pacyfikacjami, przybrać ogromne rozmiary, również o charakterze odwetowym, wobec miejscowej ludności. I tak się też stało. Również puszczenie wolno furmana znającego miejsce kwaterunku było karygodnym błędem „Wilczka”
Kilka godzin po akcji w Czastarach, 18 II 1946 r. w godzinach rannych, w Wiewiórce, żołnierze AK kwaterujący w domu Mikołaja Żurka zostali otoczeni przez dowodzoną przez por. Jana Biskupa grupę czekistów 11. pułku „wojsk wewnętrznych” z Wrocławia (6+50). Był to oddział wydzielony z grupy operacyjnej „Rychtal”. Tych samych, którzy tydzień wcześniej zabili Franciszka Olszówkę „Otta”. Nie mieli żadnych szans z dziesięciokrotną przewagę atakujących. Czekiści nocowali na posterunku milicji kilka kilometrów od Bolesławca. Do Wiewiórki przyjechali samochodami. Miejsce postoju żołnierzy „Wilczka” wydał zatrzymany przez patrol tej grupy koło Bolesławca na drodze wspomniany furman odwożący podwodą uczestników akcji. Po zatrzymaniu doprowadził on grupę pod zabudowania rodziny Żurków. Na godzinę przed szturmem z gospodarstwa wyjechał rowerem S. Panek. Udawał się do miejsca kwaterunku drugiej grupy. Raport „wojsk wewnętrznych” stwierdza: „W nocy z dnia 17/18 II 1946 patrol nasza [sic] ujęła podejrzanego osobnika jadącego furmanką. Z zeznań zatrzymanego wynikało, że odwoził on bandytów po dokonanym przez nich napadzie w m. Czastary do meliny i wskazał melinę. Natychmiast wysłana została grupa operacyjna w sile 50 ludzi do wsi Wiewiórka, gdzie ukrywali się bandyci. Nad ranem wojsko otoczyła budynek zajmowany przez bandę. Bandyci spostrzegłszy otaczających dom żołnierzy otworzyli ogień, na co grupa również [sic!] odpowiedziała ogniem i grantami. Walka trwała około 40 minut po czym ogień ustał”. Ustalenie personaliów zdrajcy – furmana wymaga jeszcze przeprowadzenia dalszych badań źródłowych. Przebieg walki w Wiewiórce zostanie przedstawiony w następnej części
 
kepnosocjum.pl
efkama
#9 Drukuj posta
Dodany dnia 15-09-2010 14:14
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

WIEWIÓRKA - WALKA cz.VIII

Obława przeprowadzona w godzinach rannych 18 II 1946 r. we wsi Wiewiórka, w gospodarstwie Mikołaja Żurka, miała miejsce, jak wspomniano, w wyniku zatrzymania przez grupę operacyjną „wojsk wewnętrznych” z Wrocławia furmana podwożącego na kwatery żołnierzy Wiktora Wójcika „Wilczka” pod akcji odwetowej przeprowadzonej w Czastarach. Furman okazał się zdrajcą. Przytoczmy dalej obrazy tej walki wyłaniające się z zachowanych do dzisiaj dokumentów wytworzonych przez komunistyczny aparat terroru, w tym zeznania aresztowanych tam żołnierzy Polski Podziemnej.
Roman Roszowski „Wiarus” mówił na przesłuchaniu: „Zasnęliśmy. Po godzinie przyszedł [Tadeusz] syn [Mikołaja] Żurka i zięć jego, obudzili nas, mówiąc: ‘Jesteście okrążeni, wojsko po was przyjechało’. W pośpiechu ubieraliśmy. ‘Wilczek’ krzyknął do broni, o i uczyniliśmy. ‘Wilczek’ chwycił automat niemiecki Bergman i automat rosyjski PPSz, [Edward] Szemberski też PPSz, a ja niemiecki rkm i szybko udaliśmy się na strych. Stąd ‘Wilczek’ pierwszy strzelał z okienka (…). ‘Danka’ nie była na strychu, bo została ranna w lewą nogę (…). Na dole zauważyłem, jak ‘Wilczek’ [po zbiegnięciu na dół] puścił serię z mieszkania przez szybę w podwórze, gdzie stali żołnierze, po czym przeszedł do drugiego pokoju, gdzie został zastrzelony. Ja, Szemberski, Żurek, jego zięć i syn z ranną ręką uciekliśmy do piwnicy, aby się ukryć. Za chwilę, gdy walka ustała, wyszli z piwnicy, mówiąc do żołnierzy ‘panowie nie strzelajcie poddajemy się’”.
Z kolei Helena Motyka „Dziunia” mówiła ubowcom: „W godzinę po wyjeździe [Stanisława Panka] ‘Rudego’ przyszło wojsko okrążyło dom, w którym odpoczywaliśmy. ‘Wilczek’ zaczął się ostrzeliwać z góry, a reszta przeszła do następnego pokoju i tak nas zastało wojsko. ‘Wilczka’ zabito w czasie strzelaniny”.
Przesłuchiwany Edward Szemberski „Śmigus” zeznawał: „Ktoś z domowników dał znać, że przyjechało auto z wojskiem, więc pozrywaliśmy się zaczęliśmy uciekać na strych, to znaczy ja, Roman Roszowski ‘Wiarus’, [Wiktor Wójcik] ‘Wilczek’ i Helena Motyka ps. ‘Dziunia’. Roman Roszowski ustawił rkm i chciał strzelać, lecz karabin mu się zaciął, więc strzelał tylko ‘Wilczek’ z pepeszy, a później z Bergmana, a skoro zauważył, że ktoś jest już w domu, więc strzelił z góry i zabił wojskowego podporucznika, a później zauważyłem już schodząc z góry zabitego ‘Wilczka’ roztrzaskanego na twarzy, ja w tym momencie zostałem ranny w ucho i ‘Dziunka’ w nogę w chwili, gdy była na strychu, później widząc sytuację beznadziejną powiedziałem gospodarzowi, aby wyszedł do wojska i dał znać, że my się poddamy, gospodarz wyszedł, za chwilę wojsko weszło i nas wszystkich zabrali. ‘Dankę’ zabrali z pokoju, gdyż ona tam była, co było z ‘Rudym’ to nie wiem, gdyż miał wyjechać przed naszym zabraniem, tak mi mówiła Helena Motykówna w chwili, gdy miało wejść wojsko do mieszkania, ‘Danka’ powiedziała, aby się strzelać z pistoletów [popełnić samobójstwo], lecz ‘Dziunka’ odmówiła”.
Badana przez ubowców Irena Tomaszewicz tak charakteryzowała wydarzenia oraz uzbrojenie towarzyszy walki: „Ktoś z domowników zaalarmował, że przyjechało wojsko, myśmy się pozrywali i ‘Wilczek’ zaczął strzelać, a Roman Roszowski ustawił rkm i zaczął [także] strzelać, wystrzelał jedną taśmę, gdy założył drugą zacięła mu się, co było dalej tego nie wiem, widziałam jak wpadł do pokoju, gdzie ja byłam ‘Lwowiak’ i był już ranny, a ‘Dziunka’ w drugim pokoju leżała na łóżku już ranna, widziałam zabitego ‘Wilczka’. Wtedy ‘Lwowiak’ pyta się, co robić, powiedziałam, aby on czy gospodarz dał znać wojsku, że chcemy się poddać. Wówczas Żurek wyszedł przed dom i zaraz wojsko weszło i nas zabrało. Przy drzwiach widziałam porucznika wojskowego zabitego, miał go zabić ‘Wilczek’. Wówczas złożyliśmy broń, miałam pistolet kal. 7 mm bez amunicji, Roszowski Roman jeden rkm i dwie taśmy z amunicją, jeden karabin i pistolet P-38 kal. 9 mm, Szemberski Edward ps. ‘Lwowiak’ miał automat PPSz i pistolet kal. 9 mm P-38. Motykówna Helena ps. ‘Dziunia’ miała dwa pistolety kal. 7 mm z amunicją i jeden automat MP-40, ja miałam też taki sam. ‘Wilczek’, którego zabito, zostały przy nim dwa pistolety FN kal. 9 mm, 15-strzałowy i drugi TT, granaty, nie wiem ile i jeden [rkm] Bergman, prócz tego został jeden Bergman ‘Rudego’ i PPSz które zabraliśmy z pociągu, ale ile ich było nie wiem. Po skonfiskowaniu tej broni wojsko zabrało nas do Bolesławca”.
Z kolei czekista „wojsk wewnętrznych” chor. Józef Kubicki wskazuje na informacje przekazane przez człowieka pomagającego Żurkom w prowadzeniu gospodarstwa: „Por. Michałowski i chor. Czajkowski na pierwsze strzały znaleźli się koło wejścia do domu, gdzie rozmawiali z parobkiem gospodarza [Mikołaja] Żurka, od którego dowiedzieli się, że bandyci są w domu”.
Inny z czekistów strz. Jan Ciechoński tak relacjonował tą obławę: „Stanęliśmy na szosie 100 m od zabudowań gospodarza [Mikołaja] Żurka, którego dom został wskazany przez cywila [furmana] jako dom noclegu bandy. Następnie dostaliśmy rozkaz od kpt. Biskupa zejść z aut o dom okrążyć, co też uczyniliśmy zajmując każdy swoje stanowisko. Jak zauważyłem pierwsze strzały pasły z dachu i walka trwało około 40 minut. Po wydanym rozkazie do kpt. Biskupa, by ogień przerwać, przestaliśmy strzelać, na skutek czego bandyci poddali się. Zajmując stanowisko za domem, gdy wszedłem na podwórko, zobaczyłem podchodzących żołnierzy do mieszkania, co ja też uczyniłem i w tym momencie zauważyłem leżącego na ziemi ppor. [Zygmunta] Bargiela, który został zabity”. Wspomniany wyżej czekista w czasie szturmu usiłował wtargnąć do wnętrza. Miał dostać serię z rkm-u „Wilczka”. Posuwający się za nim rkm-ista KBW nazwiskiem Kawka oddał serią zabijając „Wilczka”. Ranny został także czekista inny czekista, kpr. Henkiel. Walka trwała około pół godziny. Niespodziewana obława, przewaga liczebna atakujących, śmierć swojego dowódcy i ranienie obrońców, spowodowały poddanie się żołnierzy AK.
W gospodarstwie Żurków w Wiewiórce zostali wówczas aresztowani: pochodzący z Tarnopolskiego (Złoczów) Edward Szamberski „Śmigus”, były milicjant, do oddziału „Otta” wstąpił w pierwszej dekadzie lutego 1946 r.; pochodzący z Wieluńskiego (Bolesławiec) Roman Roszowski „Wiarus” do oddziału przystąpił również w pierwszej dekadzie lutego 1946 r.; pochodząca ze Stanisławowskiego (Daszów) Helena Motykówna, w oddziale była od początków lutego 1946 r., rok wcześniej wraz z rodziną osiedliła w Dobiercicach k. Kluczborka; pochodząca z pobliskiego Rychtala Irena Tomaszewicz w oddziale była już od października 1945 r. Aresztowany został również właściciel domu Mikołaj Żurek, zwolniony po śledztwie oraz jego syn Tadeusz, także zwolniony. W czasie rewizji czekiści znaleźli oprócz broni również dokumenty zabrane w Czastarach zlikwidowanym bolszewikom.
W czasie śledztwa w bezpiece we Wrocławiu Roman Roszowski „Wiarus” zeznawał: „Żołnierze wzięli nas pod straż, zrobili dokładną rewizję i posadzili nas na samochód. Broń nasza zostawiona w piwnicy na ziemi bez ukrycia została wzięta przez żołnierzy polskich [czekistów KBW], w mojej obecności, kiedy powiedziałem im o miejscu ukrycia [sic] broni. Wtedy Szemberskiemu zabandażowali zranione ucho, ‘Dziunce’ zaś nogę. Z Wiewiórki odwieziono nas do Bolesławca, gdzie wojskowi przesłuchiwali nas, po czym zamknęli mnie z Szemberskm w piwnicy. ‘Dziunka’ i Danka podobno zostały na miejscu przesłuchania. Żurek, jego syn i zięć siedzieli z nami w piwnicy (…). Z Bolesławca wyjechałem z pozostałymi aresztowanymi, tj. ‘Danką’, Dulasem Bolesławem do Wrocławia i jeszcze z jednym żołnierzem polskim, którego podejrzewają o współudział (…). Szemberski, ‘Dziunka’, Nawrocki Józef, Zawadzki Walenty sołtys gminy Bolesławiec, Weber Wiktoria, Liniewiecka Zofia i inni nieznani wyjechali osobno autem do Wrocławia, gdzie zostaliśmy wszyscy oddani w ręce Urzędu Bezp[ieczeństwa] Publicznego”. Pierwsze polowe śledztwo, z udziałem oficerów NKWD, stosując bicie, kopanie i pozorowane egzekucje, aresztowani przeszli w siedzibie milicji w Bolesławcu.
Do dzisiaj nie wiemy, co stało się z ciałem poległego w walce z czekistami Wiktora Wójcika „Wilczka”. Czy zostało zabrane przez KBW do Wrocławia, przekazane tamtejszej bezpiece, jak chociażby zwłoki zabitego w Pisarzowicach jego komendanta, Franciszka Olszówki? Najprawdopodobniej nie. Czekiści nie chcieliby transportować na jednej platformie ciężarówki obok ciała swojego oficera zwłok polskiego „bandyty” z AK. Nie wiedzieli też zapewne, iż poległy mógł być dowódcą pododdziału. Myśleli pragmatycznie. Najprawdopodobniej „Wilczek” został pogrzebany, gdzieś w lesie w okolicach Wiewiórki, czy też Bolesławca, lub też przekazany ubowcom z Wielunia lub Kępna.
W przebadanych dokumentach proweniencji komunistycznej brak jakichkolwiek śladów pogrzebania zwłok (tak jak w przypadku „Otta” przez ubowców z Wrocławia), czy też podejmowania prób identyfikacji i badania życiorysu zabitego. Aby odnaleźć poległego „Wilczka” niezbędne są dalsze kwerendy źródłowe w archiwach IPN (dokumentacja UB, MO i KBW). Także wszelkie informacje pochodzące od mieszkańców tej wsi (i okolicznych miejscowości) mówiące o szczegółach walki żołnierzy Polski Podziemnej z czekistowską grupą operacyjną w Wiewiórce i następujących potem wydarzeniach, przyczynić się mogą w przyszłości do odnalezienia szczątków poległego tam dowódcy AK. W akcję poszukiwania szczątków Wiktora Wójcika „Wilczka” powinny zaangażować się władze państwowe i samorządowe, historycy, dziennikarze, mieszkańcy. Również ci pochodzący z rodzin komunistycznych kolaborantów wywodzących się z bezpieki i milicji, mający wiedzę pozaźródłową lub też relacje, wspomnienia i dokumenty dotyczące tych wydarzeniach. W Polsce niepodległej ten żołnierz Polski Podziemnej powinien mieć zorganizowany uroczysty pogrzeb z udziałem rodziny oraz kompanii honorowej WP.
 
kepnosocjum.pl
efkama
#10 Drukuj posta
Dodany dnia 23-09-2010 11:40
Awatar

Administrator


Postów: 1510
Data rejestracji: 29.06.10

SOWIECKI ODWET cz. IX (ostatnia)

Po aresztowaniu żołnierzy Armii Krajowej w Wiewiórce szeroko zakrojona obława Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego trwała nadal w okolicznych miejscowościach przez kilka następnych dni. 18 II 1946 r. ok. godz. 14.00 w Bolesławcu grupa wojsk wewnętrznych z Wrocławia spotkała się z prowadzącą nieskuteczny pościg milicją z Wielunia. Jak wspomniano wyżej pierwsze polowe śledztwo czekiści prowadzili wobec wziętych żołnierzy Wiktora Wójcika „Wilczka” w Bolesławcu. Tam byli masakrowani i bici w celu wymuszenia zeznań i dalszych „wyjść operacyjnych”. Roman Roszowski, za obietnicę życia, został przewodnikiem mającym wskazywać ludzi z siatki terenowej oddziału. Już w czasie śledztwa we wrocławskiej bezpiece, bity, głodzony i torturowany, jak większość osób ujętych podczas obław, zeznawał: „Po aresztowaniu 20 II [z Bolesławca] pojechaliśmy z 32 żołnierzami, na czele których stał jakiś porucznik do Wójcina i tam orientowałem żołnierzy, co do naszych byłych pomieszczeń [kwater]. Wtedy to zatrzymany został Dulas Bolesław i córka jego Janina. Z Wójcina pojechaliśmy do Chruściny, skąd zabrany został Brząkała Florian i nieznany mi gospodarz. Z Chruściny pojechaliśmy do kolonii Bolesławiec Chruścin. Tam pokazałem, gdzie znajduje się ukryty przez ‘Wilczka’ rkm [w stajni pod żłobem w gospodarstwie Ignacego Górki] (...). [Stamtąd] pojechaliśmy z [zabranym] Zenonem [Górką s. Ignacego] do gospodarza Brząkały Stanisława, skąd wzięliśmy 15 litrów benzyny i żołnierze zabrali Brząkałę Stanisława i odwieźli jego razem z nami do Bolesławca”. Celem numer jeden dla grupy „Rychtal” stał się teraz Stanisław Panek „Rudy” wskazywany przez aresztowanych w Wiewiórce jako osoba organizująca akcję w Czastarach.
W gmachu głównym bezpieki we Wrocławiu przesłuchania wobec aresztowanych w Wiewiórce oraz podczas pacyfikacji terenowej żołnierzy i współpracowników AK prowadzili ubowcy, między innymi: Józef Burchardt, Jery Chmielecki, Władysław Dusza, Tadeusz Kroczak, Feliks Rosenbaum, Józef Turek, Julian Zybura. Sankcje wystawiał prokurator wojskowy por. Eugeniusz Landsberg. On również sporządził akt oskarżenia. W dochodzeniu uczestniczyli także sowieccy doradcy. Metody śledcze były klasyczne: „konwejer”, bicie, kopanie, głodzenie, karcery, „koń Andersa”. Sprawa żołnierzy AK z Wiewiórki została połączona w sprawę grupową wspólnie z innymi aresztowanymi podczas zasadzek i pacyfikacji. W grupie tej byli: Sylwester Mikulski, Marian Mikulski, Józef Woźniak, Helena Motykówna, Edward Szemberski, Irena Tomaszewicz, Roman Proszowski, Idzi Piszczałka, Irena Taras, Stanisław Kuźnik, Władysław Młynarczyk, Jan Jeziorny. Wg zeznań wymuszonych w śledztwie obie kobiety miały strzelać bolszewików. Zeznania obciążające składała głównie zastraszona i maltretowana Irena Tomaszewicz, wręcz, jakby wynikało z protokołów przesłuchań, chwaląc się przed ubowcami ilością rzekomo zabitych sowietów. Dokumenty te budzą dzisiaj w zakresie wiarygodności poważne wątpliwości. Składająca zeznania jako jedyna z grupy aresztowanych w Wiewiórce przeżyła. Nie została, jak jej towarzysze walki zgładzona przez pluton egzekucyjny „wojsk wewnętrznych”. Była to niewątpliwie cena zapłacona za życie. Trzeba o tym dzisiaj pamiętać. Wiedziała dużo o działalności oddziału i kadrze dowódczej. Tą wiedzę, w śledztwie, przekazywała. W czynnościach śledczych, obok NKWD i UB, uczestniczyło także kierownictwo oraz Wydział Śledczy Oddziału Informacji Wojskowej nr IV (okręgu), bezpieki wojskowej równie sowieckiej jak „wojska wewnętrzne”.
„Proces” odbył się w gmachu Sądu Okręgowego we Wrocławiu. 31 V 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w składzie mjr Bronisław Ochnio jako przewodniczący, por. Kazimierz Kluza jako sędzia, ppor. Stefan Bakuński jako ławnik skazał: Mariana Mikulskiego na śmierć (zamienioną przez Bolesława Bieruta na 15 lat); Edwarda Szemberskiego na śmierć; Helenę Motykę na śmierć; Romana Roszowskiego na śmierć; Idziego Piszczałkę na śmierć; Irenę Tomaszewicz na 15 lat; Sylwestra Mikulskiego na 15 lat; Stanisława Kuźnika na 15 lat; Józefa Woźniaka na 12 lat; Irenę Taras na 10 lat; Jana Jeziornego na 1 rok; Władysław Młynarczyk został uniewinniony. Oskarżali mjr Filip Badner i por. Bronisław Świątnicki. Protokołował Eugeniusz Wardzyński. Komunistyczne „gadzinówki” relacjonowały szeroko zgodnie z wytycznymi partii i bezpieki proces: Terroryści spod znaku NSZ przed sądem wojskowym („Naprzód Dolnośląski”); Łańcuch napadów i morderstw szajki bandyckiej NSZ (również „ND”); Niedobitki zbrodniczej bandy przed sądem wojskowym („Rzeczpospolita”).
Egzekucja H. Motyki (ur. 1924), E. Szemberskiego (ur. 1925), Idziego Piszczałki (ur. 1924) i R. Roszowskiego (ur. 1922) odbyła się na dziedzińcu więzieniu przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu 18 VII 1946 r. o godz. 6.00. Plutonem egzekucyjnym wydzielonym z wrocławskiego 11. pułku KBW dowodził ppor. Julian Łach. Ksiądz Jan Skiba w latach 1946–1947 był wikariuszem parafii św. Bonifacego we Wrocławiu, kierował parafialnym oddziałem „Caritasu”, pełnił funkcję kapelana więziennego przy ul. Kleczkowskiej. Z racji obowiązków duszpasterskich obserwował kilkadziesiąt egzekucji wykonanych na dziedzińcu wrocławskiego więzienia. W swoich wspomniał, opisał również ostatnie chwile czterech żołnierzy Franciszka Olszówki „Otta”: „Na więziennym podwórku, wspominał, stała szubienica. Na ścianach pozostały ślady po kulach i krwi rozstrzelanych. Więźniów trzymano w nieogrzewanych celach. Wielu miało na sobie tylko bieliznę. Nieliczni zdołali przeżyć takie warunki i tortury stosowane podczas śledztwa. Najwięcej było młodych ludzi. Po dwadzieścia, trzydzieści lat. Byli skazywani na śmierć tylko za to, że w czasie wojny należeli do organizacji walczących z Niemcami. Oczywiście byli także pospolici przestępcy, ale stanowili margines wszystkich uwięzionych. O egzekucjach powiadamiano mnie w przeddzień. Nigdy nie wiedziałem, do kogo jestem wzywany. Nie mówiono nawet czy chodzi o stracenie jednej czy kilku. Przychodził żołnierz i przynosił pisemne wezwanie. Miałem stawić się w więzieniu. Często wyznaczano czas egzekucji na wieczór, a nawet noc. Po przekroczeniu bramy żołnierz prowadził mnie do skazańca. Raz było to wiosną, wezwano mnie do czworga młodych ludzi. Mieli może po 18-20 lat. Kiedy mnie zobaczyli, chcieli powiedzieć wszystko. Kim są, skąd pochodzą, jak ich torturowano. To było dla nich wielkim przeżyciem. Wreszcie spotykali kogoś, z kim można porozmawiać. Potem przyszli strażnicy i wyprowadzili ich na dziedziniec. Ustawili pod ścianą. Chcieli wiązać ręce i zasłaniać oczy. Prosili, by ich nie krępować. Umarli bohatersko. Nie bali się. Tylko w ostatniej chwili przed salwą, wyrwało się coś w rodzaju okrzyku żalu - „Mamo!”. Do dziś widzę ich zmasakrowane ciała, leżące pod ścianą. To był przerażający widok. Lekarz sprawdzał, czy nie żyją. Na koniec musiałem podpisać protokół z egzekucji”. Kilka godzin po egzekucji ciała zostały pogrzebane na cmentarzu Osobowickim we Wrocławiu w kwaterze nr 77: H. Motyka (nr grobu 1558), R. Roszowski (nr 1560), E. Szemberski (nr 1562), I. Piszczałka (nr 1566).
Na tym tragicznym i jakże wymownym momencie egzekucji kończymy cykl o żołnierzach Polski Podziemnej z powiatu kępińskiego. Zostanie wznowiony w miarę docierania do nowych dokumentów źródłowych wytworzonych przez komunistyczną bezpiekę, „wojska wewnętrzne”, trybunały wojskowe, a także struktury kępińskiej AK, mamy nadzieję, że jeszcze w tym roku. Kwerenda w celu odnalezienia tej dokumentacji jest prowadzona w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Katowicach i Warszawie. W IPN we Wrocławiu przygotowywana jest także monografia oddziału F. Olszówki „Otta” (geneza, kadry, akcje zbrojne, życie codzienne, uzbrojenie i umundurowanie, operacje UB i KBW, procesy, egzekucje, represje komunistyczne wobec rodzin żołnierzy).
 
kepnosocjum.pl
Przeskocz do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Publikacja TPL Lukus

Czytaj publikację

bądź pobierz książkę
Dewastacja cmentarza w Trzcinicy[5]
Zaproszenie
W najbliższym czasie:
Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· Jest sprawa.
· GWARA WIELKOPOLSKA
· Badania archeologicz...
· Gdzie na grzyby?
· Powstanie Warszawskie
· Nasze zainteresowania
· Układ 1282
· Poszukuję spodni ;)

Losowe tematy
· Monografia Myjomic ...
· Krzysztof Bondas - ...
· 10 listopada 1806. ...
· Układ 1282
· Rodzina Olszówki
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Październik
Między Laskami a Mroczeniem
Liczba ocen: 8
Punktów: 37
Archiwum
Wygenerowano w sekund: 0.24 9,519,676 Unikalnych wizyt