Zobacz temat
 Drukuj temat
Franciszek Olszówka "Otto"
wiedzma-margo
#41 Drukuj posta
Dodany dnia 11-08-2009 22:43
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

jeszcze coś takiego wygrzebałam:
źródło http://hczarnecki.republika.pl/dzialorg.htm - b. interesująca stronka:
"Oddział powstał na bazie członków b. AK i NSZ. Działał w latach 1945-46 na terenie pow. Kępno, woj. poznańskie, Namysłów, woj. wrocławskie i pow. Wieluń, woj. łódzkie, a w latach 1946-47 na terenie pow. Namysłów i Kluczbork, woj. opolskie oraz pow. Wieluń, woj. łódzkie.

Dowódcą był Franciszek Olszówka "Otto", a potem Stanisław Paszek ( lub Panek ) "Rudy".

Odział składał się z 3 grup:

a) dowódca Jan Paszek (lub Panek) "Rudy"

b) dowódca Roman Maślak "Roman"

c) dowódca Józef Zawadka "Waldemar"

Całość liczyła ok. 80 osób.


Inf. MSW - B "C"

NSZ

Mat. Agent. ps"Józef" 418/Bz :

W marcu 1945 na terenie pow. kępińskiego, woj. poznańskie rozpoczął działalność Franciszek Olszówka członek AK od 1942r. Jako dezerter z Wermachtu. Po wyzwoleniu wstąpił do MO skąd w kwietniu 1945r. dezerteruje. Wstępuje do oddziału AK por. "ŁANA" - Przejmuje dowództwo jako "Otto" - pierwszy atak na posterunek MO w Namysłowicach w kwietniu 1945r.

Mat. Ag. 136/Ag - przeprowadził 73 napady na placówki MO i inne.


Sr. 425/47

W maju 1945r WSGO "WARTA" podporządkowała sobie grupę "OTTA" - przedstawicielem WSGO w oddziale był por. "Łan" oraz łącznik - kpt. "Kordzik".

Terytorialnie podlegała sztabowi Inspektoratu Ostrów - Obwód Kępno -kpt. "Dębowi" później "Stachowi". Pierwszą akcja było rozbicie posterunku MO w Namysłowie.

"Kordzik" został zastrzelony przez "OTTA" podczas zwiadu. Droga wskazana przez "Kordzika" prowadziła w zasadzkę przygotowaną przez UB.

Po aresztowaniu "Hańczy", d-cy WSGO "WARTA" - 9 listopada 1945r. Oddział pozostał jako grupa samodzielna.


Sr. 160/47

Gonera Jan - dowódca sekcji. Do listopada 45r. w Konspiracyjnym Wojsku Polskim - Od listopada 45r. do 16.12.1946r. w Oddziale "OTTA". Przeprowadził 26 akcji rekwizycyjnych, 5 pociągów, 3 potyczki z oddziałami UB, rozbicie posterunku MO w Borysławiu (listopad 45) oraz atak na UBP w Kępnie.

Zastrzelenie Jana Powagi i Antoniego Sowińskiego.

Aresztowani po potyczce w dniu 16.12.46r.

Skazani wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu, dnia 7.02.1947r.:

Gonera Jan "Śmiały"; Powroźniak Leon "Dawid"; Stadkiewicz Ludwik "Mech"; Hys Edmund "Jodła"; Antoniak Wacław " Wierzba"; Idziak Jan "Mrugała"

Wszyscy skazani na karę śmierci - wyroki wykonano w Poznaniu dnia 19.02.1947r. o godz. 16 min. 45.

Teczka więźnia 2/W - AP - ZKWMO - Antoniak Wacław - rozstrzelany

Teczka więźnia 41/W - AP - ZKWMO - Idziak Jan - rozstrzelany

Teczka więźnia 33/W - AP - ZKWMO - Gonera Jan - rozstrzelany

Teczka więźnia 40/W - AP - ZKWMO - Hys Edmund - rozstrzelany

Teczka więźnia 87/W - AP - ZKWMO - Stadkiewicz Ludwik - rozstrzelany

Teczka więźnia 76/W - AP - ZKWMO - Powroźniak Leon - rozstrzelany


Sr.313/47

Od listopada 45 do stycznia 1946r. członkowie oddziału "OTTO" brali udział w listopadzie w ataku na UBP w Kępnie - zabitych zostało 7 funkcjonariuszy UB.

Gołdyn Edward i Mikołajew Grzegorz

Skazani wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego W Poznaniu, dnia 10.03.47r.

na kary po 5 lat więzienia.

Teczka więźnia 201/W - AP - ZKWMO - Gołdyn Edward.


R.5/46

Tomaszewicz Maria - skazana wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu, dnia 18.04.46r.

Na karę 2 lat więzienia za współpracę i pomoc oddziałowi.

Teczka więźnia 740/W - AP - ZKWMO - zwolniona z Poznania 16.11.47r.


Rr.489/46

Stachowski Stanisław, Kawa Feliks - członkowie oddziału. Aresztowani 30.03.46, skazani wyrokiem Wojskowego Sądu Rejonowego w Poznaniu


Sr. 114/50

Po rozbiciu oddziału i śmierci "OTTA" dowództwo nad rozbitymi grupami przejął "Waldemar" a następnie "Murat" - grupy te działały jako samodzielne oddziały p. poz.86 i 152


Sr.667/46

Kubica Antoni - członek oddziału "OTTA" aresztowany 17.04.1946r.

Skazany wyrokiem Wojskowego Sądu rejonowego w Poznaniu na sesji wyjazdowej w Kępnie, dnia 8.10.46r. na karę 10 lat więzienia - dowódca drużyny.

Teczka więźnia 1151/W - AP - ZKWMO - zwolniony z Potulic 17.04.1951r."
 
efkama
#42 Drukuj posta
Dodany dnia 11-08-2009 22:58
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

tego nie czytałam jeszcze ! ciekawe i wnosi coś nowego jeśli chodzi o członków "bandy"
 
dxdan
#43 Drukuj posta
Dodany dnia 12-08-2009 00:47
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

" OLIMP " - Polska Grupa Konspiracyjna powstała w wojennym Wrocławiu, tworzyli ją min. ludzie z Kępna i Ostrzeszowa.

Mamy własny wkład w wolny i na zawsze polski Wrocław.

google Wikipedia - Olimp ( orgaznizacja )

http://www.karlowice.wroclaw.pl/mieszkancy/damczyk.html
http://wroclaw.hydral.com.pl/19245,obiekt.html
http://atrakcje-wroclawia.pl.tl
( warto zobaczyć : Dawny Breslau, Gmina Żydowska, Dzielnica czterech wyznań )
http://miasto.gazeta.pl/wroclaw/1.35779.html

www.krasnale.pl

Edytowano 18razy, ostatnia edycja 2009-08-12 02:12:26

 
kempen
#44 Drukuj posta
Dodany dnia 12-08-2009 11:00
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Wyderkowscy działali w Olimpie
 
Seba87
#45 Drukuj posta
Dodany dnia 20-11-2009 15:41
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Trochę informacji z IPN na temat UB w Kępnie, jak i działalności Olszówki, wiele informacji będzie się powtarzać, jednak część z nich jest nowa:
http://www.slady.ipn.gov.pl/portal.php?serwis=sz&rewrite=sz/875/8364/
http://www.ceeol.com/aspx/getdocument.aspx?logid=5&id=afd0ecf3347d46e1884fb9de002f3b7f
http://www.ceeol.com/aspx/getdocument.aspx?logid=5&id=260579DA-9EB2-4FC9-88AE-635B72F87BFE
www.publikacje.edu.pl/pdf/6355.pdf
www.solidarni.waw.pl/pobierz/IPN_biuletyn_11-2003_zeslancy.pdf

Niestety konkretnych materiałów jest mało...

Zapewne dużo informacji zawiera książka:
http://www.ipn.gov.pl/portal/pl/237/6595/nr_1_52007__cena_2500_zl.html
w której posiadanie warto byłoby wejść.

Ze swojej strony niestety nie jestem w stanie dodać nic nowego, wiem tylko, iż Olszówka pojawiał się w Kuźnicy Trzcińskiej (a nie Trzcinickiej, jak widzę choćby w publikacji IPNu... Język polska trudna język), gdzie otrzymywał wsparcie od lokalnych mieszkańców. Wsparcie mieszkańców jest tutaj argumentem, iż grupa Olszówki nie była pospolitą "bandą", lecz grupą walczącą o wolność kraju, w której jednak zdarzały się przykre i dotkliwe dla grupy działania, spowodowane jakby nie patrzeć profilem sporej ilości członków grupy, którzy do tejże przyłączyli się nie tylko z chęci walki za Ojczyznę. Dlaczego wsparcie mieszkańców jest dla mnie argumentem za pozytywną działalnością Olszówki - otóż mieszkańcy wiosek w tamtym okresie nie byli głupcami, aby popierać bandycką organizację, która mogła zagrażać im samym. Dlatego pomimo kilku "wpadek" grupy Olszówki, suma summarum uważam ich działalność za jak najbardziej pozytywną, opartą na przesłankach patriotycznych.
Dodatkowo być może uda mi się zebrać relacje kilku starszych żyjących ludzi z Kuźnicy Trzcińskiej, w końcu żyją tutaj jeszcze osoby mające powyżej 80 lat, zapewne pamiętające grupę Otta gdy pojawiała się w rejonach mojej wioski. Może uda mi się uzyskać jakiekolwiek ciekawe informacje. Jednak nie nastąpi to szybciej niż w okolicach 6 grudnia, gdyż dopiero wówczas wrócę do domu. Dodatkowo zapytam się babci żyjącej w Komorznie, być może wie coś na temat grupy Olszówki, pomimo iż w czasie wybuchu i zakończenia wojny była dzieckiem.

EDIT:
Jako uzupełnienie warto pokazać, w jaki sposób w PRL pojmowano działalność grupy Otta, chcąc ukazać grupę walczą z jakby nie patrzeć nowym okupantem (nikt nie powie, że w czasie PRLu Polska była krajem niezależnym i suwerennym, gdy przywódca ZSRR poprawiał polską konstytucję...), co doprowadziło do bardzo negatywnego pojmowania działalności grupy Olszówki. Warto wspomnieć choćby o książce p. Antoniego Stawskiego, nauczyciela z Czastar który jest autorem książki o tytule "Monografia Czastar".
Widać z niej przejaskrawienia i nieścisłości dotyczące grupy Olszówki. Dodatkowo wychwalanie żołnierzy radzieckich samo przez siebie mówi o sympatiach PRLowskich autora:
"Żołnierze radzieccy przeżyli wojnę, wracali do swojej ojczyzny, do swoich matek, żon i dzieci. Dali daninę krwi za naszą wolność. Dopiero na czastarskiej ziemi dosięgła ich zbrodnicza kula".
Kolejna nieścisłość to przypisywanie ataku na stacji w Czastarach nieżyjącemu już wówczas Olszówce.
Biorąc pod uwagę, iż dzieło to zostało wydane w roku 1994, można sobie uświadomić ile pracy włożono w zatarcie i zafałszowanie obrazu działalności żołnierzy polskiego podziemia w czasie wojny z ówczesnym niemieckim i radzieckim okupantem (na naszym terenie wówczas tylko niemieckim), jak i powojennym sowieckim.
Dla osób niedowierzających iż powyższy cytat jest prawdą pozwolę sobie na umieszczenie zdjęć książki, nie wykonanych przeze mnie a przez członka forum historii Wielunia:





A więc podsumowując, działalność oddziału Otta nie była krystaliczna, popełniano tam błędy, dopuszczono się mordu na żydowskiej rodzinie, jednak czy ich metody aż tak różniły się od metod innych bojówek podziemia powojennego?! Nie chcę ich usprawiedliwiać w tym momencie. Tym bardziej, że mord na żydowską rodzinę w Bolesławcu nie ma żadnego usprawiedliwienia. Część ludzi Otta była podobno tym faktem co najmniej zniesmaczona, jednak mimo to pozostali przy nim. Szkoda, że Otto nie wypowiadał się na ten temat i uparcie milczał.
Co do mordu na niemieckiej rodzinie pragnę przytoczyć jeden fragment z biuletynu IPN:
"Otóż na przełomie września i października 1945 r. zarządca gospodarstwa poniemiec-
kiego w Wodzicznej wspólnie z Niemką Gertrudą Stock ? córką poprzedniego
gospodarza majątku ? udał się do lasu po drewno. Tam przypadkowo natknęli
się na partyzantów ?Otta?, którzy zaprowadzili ich do bunkrów, gdzie zarządcę
spito do nieprzytomności alkoholem. W takim stanie też odnalazła go w lesie żona ? lecz już bez Gertrudy Stock ? i odwiozła do domu. Następnego dnia kilkanaście osób, w tym rodzina Niemki, zorganizowało akcję poszukiwania dziewczyny. Gdy znaleźli się w okolicach bunkrów, zostali zatrzymani przez żołnierzy
?Otta? i przez kilka dni byli wykorzystywani do prac porządkowych w bun-
krach. Z obawy, że mogą zdradzić miejsce położnia kryjówki oddziału, z rozkazu ?Kordzika? wszystkich rozstrzelano. Wśród ofiar było między innymi siedem
kobiet i dwóch jedenastoletnich chłopców."
Tutaj pragnę zauważyć iż mord nastąpił z rozkazu Kordzika, później przez Olszówkę zamordowanego. Czy ten mord był jedną z przyczyn śmierci Kordzika - tego prawdopodobnie już nigdy się nie dowiemy. Pewne jest iż do śmierci Kordzika przyczyniła się - wg. świadka Mariana Sobczaka "Florianowicza" - rzekoma zdrada Tadeusza Tyrakowskiego "Kordzika" oraz zatargi na tle finansowym, gdzie Tadeusz Tyrakowski "Kordzik" zmusił Otta do przekazania 200tys. zł pozostawiając oddział bez funduszy (za biuletynem IPNu).

Edytowano 1raz, ostatnia edycja 2009-11-20 18:44:08

 
Jendrek38
#46 Drukuj posta
Dodany dnia 28-08-2010 09:35
Nowicjusz



Postów:
Data rejestracji: 01.01.70

Witam. Z ogromną ciekawością chciałbym zobaczyć zdjęcia tych o których mało się pamięta. Bardzo byłbym wdzięczny za opis miejsca gdzie pochowano Franciszka Olszówkę i współtowarzyszy. Wiem że to zapomniane mogiły na cmentarzu osobowickim we Wrocławiu. Chciałbym wiedzieć jak to teraz tam wygląda. Andrzej.
 
efkama
#47 Drukuj posta
Dodany dnia 15-09-2010 09:07
Awatar

Administrator



Postów: 1521
Data rejestracji: 29.06.10

Andrzeju zajrzyj do tej galerii http://kepnosocju...bum_id=406
 
http://kepnosocjum.pl
efkama
#48 Drukuj posta
Dodany dnia 15-09-2010 09:35
Awatar

Administrator



Postów: 1521
Data rejestracji: 29.06.10

Polscy bandyci

Za carskich czasów, wiemy to sami
Byliśmy zwani wciąż bandytami
Każdy, kto Polskę ukochał szczerze
Kto pragnął zostać przy polskiej wierze,
Kto nie chciał lizać moskiewskiej łapy
Komu obrzydły carskie ochłapy
I wstrętnym było carskie koryto
Był „miateżnikiem” – polskim bandytą.
„Polskich bandytów” smutne mogiły
Tajgi Sybiru liczne pokryły.
Przyszedł bolszewik – znów piosnka stara
Czerwonych synów białego cara.
Polak, co nie chciał zostać Kainem,
Że chciał być wiernym ojczyźnie synem,
Chciał jej wolności w słońcu i chwale,
A że śmiał mówić o tym zuchwale,
że nie chciał by go więziono, bito,
Był „reakcyjnym polskim bandytą”.
I znowu Sybiru tajgi pokryły
„Polskich bandytów” smutne mogiły.
Gdy odpłynęła krasna nawała
Germańska fala Polskę zalała.
Kto się nie wyrzekł ojców swych mowy,
W pruską obrożę nie włożył głowy,
Nie oddał resztek swojego mienia,
Swojej godności, swego sumienia,
Kto nie dziękował, kiedy go bito,
Ten był „przeklętym polskim bandytą”.
Więc harde „polskich bandytów” głowy
Chłonęły piece, doły i rowy.
Teraz, gdy w gruzach Germania legła,
Jest Polska „Wolna i Niepodległa”,
Jest wielka. Młoda, swobodna, śliczna,
I nawet mówią „demokratyczna”.
Cóż z tego, kiedy kto Polskę kocha,
W kim pozostało sumienia trochę,
Komu niemiłe sowieckie myto,
Jeszcze raz został „polskim bandytą”.
I znowu polskości tłumią zapały
Tortury UB, lochy, podwały.
O Boże, chciałbym zapytać Ciebie,
Jakich Polaków najwięcej w niebie?
(głos z góry)
Płaszczem mej chwały, blaskiem okryci
Są tutaj wszyscy „polscy bandyci”

autor nieznany
źródło :
„Szydło” [pismo podziemne], nr 1, 20 IX 1946.

Edytowane przez efkama dnia 15-09-2010 09:35
 
http://kepnosocjum.pl
Mustava
#49 Drukuj posta
Dodany dnia 27-10-2012 14:48
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Niepodległościowy „bohater”
Volksdeutsch "Otto" w Kępnie w 1945/46


W swej, napisanej w 19 96 r., książce biograficznej „Wspomnienia 1930-80”, w rozdziale o pobycie w Kępnie w 1945 r. zamieściłem m.in. taką notkę:
...”W pierwszych dniach maja wziąłem udział, zupełnie przypadkowo, we wiecu zorganizowanym na Rynku kępińskim z okazji 1 Maja, czy też końca wojny. Z prowizorycznej, drewnianej trybuny przemawiali I sekretarz Komitetu Powiatowego PPR oraz jakiś, wyższej rangi, oficer wojska polskiego. W niedługim czasie na tegoż I sekretarza dokonany został zamach przez nieokreśloną podziemną organizację. Jednakże uzbrojeni osobnicy, którzy włamali się nocą do mieszkania, nie zastali go, gdyż traf chciał, iż na kilka godzin wcześniej zawezwany został w trybie nagłym w sprawach służbowych do Poznania. Zawiedzeni bojownicy narodowo-niepodległościowi (jak to się dziś mówi) zastrzelili więc „tylko” jego żonę i dwoje małych dzieci.”...
Otóż informację o tym napadzie usłyszałem przypadkowo, z pewnej odległości, na podwórku naszego domu w Kępnie, a mówi ł o tym do mego ojca sąsiad kolejarz Janicki. Wiadomość ta wstrząsnęła mną i dlatego prawie dosłownie ją zapamiętałem. Na ten temat z nikim później jednak nie rozmawiałem, nic nie czytałem, ani słyszałem. Dopiero w 2009 r. w jakimś tygodniku natknąłem się na artykuł IPN, ze wzmianką o istnieniu w powiecie kępińskim tuż po wojnie jakiegoś zakonspirowanego, niepodległościowego oddziału AK pod dowództwem „Otta”.
Natomiast od września 2012 r. jestem w posiadaniu książki Juliana Bartosza pt. „FANATYCY – Wehrwolf i podziemie zbrojne na Dolnym Śląsku 1945-1948”, w której opisana jest szczegółowo działalność tegoż oddziału „Otta” na terenie powiatu kępińskiego. Jest w książce też opis napadu i zbrodni, o której napisałem w swej książce wspomnieniowej. Tyle, że informacja Janickiego w szczegółach była wypaczona. Nie był to napad na mieszkanie pierwszego sekretarza PPR, lecz na PUBP (Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego) w Kępnie. Jego efektem było zastrzelenie ośmiu milicjantów, funkcjonariuszy Urzędu oraz żony i dwojga dzieci Komendanta PUBP. Faktycznie on ocalał, gdyż krótko przed tym pojechał służbowo do Poznania. Dzieci nie były maleńkie. Jak widać na fotografii ofiar napadu, dziewczynka mogła mieć ok. 9, chłopiec ok. 11 lat.
Zbrodnia została dokonana 23 listopada 1945 r., a ja pisząc książkę wspomnieniową w 1996 r. mylnie umiejscowiłem ją „w niedługim czasie po 1 maja”. Był to piątek, a nasz sąsiad mówił o tym memu ojcu najprawdopodobniej już następnego dnia, ale myląc szczegóły. Ja wówczas mieszkałem i uczyłem się w Liceum we Wrocławiu, lecz popołudniu w sobotę zawsze przyjeżdżałem do rodziców w Kępnie, by w niedzielę pojechać na rowerze do sąsiedniego Domanina i tam zakupić walizę kiełbasy, jaką potem sprzedawałem w sklepach wrocławskich. Z tego handlu wówczas się utrzymywałem.
W książce „FANATYCY” jest dosyć szczegółowy powojenny życiorys Olszówki-„Otta” i jego „niepodległościowej” działalności. Dane te zebrane zostały głównie przez IPN (współautor Janusz Kurtyka), z zamiarem uhonorowania jego walki o prawdziwie wolną Polskę i planami budowy jego pomnika. W związku z tym prawie wszystkie informacje o walkach i napadach oddziału „Otta”, okraszone są komentarzami „w obronie przed polskim NKWD”, „walczył z sowieckim okupantem i jego polskimi poplecznikami”, itp.
W prozaicznej formie ten życiorys i działalność „Otta” przedstawia się następująco:
Franciszek Olszówka, ps. „Otto" urodził się XII.1923 r. w Pisarzewicach, pow. Kępno, gdzie jego ojciec był dzierżawcą majątku Gustava Birona von Curlanda. W czasie okupacji, mieszkał z wujem w Kępnie, tam został wpisany do III grupy niemieckiej listy narodowościowej, jako Volksdeutsch. Służył w Wehrmachcie, z którego pod koniec 1944 r. zdezerterował z bronią w ręku i dołączył do siedmioosobowej grupy osób, ukrywających się w bunkrach w lesie pomiańskim w powiecie kępińskim. Wg opisu IPN był to oddział AK, zajmujący się rozbrajaniem żołnierzy niemieckich. Wtedy to Olszówka został awansowany na kaprala przez komendanta AK Okręgu Poznań i przyjął pseudonim "Otto". Po wyzwoleniu, w styczniu 1945 r., grupa ta utworzyła ochotniczą gromadzką MO w Wodzicznej, gmina Laski. Olszówka został jej komendantem. Lecz już w kwietniu wraz z całą załogą, zdezerterował ze służby i założył oddział zbrojny, operujący w lasach rychtalskich i komorzańskich pod Kluczborkirm. W drugim kwartale 1945 oddział przyłączył się do większego oddziału AK, pod dowództwem N.N. „Kordzika", którego „Otto" zastrzelił wkrótce w niewyjaśnionych okolicznościach. Po tym fakcie „Otto" nie podporządkował się żadnej strukturze poakowskiej lub narodowej. Natomiast wzmocniony, głównie przez dezerterów z wojska i milicji, jego oddział rozwinął szeroką działalność dywersyjną i terrorystyczną w powiecie wieluńskim, kępińskim, sycowskim, namysłowskim, kluczborskim i oleśnickim.
W okresie do lutego 1946 r. zabito komendantów i rozbrojono milicjantów na posterunkach MO w Głuszynie (pow. Namysłów), Rychtalu (pow. Kepno), Bąkowicach (pow. Namysłów), Laskach i Kobylej Górze (pow. Kępno). Największą z tych akcji było rozbicie PUBP w Kępnie, gdzie zastrzelono ośmiu milicjantów oraz żonę i dzieci komendanta Urzędu. Uwolniono też wtedy aresztantów, więzionych w PUBP. We wsi Bolesławiec (pow. Kępno) zamordowano 8-osobową rodzinę żydowską Kohnów. W lesie obok Szymonkowa zastrzelonych zostało 13 osób narodowości niemieckiej. Zastrzelono też 10 żołnierzy radzieckich, wyciągniętych z zatrzymanego pociągu, dwóch we wsi Komorzne (pow. Kluczbork) i jednego, a także polskiego żołnierza, we wsi Raków (pow. Kępno). Oddziałowi „Otta” przypisuje się łącznie 71 zabójstw, w tym 41 osób cywilnych.
Oprócz walki zbrojnej „Otto" dokonał 39 napady na nadleśnictwa, sklepy GS, kasy stacji kolejowych, urzędy gminne i majątki rolne. Prowadził także działalność propagandową, rozpowszechniając ulotki antykomunistyczne m.in. w Grabowie. Miał liczną sieć informatorów i współpracowników, również wśród funkcjonariuszy UB i MO. 7 lutego 1946, po zmasakrowaniu przez oddział „Otta" trzech funkcjonariuszy PUBP w Sycowie władze zmobilizowały znaczne siły w celu rozbicia oddziału. W akcji tej wzięli udział żołnierze z 11. pułku KBW z Wrocławia oraz funkcjonariusze WUBP z Wrocławia, UB i MO z Sycowa i Kępna. Następnego dnia „Otto" został okrążony w pobliżu kościoła we wsi Pisarzowice. Podczas walki on sam zginął, lecz reszta jego ludzi zdołała wydostać się z okrążenia i oddział działał nadal, choć z mniejszym natężeniem, pod kierownictwem następcy „Burego”, również Volksdeutscha, służącego w Wehrmachcie.
Obecnie największym apologetą „Otta” jest naukowiec Tomasz Balbus z wrocławskiego oddziału IPN. W swych artykułach o działalności oddziału „Otta” określa jego samego jako prawdziwego Polaka, walczącego o prawdziwa niepodległość Polski z „pachołkami, którzy u Niemca krowy paśli”, ze „zbirami z MO”, „nieuczonymi bosymi Antkami” i „innym takim dziadostwem”. Zapewne już niedługo starania tegoż Balbusa z IPN, bez większych przeszkód, uwieńczone zostaną sukcesem i prezydent Komorowski odznaczy pośmiertnie kolejnego „bohatera narodowego” najwyższym odznaczeniem państwowym, co czyni już prawie seryjnie. A w Kępnie stanie jego pomnik.
By uzyskać informacje o „Otto” szperałem długo w internecie. Na tych witrynach, gdzie były o nim wzmianki, aż kłębi się od setek filmików i artykułów jak najbardziej kontynuujących dziś wojnę o „prawdziwie” Niepodległą. Wśród tych materiałów najwięcej jest produkcji IPN, Gazety Polskiej, prof.. Zybertowicza, Cejrowskiego, księdza Natanka, Korwin-Mikkego. Ta wojna prowadzona jest właściwie przez wszystkie media, ale głównie przez Internet, i jest znacznie większa i ostrzejsza niż powojenna „szeptanka” i radio „Wolna Europa”. Krąg „czerwonych skurwysynów” (tytuł filmu i piosenki internetowej) jest też bardziej spersyfikowany. Należą do niego jako pierwszy Jaruzelski, następnie Miller, Kwaśniewski, Kalisz, Celiński, Michnik, Urban, Bartoszewski, Wałęsa, Tusk, Komorowski, Pawlak i wielu innych, od lewa do prawa. Tylko Kaczyński Lech to niemal święty, a Jarosław to jedyny „Sprawiedliwy”.
Tak myślę, że właściwie polska skrajnie prawicowa lokomotywa – mściwa, agresywna, zajadła, fanatyczna, antyPRLowska, antyrosyjska, antyunijna, nacjonalistyczna, katolicka, rydzykowa, moherowa, smoleńska - ciągle się rozpędza. Czym się ta nowa zabawa w kolejną „niepodległość” i „wolność” skończy? Nie mam pojęcia. Mógłbym też powiedzieć, że może mnie to już nie interesować, ze względu na „kalendarz”. Niech się martwią lub cieszą ci, co do paleniska tej lokomotywy dosypywali paliwo, lub wciąż to jeszcze z lubością czynią.

Kraków, 22.09.2012 r.

Artykuł pochodzi ze strony www.tadeusz.binek.pl (Artykuły publicystyczne)
 
Mustava
#50 Drukuj posta
Dodany dnia 27-10-2012 14:52
Awatar

Administrator



Postów: 1719
Data rejestracji: 28.05.10

Komu chcecie stawiać pomniki?

Napisał(a): Julian Bartosz w wydaniu 37/2012(tygodnik Przegląd).


„Tamtego wieczoru przyszło do nas dziesięciu żołnierzy »Otta«. Zabrali konie i uprząż, a sąsiada, który przypadkowo był u nas, zrewidowali i postawili pod ścianę. Po chwili wszedł »Otto« i spytał, czy tu jest ten s... i wymienił nazwisko taty. Ojciec powiedział, że to on. Wtedy »Otto« kazał mu wstać i wyjął pistolet. Ten się jednak w czasie odbezpieczania zaciął i ojciec zdążył jeszcze powiedzieć: »Panowie, zlitujcie się, mam małe dzieci«. Padł strzał, a potem drugi. Kule ugodziły ojca najpierw w jedno oko, potem w drugie”. W podobny sposób zginęli tej nocy Jan Szynweld, Kazimierz Baginski i Paweł Szewczyk. Żaden nie należał do PPR, a pięcioro dzieci zostało sierotami – tak pięcioletnia dziewczynka zapamiętała jedną z akcji oddziału Franciszka Olszówki „Otta” z 22 listopada 1945 r. Teraz w Kępnie powstał komitet obywatelski, który na samorządowej działce planuje postawić pomnik dla upamiętnienia wyczynów „Otta”.

O wpisanie na Volkslistę trzeba było się ubiegać

W styczniu 1944 r. na terenach włączonych do Rzeszy na Volkslistę wpisanych było 2,75 mln osób, w tym w grupie III 1,6 mln. Do grupy I i II zaliczono automatycznie ludzi aktywnych w walce o interesy niemczyzny albo nieaktywnych, ale niewątpliwie niemieckiego pochodzenia. W prawach jako Reichsbürger und Staatsangehörige mieli równy status, ale do NSDAP mogli należeć tylko ci z grupy I. Grupą III mogli być objęci ludzie związani z polskością, ale mający małżonków niemieckich, a także „zdolni do zniemczenia członkowie »warstw pośrednich« pochodzenia śląskiego”. Musieli oni jednak ubiegać się o to indywidualnym podaniem podlegającym weryfikacji i zatwierdzeniu przez miejscową komórkę partyjną „komisariatu umocnienia niemczyzny”. Grupa IV to Schutzangehörige z prawami mniejszymi niż Żydzi na terenie Rzeszy. Olszówka nie mógł zatem „zostać wpisany” do grupy III DVL, lecz musiał o nią zabiegać (Źródło: M. Broszat, „Nationalsozialistische Polenpolitik 1939-1945”, Stuttgart 1961).



Prezydent Bronisław Komorowski, zaszczycając 17 sierpnia swoją obecnością „archeologów” prowadzących pod kierownictwem dr. Krzysztofa Szwagrzyka z wrocławskiego oddziału Biura Edukacji Publicznej IPN prace ekshumacyjne na „łączce” na Powązkach w celu znalezienia i identyfikacji szczątków ofiar komunistycznych zbrodni i terroru, miał „poczucie niedosytu”, albowiem „do dziś nie mają (oni) swojego miejsca pamięci ani muzeum”. Przyrzekł, że poczyni starania, aby wreszcie dla godnego upamiętnienia m.in. żołnierzy powojennego podziemia niepodleg-
łościowego takie miejsce w Warszawie zostało urządzone.
Mniejsza o to, że jego poprzednik zdążył już godnie uczcić niepodleg-
łościowych bohaterów – m.in. odsłaniając w Zakopanem pomnik Józefa Kurasia „Ognia”. Ważne, że „żołnierzom wyklętym” postawiono w wielu miejscach kraju monumenty sławiące ich walkę o wolną Polskę. I że planuje się ich jeszcze więcej – np. w Kępnie powstał komitet obywatelski, który na samorządowej działce planuje postawić pomnik dla upamiętnienia wyczynów Franciszka Olszówki „Otta”.

Z Wehrmachtu do MO

Według wydanej w 2002 r. książki „Konspiracja i opór społeczny w Polsce 1944-1956. Słownik biograficzny”, t. 1, której współautorem był Janusz Kurtyka, oraz innych danych, urodzony w 1924 r. w podsycowskich Pisarzowicach Franciszek Olszówka, „żołnierz podziemia antykomunistycznego, dowódca oddziału działającego na terenie powiatów Kępno, Namysłów i Kluczbork w latach 1945-1946”, określany jako komendant polowy oddziałów AK i samomianowany „porucznik”, był synem dzierżawcy majątku Gustava Birona von Kurlanda w Pisarzowicach.
W czasie okupacji – jak się stwierdza w haśle Wikipedii – Olszówka został wpisany do III grupy niemieckiej listy narodowościowej1 i, co było tego konsekwencją, służył w Wehrmachcie. Zdezerterował z armii pod koniec 1944 r.
i dołączył do siedmioosobowej grupy ukrywającej się w Lesie Pomiańskim w powiecie kępińskim. W styczniu 1945 r. we wsi Wodziczna wstąpił do MO i został komendantem tamtejszego posterunku. W kwietniu wraz z jego załogą i z bronią uciekł do lasu i założył oddział zbrojny. Największy stan liczbowy (80 osób, nie licząc współpracowników) oddział „Otta” osiągnął na przełomie 1945 i 1946 r. Zrazu formalnie związany z wielkopolskim oddziałem „Warta”, po zabiciu jego łącznika „Kordzika” latem 1946 r. Olszówka stał się w pełni samodzielny, nie podporządkował się już żadnej strukturze poakowskiej ani narodowej. Jego zastępcą był „Rudy”, także były żołnierz Wehrmachtu, po lutym 1946 r. następca „Otta”. Pod komendą Olszówki było 17 dezerterów z wojska oraz milicji.
Do lutego 1946 r. oddział przeprowadził w powiatach wieluńskim, kępińskim, sycowskim, namysłowskim, kluczborskim i oleśnickim wiele akcji. Najgłośniejszą było rozbicie placówki PUBP w Kępnie 23 listopada 1945 r., w czasie której zabito ośmiu funkcjonariuszy, a także żonę i dwoje dzieci szefa placówki. Napady na posterunki MO – i z reguły zabijanie ich komendantów – miały miejsce m.in. w Rychtalu, Bąkowicach, Laskach, Głuszynie, Kobylej Górze. Prace sprzed 1989 r. podają, że oddział ten dokonał 71 zabójstw, w tym na 41 osobach cywilnych, 39 razy napadał na nadleśnictwa, sklepy GS, majątki, kasy stacji kolejowych i urzędy gminne. „Otto” walczył z „żydokomuną” – 29 listopada 1945 r. w Bolesławcu jego banda zamordowała siedmioosobową rodzinę Kohnów. Dalszych członków tej rodziny dopadnięto w zasadzce w drodze do Wielunia w grudniu 1945 r.
Zabito wtedy też wójta Bolesławca. Mobilność bandy zapewniały dwa samochody, 14 motocykli, dziesiątki rowerów oraz podwody, do których zmuszano gospodarzy. Ludzie „Otta” byli dobrze uzbrojeni w ponad 100 jednostek broni palnej, w tym pistolety i karabiny maszynowe.

Likwidacja osadników

7 lutego 1946 r. w podsycowskiej miejscowości Wioska „Otto” zaczaił się na zwerbowanych do milicji 20-letnich byłych parobków z okolicznych majątków, którzy odbywali tam ćwiczenia prowadzone przez przedwojennego plutonowego pchor. Zygmunta Pałczyńskiego, żołnierza Września, w czasie okupacji żołnierza AK i AL. Trzej milicjanci: Zygmunt Pałczyński, Stefan Skoczylas i Stefan Włodarczyk odnieśli w tej potyczce rany i wpadli w ręce oddziału Olszówki. „Kiedy pluton wzmocniony przez znajdującą się w Sycowie jednostkę radziecką wrócił na miejsce starcia, odnalazł straszliwie zmasakrowane i rozebrane do naga zwłoki trzech mężczyzn. Mieli połamane ręce i nogi, żebra, pociętą skórę na plecach, zmiażdżone twarze. Dobito ich z pistoletów”. Następnego dnia zmobilizowane znaczne siły KBW, MO i UB okrążyły w Pisarzowicach oddział Olszówki. „Otto” zginął, ale wielu członków bandy zdołało wyjść z okrążenia i do lata 1946 r. pod komendą „Rudego” działało dalej. 18 lutego w Czastarach banda napadła na pociąg, z którego wywleczono i zabito dziesięciu radzieckich żołnierzy2. Dwa dni później siły rządowe (określane przez IPN jako „czekiści”, „polskie NKWD”, „uzbrojeni kolaboranci”) osaczyły oddział „Rudego” na niedalekich kwaterach we wsi Wiewiórka3.
Jak pisze Tomasz Balbus, „żołnierze AK przystąpili następnie do akcji ulotkowej mającej na celu uświadamiać ludność o charakterze i celach sowieckiego podboju Polski. W nocy z 15 na 16 lutego 1946 r. w Grabowie patrol oddziału »Rudego« rozwiesił ulotki »Głos z lasu«. Głosiły one: »Polacy! Już wybiła godzina prawdziwej wolności, kto żyje za broń! Spotka zasłużona kara tych, co nas Polaków nazywali bandytami. Za usunięcie tej ulotki grozi kara śmierci przez rozstrzelanie«”.
Bronił też Olszówka prześladowanej miejscowej ludności, Niemców i autoch-
tonów, przed „polskimi komunistami”. 22 listopada 1945 r., dowiedziawszy się, że miejscowi mają być wysiedleni, „Otto” z kilkoma swoimi ludźmi naszli we wsi Turkowy rodziny osadników z Polski, które zostały uprzednio dokwaterowane do gospodarstw „tutejszych”. Jak je charakteryzuje historyczka Aleksandra Hołubecka-Zielnica, były to rodziny pepeerowców. Regionalistka przytacza relację pięcioletniej wówczas dziewczynki: „Tamtego wieczoru przyszło do nas dziesięciu żołnierzy »Otta«. Zabrali konie i uprząż, a sąsiada, który przypadkowo był u nas, zrewidowali i postawili pod ścianę. Po chwili wszedł »Otto« i spytał, czy tu jest ten s... i wymienił nazwisko taty. Ojciec powiedział, że to on. Wtedy »Otto« kazał mu wstać i wyjął pistolet. Ten się jednak w czasie odbezpieczania zaciął i ojciec zdążył jeszcze powiedzieć: »Panowie, zlitujcie się, mam małe dzieci«. Padł strzał, a potem drugi. Kule ugodziły ojca najpierw w jedno oko, potem w drugie”. W podobny sposób zginęli tej nocy Jan Szynweld, Kazimierz Baginski i Paweł Szewczyk. Żaden nie należał do PPR, a pięcioro dzieci zostało sierotami. Grożono ciągle, że jeśli inni dobrowolnie nie opuszczą bezprawnie zajętych gospodarstw, zginą tak samo jak ci trzej. Wtedy opuścił wieś tylko jeden osadnik.

Piewca z IPN

We wspomnieniach mieszkańców dawnego pogranicza pojawiały się i takie głosy o Olszówce: „krystaliczna postać to nie była”, ale dla wielu aktualnych demokratów „Otto” – czymkolwiek się kierował: antykomunizmem, chęcią obrony Niemców przed wysiedlaniem, antysemityzmem czy zwyczajnym motywem bandyckim – jest bohaterem z piękną, wciąż rozwijaną legendą.
Szczególnie zasłużonym piewcą „bohaterstwa” tego bandyty jest Tomasz Balbus, naukowiec z wrocławskiego oddziału IPN, w którym wedle jego zapowiedzi przygotowywana jest monografia „Otta”. Będą w niej, jak poinformował, opisy „brawurowych akcji likwidacyjnych” przeprowadzonych przez „żołnierzy AK pod dowództwem porucznika Franciszka Olszówki”. W serii dziewięciu artykułów Balbus scharakteryzował ogólną sytuację kraju, w której „swoimi strzałami żołnierze niepodległościowego podziemia, w tym »Ottowcy«, przez kilkanaście powojennych lat przypominali, iż okupowana przez Armię Czerwoną Polska to coś więcej niż tylko łyżka zupy, wódka zagryzana pajdą chleba z ogórkiem, barłóg w kącie chaty, czy też komunistyczny wiec na pobliskim rynku”. W tym kwiecistym stylu porównuje profesor „w szerszej – jak powiada – perspektywie historycznej” walczących z prawdziwymi Polakami „polskich czekistów”, „de facto polskojęzycznych enkawudzistów” do „francuskich jednostek Waffen-SS”. Przeciw takim „powstańcom” stały – jak się opisuje – „pachołki, które u Niemca krowy paszli”(!) (sformułowanie z wyświetlanego na konferencji w Pisarzowicach wielkiego spotu), byli członkowie „komitetów parobczańskich, w których szeregach trudno znaleźć ludzi moralnie czystych”, jakieś „bezpieczniackie zapite mordy z UB”, „zbiry z MO”, „nieuczone bose Antki”, „całe takie dziadostwo”.
Prezydenckie „poczucie niedosytu” nie odnosi się chyba do opisanego „bohatera”4.

1 Deutsche Volksliste.
2 Gdy podczas konferencji IPN 6 czerwca 2011 r., na której domagano się, by ze stacji PKP w Czastarach usunąć tablicę upamiętniającą dziesięciu zamordowanych żołnierzy radzieckich, autor zapytał Tomasza Balbusa: „Jacy to byli komuniści, którzy z parobków u księcia kurlandzkiego przeszli po wyzwoleniu do milicji?”, usłyszał odpowiedź: „To był po prostu »bój spotkaniowy« z wrogami niepodległości Polski”. Akcję w Czastarach Balbus określał jako „likwidację okupantów”.
3 Miejsce pochówku zabitych w potyczce członków bandy „Rudego” jest nieznane. Autorzy materiału IPN piszą w związku z tym: „W akcję poszukiwania ich szczątków powinny zaangażować się władze państwowe i samorządowe, historycy, dziennikarze, mieszkańcy, również ci pochodzący z rodzin komunistycznych kolaborantów”. Winno się im zorganizować uroczysty pogrzeb z udziałem kompanii honorowej WP.
4 Czytelników zainteresowanych działalnością „Otta” odsyłam do mojej książki „Fanatycy. Werwolf i podziemie zbrojne na Dolnym Śląsku 1945-1948”, Agencja Wydawnicza CB, Warszawa 2012.


Artykuł pochodzi ze strony http://www.przegl...ac-pomniki
 
slawomir wieczorek
#51 Drukuj posta
Dodany dnia 03-03-2013 11:23
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Odnośnie zaprezentowanej twórczości Juliana Bartosza (ostatni post) oraz Tadeusza Binka (przedostatni post) zaciekawiły mnie nie tyle zaprezentowane tezy (bo one są powieleniem tego, co słuchaliśmy jako społeczeństwo przez 45 lat), co sami autorzy. Kim są, z jakich kręgów się wywodzą, czy są przedstawicielem młodego pokolenia, czy też tego, które u schyłku życia zaciekle broni tego wszystkiego, w co wierzyło całe życie? Krótko mówiąc: Czy jest to młode pokolenie, czy też to ,,doświadczone i rozumne ''pokolenie dojrzałych polityków i publicystów, którym po 1989 zawalił się świat i do dnia dzisiejszego nie potrafią pogodzić się ze zmianami.

Julian Bartosz, ur.1933. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego (1955). Od 1957 w „Gazecie Robotniczej” (Wrocław), w której od września 1980 do 14 grudnia 1981 był redaktorem naczelnym, od kwietnia 1982 do maja 1990 w tygodniku „Sprawy i Ludzie” (redaktor naczelny) i do 1994 roku wydawca i naczelny miesięcznika pod tym samym tytułem.
Kariera naukowa na Uniwersytecie Wrocławskim, w tym docent w Instytucie Nauk Politycznych w latach 1982-1988. Członek Zarządu SDP trzech kadencji; od 1982 w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej, Uczestnik Okrągłego Stołu (zapewne po stronie rządowej). Pisał między innymi do "Polityki", "Trybuny Ludu", "Nowych Dróg", "Myśli marksistowskiej", "Neues Deutschland" i wielu innych, w tym wydawanych w RFN, Szwajcarii i Austrii.
Zaczynał w „Arbeiterstimme” (Wrocław – niemieckojęzyczny dziennik, do którego skierowany został nakazem pracy około połowy lat pięćdziesiątych).
Laureat konkursów, nagród, autor 20 książek. Ostatnia książka: "Fanatycy. Werwolf i podziemie zbrojne na Dolnym Śląsku 1945-1948" (2012).

,,Jąłem się tego tematu wcale nie z potrzeby odniesienia się do niesłychanego i gorszącego zacietrzewienia w aktualnym życiu politycznym w Polsce, fanatyzm jako groźny przejaw „chorego umysłu" interesował mnie bowiem w związku z pracą nad książką o pohitlerowskim podziemiu a także o „bezideowym skrzydle zbrojnego podziemia" czyli bandytyzmie na Dolnym Śląsku w pierwszych latach po II wojnie światowej. I jakkolwiek to, co u różnych dawnych i współczesnych autorach przeczytałem na temat fanatyzmu można rozpatrywać także w kontekście aktualnego totalnego poplątania w obozie zwycięzców z roku 1989, ja tę — mocium Panie - swawolę pozostawiam na boku, kierując swą uwagę ku ponadczasowemu zjawisku zbudzonego przez różne demony szaleństwa. Najsilniejszy z tych demonów to wielorako pojmowana władza. ''

,,Neues Deutchland'' to enerdowski odpowiednik ,,Trybuny Ludu'', która w przeciwieństwie do polskiego odpowiednika nie padła po roku 1989 i z organu niemieckiej partii komunistycznej przekształciła się w gazetę socjademokracji.

Julian Bartosz, jako korespondent tej gazety opisywał m.in. Marsz Niepodległości w roku 2011 oraz późniejsze zadymy w których uczestniczyły niemiecki bojówki.

http://www.ag-friedensforschung.de/regionen/Polen/faschos.html
http://www.ag-friedensforschung.de/regionen/Polen/faschos2.html

Autor poinformował niemieckich czytelników, że marsz zorganizowali tzw. ,,prawdziwi patrioci'' (w cudzysłowie) czyli nacjonaliści, prawicowi ekstremiści, oraz organizacje faszystowskie m.in. ,,Krew i Honor''. Pisze, że główną właściwością partii Dmowskiego ,,Narodowej Partii Demokratycznej'' był antysemityzm. Poinformował, że Ojciec Rydzyk pobłogosławił inicjatywę. Wg autora 10 000 uczestników marszu skandowało hasła rasistowskie i homofobiczne. itd.




Z kolei bogata twórczość publicystyczna Tadeusza Binka dostępna jest pod adresem
http://www.tadeusz.binek.pl/index_2.htm

Trudno jest wybrać z przebogatego zestawu artykułów te najciekawsze. Zresztą po zapoznaniu się z kilkoma można zrozumieć światopogląd autora. Dla scharakteryzowania sylwetki wybrałem dwa:

,,Mój lewicowy światopogląd''

Mój światopogląd lewicowy uformował się już w okresie mej młodości, a ostatecznie w 1947 roku, w dużym stopniu jako reakcja na działalność i osiągnięcia ówczesnych formacji prawicowych, nie tylko polskich. Należały do nich: wywołanie II wojny światowej, gloryfikacja nacjonalizmów, faszyzm, krwiożerczy antysemityzm, nietolerancja religijna, zadufanie i głupota rządzących w Polsce międzywojennej, oraz egoistyczne chciejstwo i brak realizmu politycznego polskich prawicowych elit.
A ukształtował się na przebytym przeze mnie ciekawym szlaku życiowym, prowadzącym z przedwojennego Górnego Śląska, poprzez Kresy Wschodnie czasu wojny, do zniszczonego Wrocławia w nowej odmienionej, powojennej rzeczywistości polskiej.


Z innego artykułu:

Paranoidalna prawica polska.
Motto: Paranoja i cynizm to dżuma i cholera III RP.

Ktoś zadał mi łamigłówkę: -: ”Przypatrz się członkom Sejmowej Komisji ds. PKN Orlen, siedzących po prawej stronie przewodniczącego, wspomnij prawicowych członków Komisji d./s Rywina i powiedz, jakie wspólne cechy charakterologiczne posiadają wszyscy oni”. Zacząłem te cechy wyliczać. Są podejrzliwi, hołdują spiskowej teorii dziejów, traktują przesłuchiwanych świadków jak agentów UB, jak przestępców, mających niecne zamiary, zagrażających innym osobom, czy instytucjom, jako podejrzanych o przynależność do "grupy trzymającej władzę", zarzucają im także kłamstwa, klikowość, kradzież mienia publicznego, działania na szkodę narodu, nad to rutynowo określają ich jako postkomunistów i postdziałaczy obrzydliwej PRL. Nie wyliczyłem oczywiście jeszcze wielu innych wspólnych cech członków rzeczonych Komisji, ale starczy ich do rozwiązania łamigłówki, jaką mi znajomy „ktoś” zaserwował. W szczególności rozwiązanie jest nieskomplikowane, jednoznaczne i jednowyrazowe: PARANOJA, zaś oni wszyscy są ewidentnymi PARANOIKAMI.
Oczywiście poczuwam się do konieczności przedstawienia uzasadnienia do tej tezy. Mógłbym je sformułować własnym konceptem, ale w takich sytuacjach wydaje się, że bardziej zasadne będzie powołanie się na uznany autorytet, na specjalistę w przedmiocie sprawy. Przywołuję więc pisarza, autora kilkunastu książek z dziedziny psychologii i psychiatrii, o dwudziestoletniej praktyce zawodowej, psychologa Jacka Santorskiego. Ściślej odwołuję się do jego jednej, bardzo interesującej i mądrej, książki p.t. " Jak żyć żeby nie zwariować”. Polecam przy okazji gorąco jej przeczytanie wszystkim obserwatorom polskiej sceny politycznej, lamentującym: -„Można zwariować!”


Polska paranoja
Nową jakość polskiej dewiacji
Stworzyła wolność! .... czas demokracji ......
Który znów służy do wetowania;
Sączenia jadu i podżegania!
Znów uruchamia gry i podziały,
Które się ledwie zatrzeć zdołały!
O co więc słusznym elitom chodzi?
(Tu socjologia wesprzeć się godzi!)
... Szukają kozła - (znów ?!) ofiarnego
Nie informując po co? - dlaczego? ... 
Lub - eksponując konflikt ról (nowy?!)
Chcą nas przyprawić o zawrót głowy,
Gdyż w tych warunkach - o czym już było!! -
Łatwiej się będzie w "temacie" ryło!!!
Darujcie luźna uwagę moją ....
Ten styl nazywam wprost: PARANOJĄ!


Oszołomom z klanu PPP wystarczają: własna moralność Kalego, własne solidarnościowe interesy, przywoływanie własnych wirtualnych NIEPRAWDZIWYCH FAKTÓW (określenie Sądu Najwyższego), a przede wszystkim absolutna, ślepa PARANOIDALNA WIARA. Więc Oleksy to agent Olin, Kwaśniewski jadł kolację z Ałganowem, zaś Miller, Kwiatkowski i Jakubowska wysłali Rywina po łapówkę do Michnika, a Jaskiernia wziął 10 mln zł. za ustawę o atomatach do gier losowych itd. A faktycznie po żmudnych, często kilkunastomiesięcznych, śledztwach prokuratorskich i procesach sądowych wszystkie zgłoszone na przestrzeni lat 2003-2004 przez PPP oskarżenia są po kolei umarzane, w każdym bądź razie ani razu dotąd nie uznano zasadności oskarżeń. 
W ogóle „prawdziwi” Polacy w dużej części są ludźmi wiary, ducha i mitów, za nic zaś mają realia i materię. Na przykład w 1980/81 r. wierzyli, że niekończącymi się strajkami można osiągnąć dobrobyt i raj społeczny. W efekcie strajkujący, patriotycznie zmanipulowani, robotnicy nie wywalczyli jakiegoś socjalizmu z ludzką twarzą, ale skutecznie go zlikwidowali i zafundowali sobie wielkie kapitalistyczne bezrobocie. Zaś solidarnościowa elita inteligencka, walcząc o „absolutną” wolność i niepodległość narodową spowodowała, po 15. latach rozwoju nowej rzeczywistości ustrojowej, że takie atrybuty wolności państwowo-narodowej, jak gospodarka, banki, prasa w większości są już niepolskie, a niedługo także konstytucja, ustawodawstwo, prawodawstwo, pieniądz, armia będą w Polsce unijno-europejskie. To ostatnie akurat, w istniejącej sytuacji geopolitycznej, jest dla nas wprost wybawieniem (głównie od tych oszołomów z PPP).


No cóż... Nie będę komentował twórczości obu panów. Każdy ma swój rozum.
Ale raczej nie będę budował własnej wizji rzeczywistości na podstawie ich twórczości.

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 03-03-2013 15:26
 
efkama
#52 Drukuj posta
Dodany dnia 04-03-2013 08:51
Awatar

Administrator



Postów: 1521
Data rejestracji: 29.06.10

Slawek - nie wywoluj Olszowki z lasu Grin

A powazniej juz to twoj tekst jak zwykle rzucil mnie na kolana usmiech I bardzo chetnie poznalabym twoje osobiste stanowisko dot. tego drazliwego temtu Wink
 
http://kepnosocjum.pl
slawomir wieczorek
#53 Drukuj posta
Dodany dnia 04-03-2013 19:42
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Efka, przyjdzie czas i na Olszówkę. Wszystko po kolei. Mam jednak zaległości.
Piotr Szembek zaczął się niepokoić, że go ,,rzuciłem''.
A potem okres Sejmu Wielkiego, Insurekcja Kościuszkowska, rozbiory...Wink.
 
melon92
#54 Drukuj posta
Dodany dnia 04-03-2013 20:34
Awatar

Administrator



Postów: 335
Data rejestracji: 10.08.10

Sławek, a Hrabina po nocach Cię nie nęka? A Aleksander Szembek? Ignacy, Józef ... boisie

Nikt nie wyjdzie stąd żywy diabeł
No IQ.
 
Viggen
#55 Drukuj posta
Dodany dnia 20-06-2013 12:00
Awatar

Początkujący użytkownik



Postów: 38
Data rejestracji: 20.06.13

Witam,
Od dawna nie mieszkam w Kępnie ale czuję się z miastem związany. Normalnie nawet bym nie próbował wypowiadać się w kwestii "Otta" Olszówki i jego "wesołej kompanii" natomiast po przeczytaniu artykułu w Tygodniku Kępińskim (w sumie przez przypadek) dotyczącego rajdu fanklubu Lecha "Szlakiem Żołnierzy Wyklętych" postanowiłem zrobić wyjątek. Od razu chciałbym zaznaczyć, iż historia, którą usłyszałem nie może być miarodajna. Stanowi ona tylko i wyłącznie informację zasłyszaną. Czy jest prawdopodobna czy nie oceńcie Sz. Państwo sami. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu ona wzburzy ale prosiłbym wówczas o zadanie sobie pytania czy w obliczu ostatniego blamażu IPN dotyczącego rotmistrza Pileckiego i przemilczeniu jego pełnej współpracy podczas śledztwa z komunistyczną bezpieką, historia ta nie brzmi prawdopodobnie. Otóż, mój dziadek był osobą dosyć w Kępnie znaną - znał wielu członków lokalnej społeczności, od samej góry do samego dołu społeczeństwa (mogę ocenić, że spośród forumowiczów paru również go znało). Pomiędzy tymi ludźmi była również była kochanka "Otta", niektórzy co starsi mieszkańcy Kępna z pewnością wiedzą o kogo chodziło - bo wtedy wszyscy wiedzieli. Kochanka owa opowiadała (według niej) o prawdziwych przyczynach rozkazu dotyczącego likwidacji Olszówki oraz okolicznościach zabójstwa "Kordzika". Otóż, Franciszek Olszówka posiadał bardzo szczególny tatuaż (w kroczu) sugerujący jego przynależność do organizacji innej niż stosunkowo powszechny (i na ogół wybaczalny) Wehrmacht. Z tego to właśnie powodu dowództwo "Warty" postanowiło go zlikwidować, wraz z całą jego grupą obawiając się nie tyle jego przeszłości co raczej możliwości kontaktów z hitlerowskim podziemiem.
Wiem, że powyższa historia może być całkowicie nieprawdziwa, i jakkolwiek mój dziadek był człowiekiem wiarygodnym to tego typu informacje jak i osoba je przekazująca wcale nie muszą. Jednak poprzez opis tej zasłyszanej plotki (bo w zasadzie niesprawdzalna informacja to plotka) chciałbym uzmysłowić tym, którzy z uporem godnym lepszej sprawy wznoszą na cokoły ludzi o co najmniej dwuznacznej postawie, o większy umiar w doborze bohaterów. Pozdrawiam, Viggen
 
bonobo
#56 Drukuj posta
Dodany dnia 20-06-2013 20:40
Awatar

Użytkownik



Postów: 81
Data rejestracji: 09.09.10

No cóż....jeszcze wiele rewelacji bedzie o tym,, bohaterze".
Tym razem stane w jego obronie. Słyszałem podobne opowiesci o tym ,ze Otto służył w SS.Ale to komunistyczna propaganda,która miala pomóc w legendzie że blizej mu bylo do Wehrwolfu niz do AK.
Co do tatuażu Otta. Nie mial go i nie mogł miec.Nawet obdukcja UB-ecka o nim nie wspomina.A nie mogł go miec bo SS-mani nie tatuowali sie w takich miejscach. To mit.Wbrew obiegowej opini SS-mani nie tatyowali sobie runicznych znaków SS pod pachą,kroczu czy podniebieniu.
Te tatuaże to umieszczona ok 15 cm nad łokciem na wewnetrznej stronie przedramienia grupa krwi .
Miala pomóc w razie potrzeby transfuzji i dawala pierwszenstwo w lazarecie.
Jezeli przyjąc za prawdziwe że Olszówka służył w Brzegu (BRIEG) w polowie 1944r to po pierwsze na pewno nie w SS bo takiej jednostki tam nie było. Oczywiscie było SS które wykonywało słuzbe ,,policyjną" czyli trzymało za kark niemców i innych ale jednostki garnizonowej,szkoleniowej tam nie było.Zreszta od lipca 1944 nie tatuowano juz nowo wcielonych,podobnie jak nigdy nie tatuowano Algemeine SS i Legionów cudzoziemskich...Co prawda SS-man mogł sobie zrobic jakis nieregulaminowy tatuaż,zwlaszcza że wielu z nich to byli kryminalisci.
A jezeli chodzi o te bajke z tatuażem w kroczu ew, pod pachą.... Viggen- nikt dobrowolnie nie robi sobie tatuażu w tych miejscach.Są to jedne z najbardziej bolesnych miejsc na tatuaz...Rany goja sie miesiącami.... a żołnierz ma byc zdrowy ! Maszerowanie z najmniejszą ranką pachwiny,pachy konczy sie paskudnie. No ale pewnie sie nie służyło w LWP Wink Nawet regulaminowy tatuaż wykonywano pieczątką z wielu odpowiednio ułozonych igieł by ból i rana szybko znikła.
Według mnie bajka.Opowiadana czesto w kręgach kombatanckich...
Link do strony(po niemiecku) o tatuażach SS... http://home.arcor.de/sturmbrigade/Blutgruppe/Blutgruppe.htm
Równiez materiały w jezyku rosyjskim i angielskim potwierdzaja tą wersje.

Edytowane przez bonobo dnia 23-06-2013 19:56
 
slawomir wieczorek
#57 Drukuj posta
Dodany dnia 21-06-2013 22:43
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Odpowiedź IPN na temat informacji zawartych w artykule prof. Romanowskiego o rotmistrzu Pileckim.

http://wpolityce.pl/wydarzenia/53659-ipn-nie-ma-watpliwosci-ze-rotmistrz-pilecki-byl-bohaterem-w-odpowiedzi-polityce-garsc-faktow

http://wpolityce.pl/wydarzenia/53614-to-niezwykle-plugawy-klamliwy-tekst-polityki-autor-albumu-ipn-o-rotmistrzu-nasz-wywiad

http://wpolityce.pl/wydarzenia/53637-znieslawic-bohatera-o-ktorym-jest-coraz-glosniej-tadeusz-m-pluzanski-o-paskudnym-paszkwilu-polityki-na-rotmistrza-nasz-wywiad


http://wpolityce.pl/wydarzenia/53614-to-niezwykle-plugawy-klamliwy-tekst-polityki-autor-albumu-ipn-o-rotmistrzu-nasz-wywiad

Edytowane przez slawomir wieczorek dnia 21-06-2013 23:02
 
Viggen
#58 Drukuj posta
Dodany dnia 23-06-2013 14:09
Awatar

Początkujący użytkownik



Postów: 38
Data rejestracji: 20.06.13

Nie dokońca wiem czy powininenem polemizować w kwesti tatuaży, natomiast mogę powiedzieć, że z racji zawodu miałem pare lat temu okazję przejrzeć archiwalia w centrum Szymona Wiesnthala w Los Angeles. Co prawda nie interesowały mnie tatuaże natomiast nie można było nie zauważyć, iż niemal co trzecie zdjęcie w kategorii "znaki szczególne" zawierało jakiś tatuaż i były to nie tylko grupy krwi ale w zależności od jednostki i stopnia (oficerowie równierz) najrozmaitsze wariacje liter "SS" , symboli runicznych oraz czaszek (przypominających ordynarne "dziary" więzienne np. w opisie znaku napisano "skull" choć według zdjęcia powiedziałbym kółko). Co do miejsc tatuaży moge się z pełna świadomościa wypowiedzieć, że tatułowano sie niemal wszędzie, tatuaże w kroczu nie były powszechne ale się pojawiały. To tyle mojej wiedzy w tej sprawie. Do pozostałych kwestii zawartych w postcie się nie odnoszę - nie widziałem obdukcji i nie moge się wypowiadać. Co do LWP w "brązowych butach" nie chodziłem, a nie przepraszam w harcerstwie - tak usmiech ale w czarnych się zdarzyło i mogę powiedzieć, że chłopcy tatułują się na potęgę - wbrew pozorom tylko jednostki specjalne tego "oficjalnie" nie robią (ale to z innych powodów). Zasada jest tylko jedna, tatułaż nie może wystawać spod munduru wyjściowego.
Szanowny Panie Mirosławie,
Śledzę dyskusję o rtm. Pileckim od samego niemal początku i mam tu na myśli nie sam pożałowania godny album Jacka Pawłowicza (prosze mi wierzyć o niskiej wartości dokumentalnej), a następnie artykuł w tygodniku "Polityka" ale znacznie wcześniejsze publikacje (np. Adama Cyry). I dosyć dobrze znam repliki IPN-u. Cóż, odnoszę wrażenie, że albo Panowie z IPN nie zrozumieli powodu krytyki albo udają, przepraszam za wyrażenie, głupich, a że paru znam osobiście wiem, że niekoniecznie muszą udawać. Artykuł prof. Andrzeja Romanowskiego w "Polityce" udowodnił, iż autor publikacji Jacek Pawłowicz w ramach udowadniania swojego wysiłku intelektualnego zamieścił kopie akt UB dot. procesu i śledztwa bez żadnych najmniejszych nawet wyjaśnień i komentarzy (ot, jako ilustaracje). Nikt w artykule prof. Romanowskiego nie kwestionował bohaterskich dokonań rtm. Pileckiego. Odpowiedzi IPN świadczą o dwóch smutnych faktach. IPN stosuje podwójną miarę i dzieli "bohaterów" na właściwych, wobec których Ubeckie akta nie są wiarygodne i całą resztę. Mogłoby to być tolerowalne w przypadku instytucji prywatnej ale w przypadku jednostki opiniotwórczej i budżetowej utrzymywanej z podatków wszystkich obywateli jest to niedopuszczalne. Drugi smutny fakt jest raczej moim odczuciem. Gdybym to ja przyniósł swojemu szefowi raport czy artykuł zawierający istotne z merytorycznego punktu widzenia błędy prawdopodobnie musiałbym ponieść konsekwencje. W IPN-e najwyrażniej tradycja jest inna - atakowanie tych, którzy te błędy znaleźli. Przy takim podejściu nasuwa się pytanie czy ktoś w tej instytucji panuje nad jakością i zawartościa publikowanych materiałów. Czy istnieją jacyś recenzenci? Korekta? Najwyrażniej tak i to własnie te ciała tak oburzają się na prof. Romanowskiego. A dla mnie to własnie jest "blamaż" budżetowej instytucji zwanej Instytutem Pamięci Narodowej.
 
slawomir wieczorek
#59 Drukuj posta
Dodany dnia 23-06-2013 18:29
Użytkownik



Postów: 166
Data rejestracji: 29.06.11

Szanowny Panie Wiggen. Czytając te same materiały odczytujemy kompletnie różne treści.
Porusza Pan trzy kwestie:
1.Franciszka Olszówki
2.Witolda Pileckiego
3.IPN.

Ad 1. Pierwszej kwestii obecnie nie będę poruszał. To co przeczytałem jednak o tatuażach było dla mnie bardzo ciekawe i w pewnym sensie nowością. Do tej pory miałem świadomość że żołnierze Wermahtu posiadali charakterystyczne anagramy wyłącznie na bieliźnie, co było wykorzystywane np. podczas kontroli w pociągach aby wychwytywać przemieszczających się polskich przebierańców (w słowie ,,przebieraniec'' nie ma z mojej strony cienia negatywnej oceny). Niemieccy żołnierze często protestowali wobec ich zdaniem uwłaczającym ich godności nakazom opuszczania spodni celem stwierdzenia czy spodnia bielizna posiada charakterystyczne oznakowanie. Mundury i dokumenty były bowiem hurtowo podrabiane przez polski ruch oporu.

Ad 2 W pierwszym swoim poście pisze Pan, że rotmistrz Pilecki podjął pełną współpracę podczas śledztwa z komunistyczną bezpieką. Taka jest zresztą konkluzja artykułu prof. Andrzeja Romanowskiego na który powołuje się Pan mówiąc o rzekomym blamażu IPN. W drugim poście stwierdza Pan, że nikt w artykule prof. Romanowskiego nie kwestionował bohaterskich dokonań rtm. Pileckiego. Dla mnie te dwa sformułowania wzjemnie się wykluczają. Nie może być bohaterem ktoś, kto podjął pełną współpracę z bezpieką. Domyślam się, że miał Pan na myśli wcześniejsze bohaterskie czyny rotmistrza, zanim rzekomo podjął współpracę z bezpieką.
Akceptuje Pan zatem stanowisko prof. Romanowskiego, że Witold Pilecki zdradził swoich towarzyszy. Profesor stwierdza: "Pilecki musiał mieć świadomość krzywdy, jaką wyrządził Szelągowskiej, Płużańskiemu i innym."
Warto w tym miejscu poznać stanowisko syna Płużańskiego, którego ojciec został rzekomo zdradzony przez Pileckiego nad czym ubolewa pan Profesor Romanowski.

Słowa Tadeusza M. Płużańskiego, syna Tadeusza Płużańskiego o artykule prof. Romanowskiego:
,,To paskudny paszkwil wymierzony z jednej strony w osobę Rotmistrza, dobrowolnego więźnia Auschwitz, bohatera konspiracji obu okupacji: niemieckiej i sowieckiej, człowieka bez skazy, wobec którego nigdy nie były wytaczane tego typu pseudo-argumenty. (...)

,,Zarówno ojciec jak i ja nigdy nie mieliśmy żadnych wątpliwości co do postawy Rotmistrza. Nie miał ich również żaden ze współoskarżonych. Publikacja ma jednoznaczny cel – zniesławić bohatera, o którym jest coraz głośniej, który jest przywracany polskiej pamięci. Kontekst też nie jest przypadkowy: niedawno rocznica urodzin Rotmistrza, rocznica jego aresztowania i zamordowania. Zaczęły się prace na Łączce, Rok Żołnierzy Wyklętych, w Parlamencie Europejskim trwają próby uczynienia z rotmistrza Pileckiego bohatera walki z dwoma totalitaryzmami. Są środowiska w Polsce, którym się to bardzo nie podoba i one będą robiły wszystko, aby tę postać wbrew faktom, wbrew dowodom za wszelką cenę zohydzić. (...)

Wszystkie dokumenty, na które powołuje się prof. Romanowski, a które ja znam od 1990 roku, nie pozostawiają cienia wątpliwości, że rotmistrz Pilecki nie wydał bezpiece mojego ojca. Rozmawiałem z ojcem na ten temat. Nigdy nie miał żadnych wątpliwości. Na temat Rotmistrza nie padł z jego strony żaden cień. Prof. Romanowski najwyraźniej nie ma pojęcia, jak wyglądały przesłuchania ubeckie, że czasami dawano ludziom do podpisania protokoły z rzeczami, których nie powiedzieli. To zresztą podkreślał Pilecki na rozprawie.


Mamy zatem słowo przeciw słowu. Słowo profesora i słowo syna rzekomej ofiary zdrady Pileckiego.

Komu mamy wierzyć?

No cóż, o Pileckim i żołnierzach wyklętych pisano wiele. O profesorze niewiele.

Zatem...
Myślę, że najlepszym sposobem poznania pana Profesora są jego publikacje.
Przed sześcioma laty krakowskie wydawnictwo Universitas wydało jego książeczkę pt. ,,Rozkosze lustracji'' z przedmową jednego z dziennikarzy GW.
W książce tej, prof. Romanowski opisuje niezwykle ckliwą i chwytającą za serce historię swoich PRL-owskich doświadczeń. Licząc oczywiście na naiwność czytelników.
Otóż przebywając w latach 70-tych w Kijowie przydzielono mu agenta KGB o imieniu Leonid, który w 1978 przez trzy tygodnie oprowadzał-opiekował się-doradzał (wybór odpowiedniego słowa pozostawiam czytelnikowi) świeżo upieczonemu magistrowi przebywającemu w zaprzyjaźnionym kraju. Z owym agentem prowadził Romanowski rozmowy na ,,różne ciekawe tematy''.
Pan profesor, po latach, niemal ze sentymentem ocenia owego funkcjonariusza.
Stwierdza, że ,,sowieckie organy działały w rękawiczkach'' a Leonid zapewne dostał polecenie służbowe aby poznać świeżo upieczonego magistra. Po pewnym czasie zaczął go (tzn ów ,,opiekun'' ) wypuszczać nawet samodzielnie!. No bo czegóż to mógł się ów funkcjonariusz dowiedzieć od kompletrnie zielonego w polityce magistra z Krakowa.

Nie będę dalej ciągnął tego wątku i całego szeregu absurdów formułowanych przez profesora.
Świadomość polityczna profesora została ukształtowana w czasach PRL-u.
Jest typowym przykładem ówczesnej nomenklatury.

Szanownie Panie Wiggen. Mając do wyboru wizję rzeczywistości prezentowaną przez syna rzekomej ofiary Pileckiego oraz wizję pana profesora, wybieram tego pierwszego.

Panu Płużańskiemu wierzę, panu profesorowi niestety nie.
Konsekwencją dokonanych kiedyś przez pana profesora wyborów polityczno-życiowych jest jego obecny emocjonalny stosunek do pewnych instytucji demokratycznego państwa.
Takie instytucje jak IPN działają na niego jak płachta na byka. Najchętniej zakopałby głęboko w ziemi kawał wstydliwej historii. W imię oczywiście miłości do bliźniego.

W tym momencie przechodzimy do trzeciego zagadnienia poruszonego przez pana.

Ad 3 – kwestia IPN.
Pan profesor Romanowski (odnoszę wrażenie, że podziela pan jego stanowisko) w swojej pracy "Wielkość i upadek Tygodnika Powszechnego oraz inne szkice'' stwierdza:

"IPN, to instytucja antypaństwowa, antynarodowa i antychrześcijańska. Antypaństwowa - bo nie da się jej pogodzić z demokratycznym państwem prawa, bo niszczy ona monteskiuszowski podział władz, bo jej prezes dostał prawo do ujawniania tajemnicy państwowej. Antynarodowa - bo lansuje wizję historii straceńczej, w której rzuca się na szalę samo istnienie narodu. Antychrześcijańska - bo "nie ma przebacz": dawne winy nigdy nie mogą być odkupione. Dlatego Instytut musi być jak najszybciej rozwiązany. Pewne jest jedno. IPN kiedyś przeminie. Ale nie przeminie pamięć o instytucji, która historię stawiała przed trybunałem sprawiedliwości."

Szanowny Panie Wiggen. W słowach profesora pobrzmiewa pogarda w stosunku do obywateli naszego państwa, ponieważ każdy obywatel ma niezbywalne prawo wykorzystać materiały archiwalne, aby poznać przeszłość kandydatów wybieranych do urzędów państwowych i samorządowych, czy poznać przeszłość ludzi publicznego zaufania, a także ludzi pretendujących do roli autorytetu. Ma prawo poznać treść materiałów archiwalnych i samodzielnie ją ocenić. Żaden Romanowski, Szostkiewicz czy Michnik nie może go w tym zastąpić. Na tym polega demokracja.

Profesor Romanowski posłużył się rotmistrzem Pileckim jak kamieniem, który rzucił w kierunku IPN. Nie miało wielkiego znaczenia dla niego, czy jego konkluzje są zgodne z prawdą.
Nie przeanalizował materiałów archiwalnych. Wyrwał z kontekstu kilka dokumentów z albumu i sformułował oskarżenia w stosunku do rotmistrza. Powołał się na dokumenty, które znane są od lat 90 ubiegłego stulecia, które poznali towarzysze Pileckiego, którzy przeżyli proces i dożyli współczesnych czasów.
Nikt z nich nigdy nie wysuwał jakichkolwiek zastrzeżeń co do postawy rotmistrza. Dla wszystkich był i nadal jest bohaterem.

Rewelacje prof. Romanowskiego uważam za opóźnioną czkawkę niestrawionych wciąż czasów komunizmu. A ukryte wnioski jakie formułuje profesor są następujące:

Skoro uważacie, że materiały sugerujące współpracę Pileckiego z bezpieką nie świadczą o jego zdradzie, to dlaczego uważacie, że ewentualne ubeckie materiały kompromitujące dzisiejszych polityków/naukowców/ludzi na świeczniku mają świadczyć o ich nikczemności?
Co za tym idzie, koro materiały ubeckie niczego nie przeświadczają to IPN w zasadzie można zlikwidować.

Szanwny Panie Wiggen, jest Pan inteligentny i oczytany. Wnioskuję, że jest Pan w jakiś spososób związany z naukami historycznymi lub socjologicznymi.
Sieganie przez Pana w dyskusji o IPN po argument ostateczny w postaci nazwania swojego politycznego przeciwnika osobą głupią świadczy o braku rzeczowych argumentów.
I nie przystoi osobie pana pokroju.

Na marginesie: zauważyłem w ostatnich czasach jakąś wyjątkową nadpobudliwość przeciwników IPN.
Widać jakieś podniecenie i nerwowość...
 
bonobo
#60 Drukuj posta
Dodany dnia 23-06-2013 20:10
Awatar

Użytkownik



Postów: 81
Data rejestracji: 09.09.10

Oj admin....chyba przydało by sie coś na wzor Hyde Park coby można podyskutowac( a może tylko wyrazic własne zdanie na jakis temat...) toż wszyscy lubimy zadymy Wink.
 
Przejdź do forum:
Logowanie
Nazwa użytkownika

Hasło



Nie masz jeszcze konta?
Zarejestruj się

Nie możesz się zalogować?
Poproś o nowe hasło
Ankieta
Czy Kopiec im. Józefa Piłsudskiego powinien zostać w Kępnie odbudowany:

Tak
Tak
45% [28 głosów]

Tak, ale patron powinien być inny, związany z Wielkopolską
Tak, ale patron powinien być inny, związany z Wielkopolską
19% [12 głosów]

Nie
Nie
35% [22 głosów]

Ogółem głosów: 62
Musisz zalogować się, aby móc zagłosować.
Rozpoczęto: 25/12/2018 11:03

Archiwum ankiet
Pracowity koniec roku.[0]
Kalendarz

Brak wydarzeń.

Złap nas w sieci NK  FB  BL  TVN24
Ostatnio na forum
Najnowsze tematy
· niemieckie nazwy ulic
· Laski, rodzina Seife...
· Internet w Perzowie
· Prezent dla taty
· Kronika Szkoły w Cze...
· Wrak
· Myjomice
· GWARA WIELKOPOLSKA

Losowe tematy
· Historia Rychtala
· Airsoft i Paintball
· Legenda o Pomiance
· Poprawa, Rybak, Mie...
· Historia Biadaszek.
Najwyżej oceniane zdjęcie
Zdjęcie miesiąca Listopad
1960r Al. Marcinkowskiego
Liczba ocen: 1
Punktów: 5
Archiwum
25,193,519 unikalne wizyty